fot. Israel Start-Up Nation

Jeszcze w minionym sezonie Norman Vahtra z sukcesami ścigał się w polskich wyścigach. Niedawno Estończyk podpisał kontrakt z Israel Start-Up Nation i trafił na poziom World Touru.

Jak rozpoczęła się twoja przygoda z kolarstwem? Dlaczego wybrałeś ten sport?

Kiedy miałem 9 lat, nauczyciel wychowania fizycznego zapytał mojego brata, czy chciałby wystartować w wyścigu kolarskim. Poszedłem na trening z bratem i zostałem przy kolarstwie. Wcześniej uprawiałem karate, ale postanowiłem je porzucić. Podczas pierwszego treningu kolarskiego dobrze się bawiłem i nie poczułem bólu i wysiłku.

Pamiętasz swój pierwszy wyścig? Co to był za wyścig? Byłeś przed nim zestresowany?

Tak, pamiętam. Było to na lokalnym stadionie na rundach około 600 metrów. Zająłem ostatnie miejsce, ale byłem najmłodszym uczestnikiem. Byłem trochę zestresowany, bo mój trener był znany i chciałem pokazać się mu z jak najlepszej strony.

Jak wyglądały pierwsze lata twojej kariery, w pierwszych zespołach? Miałeś jakieś sukcesy?

Moje pierwsze lata były dość trudne, ponieważ przez 3 lata byłem najmłodszy i najsłabszy. Kilka razy nie utrzymałem tempa grupy i wsiadałem do samochodu. Jednak jak wygrałem, to stało się to łatwiejsze i dostałem dodatkową motywację. Wiedziałem, że jestem dobrym kolarzem w porównaniu z moimi rówieśnikami. Kolejny trudny czas w karierze miałem w kategorii do lat 17. Późno dorastałem i inni chłopcy byli lepiej zbudowani, a ja nadal wyglądałem jak dziecko. Dlatego musiałem myśleć nad taktyką, jak osiągać lepsze wyniki i to mnie dużo nauczyło.

Zająłem 2. miejsce na mistrzostwach kraju juniorów w jeździe na czas. Miałem trochę miejsc na podium, ale nie wygrywałem często. Moją pierwszą drużyną było Tamme (2006-2011). Później grupa zmieniła nazwę na Rein Taaramäe Rattaklubi (2011-2017). Po skończeniu szkoły przeszedłem do francuskiego zespołu Villeneuve St. Germain. W 2017 roku zostałem stażystą w AGO-Aqua Service CT. Wtedy po raz pierwszy poczułem smak jazdy na naprawdę wysokim poziomie. To było niesamowite. Ostatnie dwa sezony spędziłem w Cycling Tartu. Oni układali kalendarz startów pode mnie i to się opłaciło. Jestem im bardzo wdzięczny, bo bez nich, nie byłbym w miejscu, do którego dotarłem.

W 2019 roku bardzo poprawiłeś swoje wyniki i wygrałeś kilka wyścigów. Co według Ciebie było powodem tego, że stałeś się lepszym kolarzem?

W 2019 roku więcej pracowałem nad umiejętnościami sprinterskimi. Również udało mi się nie złapać kontuzji. Miałem jedynie tydzień dłuższej przerwy z powodu urazu kolana. Poprzednie lata nie były tak udane. Ważne jest także doświadczenie. Wiedziałem jak wygrać Kalmar GP, bo jest tam specyficzny i techniczny finisz. Na ostatnim zakręcie musiałem być drugi, żeby wygrać. Nauczyłem się tego w 2018 roku.

Wygrałeś kilka wyścigów w Polsce: Wyścig Solidarności i Olimpijczyków, Puchar MON i Memoriał Henryka Łasaka. Jakie są twoje wspomnienia z tych wyścigów? Są to dla Ciebie wyjątkowe momenty w karierze?

Mam wiele dobrych wspomnień z polskich wyścigów. Nie wierzyłem, że mogę wygrać klasyfikację generalną Wyścigu Solidarności. Na ostatnim etapie mieliśmy ciekawą sytuację, kiedy moja drużyna nie mogła złapać ucieczki. Potem zaczęły pracować polskie zespoły i przez to w końcówce nie miały tyle energii. Odpadłem na przedostatnim podjeździe, ale wróciłem do grupy. Schowałem się w grupie i najgroźniejsi rywale, jadący z przodu nie widzieli mnie i na ostatnim podjeździe nie musiałem jechać mocno, żeby się utrzymać i mogłem wygrać etap i klasyfikację generalną – niewiarygodne. Puchar MON to także dzień do zapamiętania. Kontrolowałem ucieczkę, odparłem ataki i byłem na tyle mocny, żeby wygrać. Za to na Memoriale Henryka Łasaka ustanowiłem mój rekord prędkości na finiszu – 73,5 km/h.

Co sądzisz o polskich wyścigach? Czy są trudne do wygrania? Jaki jest ich poziom?

Polskie wyścigi są trudne do wygrania, ponieważ jest wielu doświadczonych kolarzy, którzy mogą długo jechać w mocnym tempie. Poziom jest zróżnicowany. Niektóre wyścigi może wygrać każdy, a inne jedynie około 10 kolarzy.

Jak duży wpływ mogły mieć polskie wyścigi na przejście do Israel Start-Up Nation?

Nie wiem, jaki miały wpływ, ale wiem, że moc na ostatnim podjeździe na Wyścigu Solidarności była imponująca, nawet dla zespołu World Touru.

Kiedy dowiedziałeś się o zainteresowaniu ze strony Israel Start-Up Nation? Co pomyślałeś o tej propozycji? Byłeś zaskoczony? Miałeś oferty z innych zespołów?

Wiedziałem o tym już w lecie, ale nie byłem pewny aż do 5 października. Na stole miałem także kontrakt z Wallonie-Bruxelles, ale na 2 dni przed podpisaniem umowy dostałem lepszą ofertę. To była dla mnie wielka niespodzianka. Nadal jestem bardzo tym podekscytowany przed nadchodzącym sezonem.

Jak czujesz się przed nowym sezonem w nowym zespole? Myślisz, że sobie dobrze poradzisz?

Nie pojadę na największe wyścigi. Będę pod opieką najlepszej obsługi i najlepszych trenerów. Myślę, że będzie dobrze. Wiem, że czeka mnie ciężki okres, szczególnie na podjazdach, ale jestem gotowy na cierpienie.

Co sądzisz o atmosferze w nowej drużynie? Czy w przyzwyczajeniu się do nowego otoczenia pomaga Ci Mihkel Raim, który w ostatnich sezonach był już kolarzem Israel Cycling Academy?

Atmosfera jest przyjazna. Nie mogę tego porównać z moją poprzednią drużyną, ponieważ tam było 8 kolarzy, a tutaj jest 31. Trudno jest z każdym porozmawiać i poznać się. Myślę, że zostaniemy podzieleni na grupy, w których pojedziemy na konkretne wyścigi. I właśnie wtedy lepiej się poznamy. Oczywiście jest to przyjemność, że w zespole jest już Mihkel. Odegrał ważną rolę w pokazaniu tego, że Estończycy są świetnymi ludźmi.

Jesteś w jednej drużynie razem ze świetnymi kolarzami, np. Andre Greipelem czy Nilsem Polittem. Co to dla Ciebie oznacza?

Przed zgrupowaniem miałem inną opinię, ale dali się poznać jako zabawne osoby i to jest świetne. Mam nadzieję, że będziemy mogli razem pojechać kilka wyścigów i będę mógł się od nich czegoś nauczyć.

Jaka będzie twoja rola w nowym zespole? Jak to będzie odpowiadać twojej charakterystyce jako kolarza?

Na pierwszym wyścigu będę w pociągu sprinterskim. Może na kilku wyścigach dostanę szansę na finiszowanie. Myślę, że mam specyficzną charakterystykę, bo z moją mocą na 30 sekundach finiszu mogę być ważnym ogniwem w pociągu sprinterskim.

Jak wygląda twój kalendarz startów na nowy sezon? Wiesz już, czy może wrócisz do Polski na Tour de Pologne?

Na ten moment wiem, że wystartuję w Vuelta a San Juan Internacional (26.01), Tour de la Provence (13.02) i Tour of Hainan (23.02). Nie znam jeszcze dalszych planów.

Kolarstwo w Estonii ostatnio rozwija się dość dynamicznie. Obecnie w World Tourze jest 4 Estończyków. Co o tym sądzisz? Jak wygląda szkolenie młodych kolarzy w Estonii na twoim przykładzie?

Myślę, że nie jest to niespodzianką, że jest 4 estońskich kolarzy w World Tourze. Jest jeszcze kilku, którzy na to zasługują, ale kolarzom z Estonii nie jest łatwo się wybić. W estońskim kolarstwie są obecnie trudne czasy, ponieważ wielu znakomitych trenerów odchodzi i nie ma wystarczająco dużo młodych trenerów, a metody treningowe są różne w innych kategoriach wiekowych.

Jakie jest twoje największe kolarskie marzenie?

Będę szczęśliwy z mojej kariery, kiedy wygram etap Tour de France.

Wywiad przeprowadził Kamil Karczmarek