fot. Nicolas Mabyle/Direct Velo

Za Sepem Vanmarcke prawdopodobnie najlepszy sezon, jaki udało mu się przejechać w barwach Education First. Mimo to nie jest z niego w pełni zadowolony.

Dla 31-latka zakończony niedawno sezon był całkiem niezły. Zawsze miał problem z wygrywaniem. W jego palmares jest wiele drugich i trzecich miejsc, ale zwycięstw jak na lekarstwo. Dwanaście miesięcy temu jego licznik pokazywał cyfrę sześć, a w dodatku po raz ostatni ręce do góry Belg podnosił w 2016 roku. 

Teraz się to zmieniło – zawodnik EF Education First wygrał aż dwukrotnie. Triumfował najpierw na etapie wyścigu Tour Cycliste International du Haut Var, a później w Bretagne Classic. Co ciekawe Flamand uważa, że stać go było na jeszcze lepsze rezultaty.

Mam mieszane uczucia co do swoich wyników w ostatnim sezonie. Zawsze lubiłem utrzymywać się przez cały rok na wysokim poziomie i myślę, że mi się to udało. Zacząłem od zwycięstwa odniesionego podczas Haut Vare, a we wrześniu wygrałem w Plouay – byłem wtedy naprawdę zadowolony, bo to był mój pierwszy triumf w wyścigu zaliczanym do World Touru. Niestety z drugiej strony, wiosną zaliczyłem nieprzyjemny upadek na E3 BinckBank Classic, który później miał swoje nieprzyjemne konsekwencje. W zimie naprawdę ciężko pracowałem, więc naprawdę bolało mnie to, że nie mogłem odnieść sukcesu z powodu upadku

– powiedział belgijskiemu Wielerfliets.

Choć Belg bardzo boleje z powodu tamtej kraksy, to warto zauważyć, że tydzień później wydatnie przyczynił się do zwycięstwa Alberto Bettiola w Ronde van Vlaanderen, a następnie sam zajął dość wysokie 4. miejsce w Paryż – Roubaix. W kolejnych miesiącach szło mu już nieco gorzej, ale i tak zaliczył kilka niezłych wyników.

Mimo to spadł nieco w hierarchii klasykowców pochodzących z Belgii . Wszystko przez to, że w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy objawiły się talenty takich zawodników jak Wout Van Aert, czy Remco Evenepoel, a kolejną młodość przeżywa Philippe Gilbert. Na szczęście Vanmarckemu wcale to nie przeszkadza – wręcz przeciwnie.

W ostatnim czasie pojawiło się sporo młodych i utalentowanych belgijskich kolarzy. Dzięki temu ciąży na mnie znacznie mniejsza presja. Myślę, że wszyscy zrozumieli, że naprawdę osiągam wyniki na miarę swojego potencjału, że wcale nie jestem wielkim zwycięzcą, przynajmniej nie tak wielkim, za jakiego uważali mnie, gdy w 2012 roku wygrywałem Omloop Het Nieuwsblad. Nie jestem tak mocny jak najlepsi kolarze świata, więc nie wygrywam dużo. Teraz jest już wokół mnie nieco spokojniej, więc jazda na rowerze jest dla mnie dużo przyjemniejsza niż kiedyś. W takiej sytuacji łatwiej o kolejne triumfy.

– dodał.

Wydaje się, że w najbliższym czasie nic się w tej kwestii nie zmieni. Dla Van Aerta i Evenepoela kolejny sezon powinien być jeszcze lepszy, a niedługo mogą do nich dołączyć kolejne nowe belgijskie gwiazdy. Może więc w przyszłym sezonie Vanmarcke znów wykorzysta brak przytłaczającej go presji i tym razem spróbuje sięgnąć po wymarzone zwycięstwo w monumencie?