Fot. Michał Kapusta

Mignęła mi kilka dni temu na Twitterze statystyka zwycięstw w Wielkich Tourach, odniesionych przez kolarzy, którzy nie skończyli jeszcze 23. roku życia. W sezonie 2015 mieli na koncie takich wygranych 7. Pięć lat później – 21, a przecież Vuelta ciągle trwa i ten wynik może się jeszcze zmienić.

Trzykrotny wzrost w ciągu pięciu sezonów robi wrażenie. Podobnie jak fakt, że młodzież wygrywa dziś jedną trzecią wszystkiego, co jest do wygrania w Wielkich Tourach. I choć z fanfarami i ogłaszaniem pokoleniowej zmiany w kolarstwie warto jeszcze chwilę poczekać, pamiętając również o tym (co słusznie przypomina Rafał Majka), że zbyt szybki start kariery może również oznaczać dużo szybszy jej koniec, to mimo wszystko ten trend jest bardzo wyraźny i interesujący.

Ale też nie ma się czym podniecać, bo nas to właściwie nie dotyczy. Poza Szymonem Sajnokiem w World Tourze występują dziś tylko szosowi weterani, na których formę lubimy narzekać, zupełnie nie zdając sobie sprawy, że gdyby skończyli kariery, zostalibyśmy praktycznie z niczym. Ławka ewentualnych następców Kwiatkowskiego, Majki, Gołasia, Marczyńskiego, Poljańskiego i Bodnara, jest dziś niestety bardzo krótka. Wyniki mistrzostw Polski tylko to potwierdzają: w pierwszej 10. tylko zwycięski Michał Paluta, a za nim grupa kolarzy, w większości starszych o pół pokolenia.

Jest wprawdzie jeszcze CCC Development Team, ale to wcale nie oznacza, że drzwi do kolarskiego raju mamy już dziś szeroko otwarte. Są ledwie uchylone, a przez tę wąską szparę przeciśnie się w tym sezonie może jeden, a może dwóch zawodników. Cieszmy się tym co mamy, ale z marzeniami o podboju świata jeszcze chwilę się wstrzymajmy.

______________

Sebastian Rubin, wiceprezes PZKol, bronił przed tygodniem w audycji Tur De Tur decyzji trenera młodzieżowej kadry, która nie pojechała na Tour de l’Avenir. Niby wszystko brzmiało logicznie, ale problem nie polega przecież na tym, czy potrafimy racjonalnie wytłumaczyć dlaczego nas gdzieś nie ma. Tu nie chodzi o to, czy decyzja była słuszna, czy nie. Fakt, że ta decyzja została podjęta już na początku sezonu, jest dla związku i kadry jeszcze bardziej kompromitujący. Bo to oznacza, że nie ma tam już żadnej wizji rozwoju i żadnej woli walki.

Próbuję sobie wyobrazić sytuację, w której przedstawiciel PZKol podejmuje rozmowę z potencjalnym sponsorem. Co wówczas znajduje się na slajdzie prezentacji oferty? „Nie pojedziemy na najważniejszy wyścig dla młodzieżowców, bo uznaliśmy, że to kompletnie bez sensu”? Jak powinien na to zareagować sponsor? „Brawo! To świetna decyzja! Też wolelibyśmy w takiej sytuacji nie być prezentowani. Znakomita oferta! Cieszymy się, że nie jesteśmy już wam potrzebni”.

Ale może nie było to działanie pod sponsora, którego zadłużony związek najwyraźniej nie potrzebuje? Może była to zachęta dla młodych ludzi do tego, by trenowali mocniej i starali się bardziej, a w nagrodę będą mogli reprezentować kraj na wymagającej, znakomicie zorganizowanej i wysokiej rangi imprezie? A nie, zaraz…

W 38-milionowym kraju, w którym rower jest jedną z najpopularniejszych form aktywności ruchowej, wygląda to tak, jakby rola selekcjonera reprezentacji kolarskiej sprowadzała się w głównej mierze do sprawdzenia, który z zawodników ma akurat wolny weekend, bo trzeba ogarnąć Tour de Pologne lub mistrzostwa świata. Może trochę mniejszy kłopot na mistrzowskie imprezy jest z elitą, bo jej trzon jest w dużej mierze oczywisty. Ale niebawem i tutaj zaczniemy mieć problemy, które po części – jak zwykle – rozwiążą się same: gdy Majka z Kwiatkowskim przestaną zdobywać punkty, nie będziemy potrzebowali na mistrzostwa aż tylu zawodników.

______________

Zdaję sobie oczywiście sprawę, że problem jest dużo bardziej złożony. I nie są to bynajmniej pretensje do selekcjonerów, bo oni przecież nie działają w próżni. Ktoś ich zatrudnia, ktoś stawia cele, ktoś rozlicza z wyników. Ale dopóki „ktoś” nie potrafi rozwiązać własnych problemów i nie ma absolutnie żadnej wizji własnej przyszłości, nie powinniśmy liczyć na to, że będzie potrafił rozwiązać jakikolwiek problem w dyscyplinie, którą zarządza. Bez gruntownej zmiany w sposobie myślenia i funkcjonowania PZKol nie zmieni się nic.

Ale niewiele ma też szanse się zmienić bez zmiany naszej mentalności jako społeczeństwa. Jakiś czas temu pisałem materiał, w którym szukałem związku między lawinowo rosnącą popularnością kolarstwa jako formy aktywności, a osiągnięciami sportowymi w tej dziedzinie. Okazało się, że takich związków praktycznie nie ma, a kolarstwo jako sport ma swój początek w zupełnie innym miejscu, kompletnie przez nas zaniedbanym: w szkole. Pomijam w tym momencie fakt, że polski system edukacji nie sprzyja jakiejkolwiek aktywności ruchowej, zwłaszcza po „reformie”, w wyniku której na trening najzwyczajniej w świecie dzieci nie mają już czasu.

Problem jest dużo głębszy, bo nawet w szkołach o profilu sportowym poświęca się stosunkowo niewiele czasu na szukanie i rozwój talentów wśród młodzieży. Znacznie częściej wychodzi się z założenia, że jak młody człowiek chce grać w piłkę nożną, to nie powinien się już oglądać na inne sporty, tylko haratać w gałę od rana do nocy, bo tylko wówczas ma szansę zostać nowym Lewandowskim. Młodych adeptów siatkówki przekonuje się od małego, że piłka do kosza parzy. A jeśli chcesz jeździć na szosie, nie oglądaj się na rowery MTB. W wielu przypadkach takie szkoły opuszczają ludzie, którzy ze sportem nie chcą mieć już nic wspólnego, bo w „swojej” dyscyplinie doszli do ściany, a nikt im nie dał szansy spróbować czegoś innego.

Tymczasem w światowym peletonie bez trudu znajdziemy znakomitych kolarzy, którzy zaczynali od innej dyscypliny. Nawet jeśli Roglič jest przykładem ekstremalnym (wsiadł na rower w ramach rehabilitacji po wypadku na skoczni narciarskiej), to przecież jest wielu innych: fenomenalny Remco Evenepoel, który wcześniej uprawiał piłkę nożną, Michael Woods – poprzednio biegacz, o zastępach przełajowców i kolarzy górskich nie wspominając. Ale do tego trzeba dać dzieciom znacznie większą swobodę i zachęcić ich do tego, żeby się przede wszystkim chciały sportem bawić. Wyławianie i kształtowanie nowych talentów to zadanie dla nas wszystkich: rodziców, nauczycieli, trenerów, działaczy i urzędników. Na razie jednak w tym zakresie wciąż robimy bardzo niewiele, czekając aż talenty objawią się same i same rozwiążą nam worek z pucharami.

Póki więc możemy, cieszmy się sukcesami naszych kolarzy, bo na kolejne przyjdzie nam prawdopodobnie długo poczekać.

I oby naszym zmartwieniem była tylko chwilowo krótka ławka. Jest bowiem duże ryzyko, że jeśli szybko się nic nie zmieni, kolarstwo w Polsce może czekać inna przyszłość: krótka piłka.