fot. Mitchelton - Scott

Już jutro rozpocznie się Tour Down Under – pierwszy wyścig szosowy dla zawodników i zawodniczek World Touru. Najpierw na szosy wyruszą panie, natomiast we wtorek w ich ślady pójdą panowie. Wśród nich będzie m.in obrońca tytułu sprzed roku – Daryl Impey.

W zeszłym roku Afrykaner wygrał australijską imprezę po raz drugi z rzędu – jako jedyny w całej jej dotychczasowej historii. Jednak on wcale nie zadowala się tym wynikiem – marzy mu się trzecie zwycięstwo, które przybliżyłoby go do wyniku osiągniętego przez Simona Gerransa, który aż czterokrotnie kończył Tour Down Under na pierwszym miejscu w “generalce”.

Teraz jednak o zwycięstwo może być jednak trudniej niż w poprzednich latach. Wszystko dlatego, żę 35-latek jest raczej typem szybkiego zawodnika, niezbyt dobrze odnajdującego się na trudnych podjazdach, a tymczasem trasa wyścigu ma być trudniejsza niż w poprzednich sezonach. Jednak zawodnik Mitcheltona jest dobrej myśli.

Myślę, że nie jestem bez szans. Na pewno będzie trudno, ponieważ trasa jest naprawdę wymagająca, ale nie tracę nadziei. Dużo będzie zależeć od formy, od tego, kto będzie miał najlepsze nogi pod koniec stycznia. Cieszę się, że na trasę wrócił etap do Stirling. Wprawdzie nigdy nie udało mi się tam wygrać, ale kilkukrotnie byłem tego naprawdę blisko. To jeden z moich ulubionych odcinków

– mówił Spaziociclismo.

Prawdopodobnie najcięższym podjazdem w całym wyścigu będzie ten pod Paracombe, który wróci na wyścig po czterech latach przerwy. Gdy kolarze po raz ostatni odwiedzili to miejsce, Afrykaner stracił 18 sekund do Rohana Dennisa – teoretycznie niedużo, tyle że Tour Down Under, który podobnie jak Tour Down Under rozgrywa się na ułamki sekund, więc ta strata kosztowała go miejsce na podium.

Podjazd pod Paracombe jest bardzo trudny – to fakt, ale przecież wśród kandydatów do zwycięstwa w klasyfikacji generalnej jest wielu kolarzy o charakterystyce bardzo podobnej do mojej – im też będzie bardzo ciężko. Ten dzień prawdopodobnie zadecyduje o tym, czy będę liczył się w klasyfikacji generalnej, czy też przyjdzie mi obejść się smakiem. Mam jednak nadzieję, że końcowe rozstrzygnięcia zapadną tam gdzie zwykle – na Willunga Hill

– dodał.

Na szczęście wydaje się, że jego ekipa raczej nie ma się czego obawiać. Nawet jeśli okazałoby się, że Impeya przerośnie odcinek prowadzący do Paracombe przerośnie, to w odwodzie pozostaje Simon Yates, który jak wiadomo nie ma problemów z trudnymi podjazdami.