Europa – kolebka ludzkiej cywilizacji. Przez stulecia to własnie na starym kontynencie działy się najważniejsze rzeczy, które decydowały o dalszych losach świata. Po ostatnim globalnym konflikcie zbrojnym, jak wszyscy doskonale wiemy, Europa została podzielona na pół. Dzięki temu jednak po dziś dzień możemy wciąż ją odkrywać.

Przez dziesięciolecia, życie za żelazną kurtyną było bardzo mocno ograniczone względem tego w Hiszpanii, Włoszech czy Francji. Ze względu na głębokość zamknięcia poszczególnych krajów, starszemu pokoleniu miłośników kolarstwa nie było tak łatwo odwiedzać kolejne regiony pełne przepięknych i trudnych szos. Dzięki temu też Bałkany, o których już wspominaliśmy, do dziś zostają w dużej części tajemnicze. Wydaje się jednak, że w kolarskim świecie wciąż najmniej mówi się o Górach Dynarskich, ciągnących się wzdłuż wybrzeża Dalmacji.

Kiedy tylko komunizm upadł, a na Bałkanach zakończył się bardzo krwawy konflikt zbrojny, Chorwacja stała się absolutnym numerem 1, jeśli chodzi o regionalną turystykę. Kraj zalała prawdziwa fala miłośników kąpieli zarówno słonecznych, jak i morskich, co pozwoliło krajowi bardzo szybko wyjść na prostą. Z biegiem czasu coraz więcej zaczęło się pod tym względem dziać także w takich krajach jak Czarnogóra, czy Albania, które dziś także są już częstymi celami wycieczkowymi osób z całej Europy.

Wraz ze wzrostem popularności wspomnianych lokacji, coraz częściej pojawiać się tam także zaczęli kolarze amatorzy, którzy rozpoczęli eksplorację dotychczas nieznanych wzniesień, gór i rozległych dolin. Jak szybko się okazało, Góry Dynarskie mogą przynieść dokładnie to, czego w Alpach, Pirenejach czy Górach Kantabryjskich nie doświadczymy. Zważając na fakt, iż wypiętrzają się one praktycznie z poziomu morza, przewyższenie względem wysokości jest zdecydowanie wyższe. Oprócz tego, wspinając się na ta trudne góry jak Svti Jure czy Vojak, praktycznie przez całą długość podjazdu (która potrafi przekroczyć 20 kilometrów) możemy przyglądać się pięknemu Adriatykowi, co tylko poprawia doświadczenia wizualne.

Bardzo istotną kwestią dla trudności chorwackich czy albańskich podjazdów jest także sama budowa Gór Dynarskich, a dokładniej rzecz ujmując pokrywająca je roślinność. Ze względu na wysokie temperatury, wysokie drzewa nie są tam codziennością, przez co też, w szczególności na wyższych partiach gór, wiatr wieje mocniej niż w Aplach czy nawet Tatrach. Co więcej, im wyżej, robi się także trudniej. Ostatnie kilometry poszczególnych podjazdów prowadzą bowiem bardzo często po starych i wąskich drogach, które zostały zbudowane jeszcze na życzenie Tito lub jego współpracowników (co widać na przykład po rdzy na barierach nieopodal szczytu Sveti Jure).

Wraz ze wzrostem popularności wyścigu Tour of Croatia (który niestety już się nie odbywa), kolejne lokacje w Chorwacji zostały zaprezentowane szerszej publiczności. Tym samym tacy kolarze jak Vincenzo Nibali czy Maciej Paterski przetarli pewne szlaki w kraju, który do tej pory nie był specjalnie uważany za znakomite miejsce do treningów czy ścigania się zawodowców.

W ostatnich latach turystyka rowerowa w Dalmacji czy Istrii rozrosła się w znacznym stopniu. W takich miastach jak Split, Zadar czy Rijeka możemy zobaczyć coraz więcej szosowych turystów, którzy z uporem maniaka poszukiwali ulic prowadzących za miasto, gdzie praktycznie zawsze zacznie się mniejszy lub większy podjazd.

Co dalej z Chorwacją, czy coraz dogłębniej odkrywaną Albanią? Póki co nie wiadomo. Pozostaje wierzyć, że tymi pięknymi krajami zainteresuje się ktoś z wielkiej dwójki ASO – RCS, dzięki czemu będziemy mogli oglądać tam naprawdę piękne ściganie.