fot. EF Education First

Kolarz drużyny EF Education First Tejay van Garderen, który miał kraksę na siódmym kilometrze siódmego etapu Tour de France, został zmuszony wycofać się z wyścigu z powodu złamania lewej dłoni. Tym samym Rigoberto Uran i Michael Woods stracili wartościowego pomocnika.

Pechowy dla Tejaya van Garderena incydent przydarzył się zaraz po wyjeździe z miasta startowego Belfort, już na siódmym kilometrze rywalizacji. Zaaferowany wkręconym w rower przedmiotem wjechał w wysepkę i upadł na lewą dłoń, twarz i generalnie przednią część swojego ciała.

Amerykanin został opatrzony przez lekarza wyścigu, wrócił na rower i zdołał nawet ukończyć etap, odpadając od peletonu dopiero pięć kilometrów przed metą. Jednak prześwietlenie wykonane wieczorem wykazało złamanie lewej dłoni, co uniemożliwia mu dalszy udział w wyścigu.

– Ta kraksa była rezultatem popełnionego przeze mnie błędu. Patrzyłem na mój rower, ponieważ zauważyłem, że coś wkręciło mi się w rower, kawałek papieru czy coś takiego. I wtedy uderzyłem w pas rozdzielający jezdnię. Nie obwiniam za to nikogo i naprawdę mam nadzieję, że nikt przeze mnie nie ucierpiał

– powiedział Tejay van Garderen.

Podopieczni Jonathana Vaughtersa stracili wartościowego członka drużny, który nie tylko miał wspierać Rigoberto Urana w Pirenejeach i w Alpach, ale także pełnił rolę jej dobrego ducha i dzielił się swoim cennym doświadczeniem.

– Po rozmowach z Tejayem, z lekarzem, z dyrektorami wyścigu, zdecydowaliśmy, że musi się wycofać. Gdyby kontynuował jazdę obawialibyśmy się nie tylko o poważniejsze uszkodzenie jego dłoni, ale także o bezpieczeństwo pozostałych kolarzy w peletonie. Pełna sprawność dłoni jest niezbędna, jeśli jedziesz w peletonie z prawie stu osiemdziesięcioma zawodnikami

– dodał Jonathan Vaughters.

W sobotę zostanie rozegrany ósmy, średnio górski etap z Macon do Saint-Etienne o dystansie 200 km. Pełną zapowiedź można przeczytać > TUTAJ.