fot. Giro d'Italia

Bardzo trudny, 11 etap Giro d’Italia 2021 już za kolarzami. Zgodnie z tym, czego można było się spodziewać, faworyci powalczyli dzisiaj o cenne sekundy, które mogą okazać się decydujące w ostatecznej rozgrywce.

Plusy:
Wszechstronność to podstawa
Etapy takie jak dzisiejszy perfekcyjnie pokazują to, jak powinny wyglądać Wielkie Toury – od samej jazdy w górach, zdecydowanie ważniejsza jest wszechstronność. Ten, który nie radzi sobie na szutrze lub bruku, musi liczyć się z poniesieniem dużych strat. Odcinek do Montalcino wyłączył nam z walki o czołowe pozycje co najmniej kilku kolarzy i niewątpliwie właśnie taka była jego rola.

Latający Kolumbijczyk
To, co na dzisiejszym etapie pokazał Egan Bernal sprawia, że ręce same składają się do oklasków. Oczywiście na pierwszym odcinku bruku kapitalną pracę wykonał Filippo Ganna, lecz to lider ekipy INEOS był dziś zdecydowanie najaktywniejszy i najsilniejszy. Co więcej, 24-letni kolarz ma teraz bardzo komfortową sytuację w klasyfikacji generalnej.

Koniec z anonimowością
Kto z Państwa przed dzisiejszym etapem kojarzył Mauro Schmida? Z pewnością niewielu. Młody Szwajcar pokazał jednak, że w przyszłości może być naprawdę znakomitym zawodnikiem. Walka o etapowe zwycięstwo praktycznie cały czas rozgrywała się na jego warunkach, co jest niezwykle warte podkreślenia.

Postawa godna lidera
Poza Eganem Bernalem, wśród zawodników marzących o czołówce klasyfikacji generalnej, warto dziś wyróżnić trzech zawodników. Mowa o Aleksandrze Vlasovie, który do końca walczył o utrzymanie koła Kolumbijczyka, Emmanuelu Buchmannie, który wyraźnie zasygnalizował zwyżkę formy, oraz nieoczekiwanie o Tobiasie Fossie, który wykazywał dziś olbrzymią chęć walki. W szczególności postawa Norwega jest pewną niespodzianką, lecz z pewnością kibice ekipy Jumbo – Visma mogą być dumni.

Minusy:
Strach ma wielkie oczy
Czy Remco Evenepoel miał dziś gorszy dzień? Z pewnością. Mimo to, głównym czynnikiem mającym wpływ na jego jazdę był jednak strach. Strach przed upadkiem i powtórką scenariusza z ubiegłego roku. Belg na szutrach wyglądał dziś niesamowicie niepewnie, gubiąc się w tyłach stawki i starając się jechać z dala od peletonowego zgiełku. Na jego szczęście, strata prawie 2,5 minuty w klasyfikacji generalnej do Egana Bernala to wciąż względnie niedużo, tym bardziej, że najtrudniejsze górskie etapy nadal przed nami.

Pierwszy kryzys
Co jak co, ale na dzisiejszym etapie spodziewaliśmy się bardzo dobrej jazdy Giulio Ciccone. Włoch, który niedawno zaczął wierzyć, że to może być jego wyścig, na trudnym etapie do Montalcino stracił wiele cennych sekund w samej końcówce, wyraźnie spadając w klasyfikacji generalnej. Od razu pojawia się więc pytanie – czy w wysokich górach, obecny lider Trek – Segafredo będzie jeszcze w stanie walczyć z najlepszymi?

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments