fot. Giro d'Italia

Izraelska część Giro d’Italia 2018 już za nami. Tak, jak można było się spodziewać, trzy dni ścigania na bliskim wschodzie były ciekawym show dla kibiców na miejscu, lecz nie były pięknym spektaklem dla osób zebranych przed telewizorami. Czas na oceny po 3. etapie La Corsa Rosa.

Plusy:
Lider z prawdziwego zdarzenia
Kiedy Elia Viviani zaczynał osiągać nieco mniejsze sukcesy, niewielu wróżyło mu naprawdę bogatą karierę. Dziś kolarz Quick – Step Floors wygrał drugi etap Giro d’Italia z rzędu udowadniając, że jest zdecydowanie najlepszym sprinterem wśród kolarzy startujących w pierwszym z wielkich tourów. Viviani w końcu stał się liderem z prawdziwego zdarzenia. I dobrze.

Minusy:
Dubai Tour 2.0
Może i start w Izraelu to prawdziwe kolarskie święto, lecz sam dzisiejszy etap był potwornie nudny. Co prawda w niedzielę powinno się uciąć krótką, poobiednią drzemkę, lecz gdy kolarstwo staje się najskuteczniejszą kołysanką, wówczas serce boli. I to bardzo.

Oddane podium
Jeszcze wczoraj Victor Campenaerts był naprawdę blisko pozycji lidera Giro d’Italia. Niestety dziś Belg złapał dodatkowe 30 sekund, co bardzo przesunęło go w klasyfikacji generalnej wyścigu. Tym samym, praktycznie bez walki, kolarz Lotto Fix All pożegnał się z wysoką pozycją w klasyfikacji generalnej, która jeszcze przez kilka dni mogła przewrócić się na jego korzyść.