Fot. BMC Racing Team

Kibice z pewnością są ukontentowani. Pierwszy brukowany klasyk w sezonie 2018 i o zwycięstwo walczą sami najlepsi. Sympatyków trzykrotnego mistrza świata Petera Sagana z pewnością raziła jego nieobecność, ale i na fantastycznego Słowaka przyjdzie niebawem czas. Oto, co do powiedzenia mieli bohaterowie “mini Flandrii”, jak z powodzeniem można nazwać Omloop. 

Pierwszy, lecz nieudany atak, Michael Valgren przypuścił 8 kilometrów przed metą. Po raz kolejny spróbował w odpowiedzi na akcję Sepa Vanmarcke i za tym przyspieszeniem nikt nie był już w stanie podążyć. Tym samym 26-letni Duńczyk z Astany odniósł jak dotąd największy sukces w karierze.

Jako drużyna zasłużyliśmy na to zwycięstwo, ponieważ w końcówce byliśmy bardzo mocni. Atakowałem kilkakrotnie, ale po raz ostatni pojechałem na całość i wiedziałem, że to jest właśnie ta akcja. Oczywiście, miałem pewne wątpliwości, czy zdołam utrzymać się na czele, ale zbliżając się do ostatnich metrów wiedziałem, że mam to. Cieszę się z tego zwycięstwa, jak dotychczas największego w mojej karierze. Mam nadzieję, że na tym sukcesie zbuduję formę na kolejne wyścigi. To jest coś wyjątkowego

– powiedział Valgren.

Lakoniczne wypowiedzi zdobywcy trzeciego miejsca Sepa Vanmarcke można przeczytać na Twitterze drużyny EF Education First-Drapac. Mimo że Belg się nie rozwodził, to śmiało można uznać, że powiedział właściwie wszystko, co należało. 29-latek powtórzył trzecie miejsce z ubiegłego roku, po raz kolejny udowadniając, że jego obecność na podium jest niemal wpisana w brukowane klasyki.

Jeden chłopak ze Sky wyprzedził mnie, ale to, czy zająłem drugie czy trzecie miejsce, nie ma to dla mnie znaczenia – ważne jest miejsce na podium.

Na Muurze wiedziałem, że muszę pojechać na pełen gaz, by rozerwać peleton. Byłem jednak sam i trudno mi się było utrzymać z powodu przedniego wiatru. Nawet ze [Zdenkiem] Stybarem byłoby zbyt ciężko

– przyznał Vanmarcke.

Dla obrońcy tytułu sprzed roku, mistrza olimpijskiego Grega Van Avermaeta (BMC) wyścig toczył się idealnie do momentu, aż w kilkunastoosobowej grupce, która rozstrzygnęła między sobą walkę o zwycięstwo, przestała układać się współpraca.

Jestem zadowolony z mojej formy i z tego, że znalazłem się w grupie, która rozstrzygnęła między sobą wyścig. Sytuacja w końcówce było nieco dziwna, bo nie było między nami zbyt wiele współpracy. Trochę szkoda, że tak to wszystko się skończyło. Byliśmy małą grupką, liczącą dziesięciu-dwunastu kolarzy i myślę, że mieliśmy dużą szansę na osiągnięcie dobrego wyniku. Miałem dobre nogi i próbowałem walczyć o zwycięstwo, ale w tej sytuacji i przy wietrze w twarz nie było to łatwe. Bardzo chciałem wygrać Omloop Het Nieuwsblad i Tour of Flanders w jednym sezonie, ale to już się nie uda. W ubiegłym roku wygrałem Omloop, a nie wygrałem Flandrii, więc w tym sezonie niech stanie się odwrotnie!

– skomentował Greg Van Avermaet.

Warto odnotować, że 40 kilometrów przed metą wycofał się kolega z drużyny Van Avermaeta Jürgen Roelandts, który dzień wcześniej, podczas treningu, miał kraksę. Zwycięzca piątego etapu tegorocznego wyścigu Tour of Valencia nie wystartuje w jutrzejszym Kuurne-Bruksela-Kuurne i zastąpi go Nathan Van Hooydonck.

Drugie miejsce w Omloop Het Niewusblad zajął Łukasz Wiśniowski (Team Sky), dla którego sukces ten, podobnie jak dla Valgrena, jest największym w dotychczasowej karierze. Wypowiedź Polaka można przeczytać tutaj.