Foto: A.S.O. Pauline Ballet / Paris - Roubaix

Nie będziemy spierać się, czy kampania brukowanych klasykach zakończyła się na welodromie w Roubaix, czy kilka dni później w Overijse. Pewne jest, że w tej chwili widowiskowe wyścigi na trudnej nawierzchni są już za nami, więc można je kompleksowo podsumować. Kilka tygodni rywalizacji na bruku przejdzie do historii za sprawą niezwykłej dominacji Mathieu van der Poela i sporego pecha jego rywali. Co jeszcze zapamiętamy?

Król jest jeden

Chwilę zastanawiałem się nad tym, którym zdjęciem zobrazować podsumowanie północnych klasyków. Ostatecznie padło na to z podium Paryż-Roubaix, na którym Mathieu van der Poel trzyma jedną z najbardziej ikonicznych nagród za zwycięstwo w kolarskim wyścigu – kostkę brukową. Poważnym kandydatem było jednak zdjęcie pleców atakującego Holendra, który wielokrotnie w ostatnim czasie odjeżdżał rywalom.

Miał to być widok, który najczęściej obserwowali jego najwięksi przeciwnicy. Jeśli jednak trochę się nad tym zastanowimy, dojdziemy do wniosku, że Holender zdominował brukowane wyścigi tak bardzo, iż nawet jego plecy były widoczne dla rywali tylko przez chwilę. Swoimi atomowymi atakami w Ronde van Vlaanderen, Paryż-Roubaix i E3 Saxo Classic aktualny mistrz świata deklasował rywali, pokazując, że ściga się w swojej lidze. Jako jedyny sposób znalazł na niego Mads Pedersen, który sięgnął po zwycięstwo w Gandawa-Wevelgem.

W pozostałych wyścigach Mathieu van der Poel był nie do pokonania, dzięki czemu umocnił się na pozycji najlepszego klasykowca na świecie. Przy okazji należy wspomnieć o znakomitej ekipie, na której Holender mógł polegać. Kolarze Alpecin-Deceuninck świetnie radzili sobie między innymi w Ronde van Vlaanderen i Paryż-Roubaix. W drugim z wymienionych wyścigów można było zobaczyć to nie tylko oglądając transmisję, ale i w końcowych wynikach. 1. miejsce Mathieu van der Poela, 2. pozycja Jaspera Philipsena i 6. lokata Gianniego Vermeerscha. Komentarz jest zbędny.

Już było dobrze…

Śledząc E3 Saxo Classic i Gandawa-Wevelgem, można było zachwycać się jazdą kolarzy Lidl-Trek, którzy weszli w buty osłabionej ekipy Visma | Lease a Bike i wykorzystywali każde ogniwo swojego klasycznego składu. Sens niektórych przyspieszeń, jak tych Madsa Pedersena w E3 Saxo Classic, bywał wątpliwy, ale ostateczne rezultaty robiły wrażenie. W E3 drugie miejsce rzutem na taśmę zajął Jasper Stuyven, a w Gandawa-Wevelgem po wielkie zwycięstwo sięgnął Mads Pedersen. Kolarze Lidl-Trek wykorzystali cały potencjał swojej drużyny i pokazali, że razem mogą stawić czoła Mathieu van der Poelowi.

Na drodze stanęła im jednak kraksa w Dwars door Vlaanderen, po której kampanię klasyków zakończyli Jasper Stuyven i Alex Kirsch, a Mads Pedersen mocno się poobijał. Duńczyk nie zdołał dojść do siebie przed Ronde van Vlaanderen, ale serię brukowanych wyścigów zakończył udanym startem w Paryż-Roubaix, gdzie uplasował się na 3. miejscu. Wynik w „Piekle Północy” osłodził ekipie Lidl-Trek ostatnie tygodnie, jednak – biorąc pod uwagę jej potencjał – kolarzy stać było na lepsze rezultaty.

Dominacja przerwana przez kraksy

Po „weekendzie otwarcia” byłem przerażony dominacją Team Visma | Lease a Bike. Holenderska ekipa wzorowo pojechała Omloop Het Nieuwsblad i Kuurne-Bruksela-Kuurne, a gotowość na każdy scenariusz rozgrywania wyścigu sprawiał, że można było stawiać ich w roli faworytów do zwycięstwa w każdym wiosennym klasyku. Mogący zrobić wszystko Wout van Aert, dynamiczny i szybki Christophe Laporte. Do tego będący w formie życia Jan Tratnik, świetny Matteo Jorgenson, niezwykle solidny Dylan van Baarle czy Tiesj Benoot. Niesamowity skład, w którym… posypało się prawie wszystko.

Choroby wykluczały z rywalizacji Laporte’a i Van Baarle, w kraksach poszkodowani byli Van Aert i Tratnik, co znacznie ograniczyło możliwości holenderskiej formacji. Poza wspomnianymi zwycięstwami, Team Visma | Lease a Bike zakończył kampanię brukowanych klasyków z triumfem w Dwars door Vlaanderen, jednak w monumentach – w które kolarze w żółtych koszulkach celowali – nie zbliżyli się nawet do walki o czołową piątkę.

Jazda w Paryż-Roubaix w osłabionym składzie pokazała jednak, że holenderska formacja może polegać nie tylko na doświadczonych kolarzach, ale i młodych talentach. Mowa tu o ambitnych braciach Van Dijke, którzy w przyszłości mogą stanowić o sile drużyny na brukach.

Brukowe rewelacje

Kampania klasyków jak zwykle odkryła nowe gwiazdy lub pozwoliła rozwinąć skrzydła solidnym zawodnikom. Kilku z nich szczególnie zaimponowało swoją jazdą, a kolarzem, który wyróżniał się na przestrzeni kilku tygodni był Oier Lazkano. Mistrz Hiszpanii pokazał, że Iberyjczycy też „potrafią w bruki” i wraz z Ivanem Garcią Cortiną dał nadzieję ekipie Movistar Team na dobre wyniki w kolejnych latach. Świetnie radził sobie też Laurence Pithie, który prezentował waleczność i aktywną jazdę między innymi w Gandawa-Wevelgem i Paryż-Roubaix. Warto było zwracać też uwagę na Antonio Morgado, który sam przyznaje, że nie lubi bruków, ale radzi sobie na nich bardzo dobrze, o czym świadczy chociażby 5. miejsce w Ronde van Vlaanderen.

Większe prędkości, większe niebezpieczeństwo

Każdy kolejny monument w tym sezonie przechodził do historii jako najszybszy. Zawodnicy raz po raz bili wieloletnie rekordy prędkości, tylko czy powinniśmy się z tego cieszyć? Spokojnie, nie znajdziecie tu spekulacji i oskarżeń dopingowych. Wyższe prędkości i coraz większe ryzyko podejmowane przez kolarzy prowadzi do wzrostu niebezpieczeństwa na trasie. Oczywiście nie można tym faktem argumentować wszystkich kraks, do których doszło w ostatnim czasie, jednak jest to niebezpieczny trend, a wydłużająca się lista poszkodowanych w upadkach kolarzy pokazuje, że coś jest na rzeczy.

Kamil Małecki

Na koniec warto było zostawić pozytywny, biało-czerwony akcent. Kamil Małecki zanotował bardzo udaną kampanię północnych klasyków, w której najlepiej prezentował się w Ronde van Vlaanderen i Paryż-Roubaix. Oba wyścigi kończył w drugiej dziesiątce, a widok Polaka pokonującego najtrudniejsze odcinki tras wśród kolarzy, których można było typować do podium, mógł powodować uśmiech na twarzy kibiców. Kamil Małecki w niedawnej rozmowie mówił nam, że wciąż doskwiera mu ból, jednak z każdym kolejnym startem udowadnia, że jest niezwykłym walczakiem i potrafi go przezwyciężyć.

Poprzedni artykułWystartował wietnamski wielki tour
Następny artykułRBB Tour 2024: Kacper Gieryk przed Dominikiem Górakiem
Szukam ciekawych historii w wyścigach, które większość uważa za nieciekawe.
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments