fot. Pasul Balea

Z każdym rokiem coraz więcej osób próbuje poznawania nowych miejsc, będących prawdziwym kolarskim eldorado. W końcu kiedyś Francja, Włochy czy Hiszpania musiały się niektórym znudzić. Pierwszym kierunkiem w poszukiwaniu pięknych i trudnych tras okazały się więc Bałkany z Rumunią na czele. W ten sposób miłośnicy dwóch kółek w końcu zapoznali się z wybitną Przełęczą Balea.

Jak wszyscy doskonale wiemy, Karpaty to jedne z najbardziej specyficznych gór w Europie. Mimo niedużej wysokości, pełne są one skalistych grani, przypominających najwyższe szczyty Alp, co z kolei dodaje im bardzo dużo klimatu i pięknych krajobrazów, o czym możemy przekonać się m.in. w Tatrach. Nasze najwyższe góry nie posiadają jednak praktycznie żadnej szosy, którą można byłoby uznać za trudną i gotową do wykorzystania w kwestiach promocji regionu poprzez kolarstwo. W Rumunii sytuacja wygląda zupełnie inaczej.

Wszystko za sprawą konieczności przeprawienia się przez m.in. Góry Fogaraskie, będące najwyższą częścią rumuńskich Karpat. Ich długość praktycznie wymusiła na komunistycznych władzach przeprowadzenie długiej nitki, przechodzącej przez przełęcz Balea, znajdującej się na wysokości ponad 2000 metrów nad poziomem morza. Co ciekawe, nie jest to najwyższa szosa w całym kraju. Ponad 100 metrów wyżej da się bowiem wjechać korzystając z Transalpiny, zahaczającej o Przełęcz Urdele, a także kilka innych kolarskich górek. Mimo to jednak to właśnie Pasul Balea jest zdecydowanie najbardziej popularną kolarską lokacją w kraju Drakuli.

Czym droga na przełęcz nazwana od polodowcowego jeziora leżącego nieopodal wyróżnia się spośród innych karpackich szos? Odpowiedź jest prosta – wygląd i widoki. Nie od dziś droga na Pasul Balea znana jest szerszej publiczności jako “rumuńskie Stelvio”. W wyższych partiach Gór Fogaraskich, stosunkowo szeroka nitka zaczyna bowiem przepięknie się wić, pozostawiając w tle górną granicę lasu i okoliczne doliny. To przez chwilę daje możliwość przeniesienia się na zachód Europy, czyli do kolebki kolarstwa szosowego.

fot. Pasul Balea

Drugą z istotnych kwestii jest także popularność samego jeziora Balea, które można nieco porównać do polskiego Morskiego Oka. Przy samym akwenie wodnym praktycznie codziennie można spotkać całe masy turystów, zarówno krajowych, jak i zagranicznych. To też pozwoliło znacznie szybciej odkryć to fantastyczne miejsce przez kolarską brać.

Jeśli chodzi o statystyki czysto sportowe, nie są one wybitnie zaskakujące. Od północy podjazd liczy 23,6 kilometra o średnim nachyleniu 6,1%. Od południa liczby są bardzo porównywalne. W przypadku wyścigów, Pasul Balea rokrocznie pojawia się na trasie Sibiu Cycling Tour. W ostatnich latach jako pierwsi metę na szczycie przekraczali tacy kolarze jak Kevin Rivera, Ivan Sosa, Egan Bernal, Davide Rebellin czy Riccardo Zoidl.