Fot. Katusha-Alpecin

Wszystko wskazuje na to, że Iana Boswella nie zobaczymy już na trasach wyścigów szosowych. Jak podaje Cyclingtips.com Amerykanin postanowił zakończyć swoją karierę.

Boswell znany jest głównie ze swoich występów dla Team Sky. W ekipie Dave’a Brailsforda spędził pięć lat. W tym czasie zanotował kilka przyzwoitych występów indywidualnych (m.in 5. miejsce w Amgen Tour of California), jednak przez większą część swojej przygody z tym zespołem skupiał się głównie na pomaganiu liderom zespołu.

Jako że jego ambicje sięgały znacznie wyżej, w 2018 roku zasilił szeregi Katusha-Alpecin. Amerykanin liczył, że tam jego status będzie znacznie wyższy i będzie dostawał znacznie więcej szans na walkę o czołowe lokaty w “tygodniówkach”, jednak ostatecznie nic z tych planów nie wyszło, a jedyne, czego udało mu się dokonać w barwach szwajcarskiej ekipy to długo oczekiwany debiut w Tour de France.

Na domiar złego na początku minionego sezonu, podczas rozgrywanego w połowie marca Tirreno-Adriatico wziął udział w kraksie. Uraz którego się wtedy nabawił był na tyle poważny, że Amerykanin wciąż nie doszedł do pełnej kondycji psychofizycznej. To zaważyło o tym, że postanowił zakończyć karierę.

Usiadłem sobie i pomyślałem, czy naprawdę zamierzam wciąż jeździć na rowerze. Jeśli nie, to co dalej?  Im dłużej się nad tym zastanawiałem, tym mniej wiedziałem. Powoli dochodziłem do siebie, czułem się dobrze. Myślałem: “kocham kolarstwo, chcę dalej jeździć”, jednak wciąż nie potrafiłem podjąć ostatecznej decyzji. Niedługo później oglądałem Vueltę, widziałem tam kilka poważnych kraks – wtedy klamka zapadła. Uznałem, że kończę z szosą

– powiedział Cyclingtips.

Oczywiście Boswell nie zamierza całkowicie żegnać się ze sportem. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z jego planem, już wkrótce pojawi się na wyścigach po szutrze. Jednym z nich będzie słynne Dirty Kanza. Zobaczymy czy na gravelach będzie sobie radził przynajmniej równie dobrze, co na szosie.