fot. Michał Kapusta / naszosie.pl

Ten, kto spodziewał się takich rozstrzygnięć na dziesiątym etapie Giro d’Italia, niech żałuje, że nie kupił losu na loterii. Wtorkowy odcinek La Corsa Rosa był co najmniej… dziwny. Czas na plusy i minusy.

Plusy:
Szósty zmysł
Kiedy Matej Mohorić wchodził do światowego kolarstwa, wróżono mu wielką karierę głównie w wyścigach jednodniowych. Teraz należy jednak przyznać, że Słoweniec jest wręcz stworzony do uciekania. Jego szósty zmysł można porównać jedynie z wyjątkowymi umiejętnościami Jensa Voigta. Czy odchodzić będzie w podobnym stylu?

Minusy:
I cały misterny plan…
Ekipa Mitchelton jechała do tej pory kapitalne Giro. Niestety, już pierwszego dnia drugiego tygodnia ścigania wszystko spaliło na panewce. Esteban Chaves stracił dziś 25 minut do zwycięzcy, kompletnie wypadając z walki w generalce i odbierając dyrektorowi sportowemu jakiekolwiek pole manewru w górskich rozgrywkach. Szkoda.

Utracona szansa
Bez wątpienia, największym przegranym dnia jest Sam Bennett. Irlandzki sprinter był głównym faworytem do wygrania etapu po odpadnięciu Elii Vivianiego. Niestety, razem z całym zespołem BORA – hansgrohe, “Sammy” zupełnie zaspał i stracił szanse na odniesienie drugiego triumfu w wyścigu. Głupota czy zbytnia pewność siebie?