fot. Michał Kapusta / naszosie.pl

Podczas osiemnastego etapu Vuelta a Espana, kolarze napisali podobny scenariusz do tego, którego się spodziewaliśmy. Jedynie finał różnił się od naszych przewidywań. Czas na plusy i minusy.

Plusy:
Być jak Novak Djoković
Symbolem doskonałego Serbskiego tenisisty jest do dziś znakomita obrona, zakończona bolesną dla rywali kontrą. Podobnie zachowywał się dziś Chris Froome. Brytyjczyk w umiejętny sposób kontrolował sytuację a nieco dłuższych podjazdach, by na finałowej ściance delikatnie zdystansować najgroźniejszych rywali. Dziś to on jest zwycięzcą.

“Czwartki według Lotto Soudal”
Belgijski zespół bez wątpienia może być bardzo zadowolony z tegorocznej Vuelty. Trzy zwycięstwa odniesione w trzy czwartki pozwalają im z podniesioną głową wracać do kraju w poniedziałek. Z pewnością jest to dla nich jeden z lepszych wyścigów w tym roku.

Minusy:
Włoska sinusoida
Największym problemem Vincenzo Nibalego w sezonie 2017 jest brak powtarzalności. Rekin z Mesyny potrafi pojechać znakomicie, by następnego dnia głupio stracić dystans. Podobnie było dzisiaj, kiedy utrudnił sobie walkę o zwycięstwo w całym wyścigu. Bardzo duży minus dla lidera Bahrain – Merida.

Czas na odjazd
Ogromna szkoda, że Rafał Majka ponownie zrezygnował z udziału w odjeździe. Nie da się ukryć, że byłoby go dziś stać na odniesienie drugiego triumfu w wyścigu, o którym przecież głośno mówi. Cóż, może szykuje się na Angliru?