fot. Paris - Roubaix

Nie tak dawno pojawił się pomysł organizatora Paryż-Roubaix, by kluczowy fragment trasy wyścigu – brukowany sektor biegnący przez Lasek Arenberg – wzmocnić… zaprawą. Taki manewr miał poprawić koszmarny stan nawierzchni, która przed niemal każdą edycją wyścigu musiał być naprawiany. Zdaniem triumfatora z 2015 roku, Johna Degenkolba, byłaby to dobra decyzja.

Liczący 2,4 kilometra odcinek, którego historia sięga czasów napoleońskich, po raz pierwszy w wyścigu został wykorzystany w 1968 roku. Szybko dorobił się kultowego statusu, a dbający o jego prawidłowe przygotowanie ochotnicy muszą borykać się nie tylko z fatalnym ułożeniem kamieni, ale i… ubytkami, spowodowanymi „podkradaniem” fragmentów przez kibiców, którym służą jako pamiątki. Odcinek na skutek położenia w lesie zarasta również mchem i trawą, co czyni go jeszcze bardziej niebezpiecznym.

To właśnie ostatnią z wymienionych trudności chcą zlikwidować organizatorzy, wzmacniając bruk zaprawą.

Kiedy po raz pierwszy o tym usłyszałem, uznałem to za szaleństwo. Przecież to miejsce jest święte. Później pomyślałem jednak, że jest to dobre rozwiązanie. W lesie nie można użyć niczego, by wypalić trawę, a po deszczu odcinek jest praktycznie nieprzejezdny. Wolę przejechać przez Lasek po kostce wzmocnionej zaprawą, niż omijać go ze względu na warunki pogodowe

– mówił John Degenkolb, który wygrał w 2015 roku, pokonując Zdenka Stybara i Grega Van Avermaeta.

Ten odcinek to zawsze będzie wyzwanie. Przecież nikt nie ma zamiaru zalać go asfaltem

– dodawał.