fot. ASO / Alex Broadway

Siedem etapów Tour de France już za nami. Dziś swoją szansę ponownie otrzymali sprinterzy. Czas więc na oceny.

Plusy:
Oddać cesarzowi co cesarskie
Nie udało się na pierwszym etapie, udało się dzisiaj. Dylan Groenewegen ponownie zapisuje na swoim koncie wygrany etap Tour de France udowadniając, że należy obecnie do ścisłej czołówki światowego sprintu. Jednocześnie Holender dał znać, że w tegorocznej Wielkiej Pętli może jeszcze być bardzo groźny.

Chwila spokoju
Ostatnie etapy najważniejszej etapówki w sezonie były naprawdę interesujące. Jak jednak wiadomo, Tour de France jest (a przynajmniej zawsze był) jednym z bardziej wyważonych wyścigów w kalendarzu. Dziś musiało więc być spokojnie. Nie ma co, przydał się taki dzień wytchnienia. Można było w końcu ze spokojem zjeść obiad.

Minusy:
Kto tu jest liderem?
W tym miejscu chcielibyśmy wyróżnić jedną z większych “niespodzianek” dzisiejszego etapu. Rozprowadzający Alexandra Kristoffa Jasper Philipsen nie zdołał wyciągnąć swojego lidera na odpowiednią pozycję i ostatecznie sam zakończył ściganie na piątej pozycji. Mimo to raczej nie chcielibyśmy być w skórze młodego Belga, bo bura od byłego mistrza Europy mogła być spora.

Upadająca legenda
Niestety dość przykro patrzy się na ostatnie poczynania Andre Greipela. Absolutna legenda światowego sprintu niestety faktycznie zatraciła swój instynkt i zupełnie nie może się odnaleźć. Najbardziej, oprócz samego zawodnika, boli to włodarzy ekipy Areka – Samsic, którzy przecież na ściągnięcie Niemca wydali niemałe pieniądze.