Wywodzisz się z kolarskiej rodziny, twój ojciec – Stephen, triumfował min. w Tour de France. Czy odczuwasz przez to większą presję? Masz poczucie, że musisz mu dorównać?

Nie nazwałbym tego presją, co nie oznacza, że nie jest mi z tym czasem ciężko. Mój tata to znana postać w Irlandii… To naturalne, że teraz kiedy ja, jego syn, ścigam się na szosie, to kibice mają w stosunku do mnie duże oczekiwania. Pewnie większe niż do innych zawodników. Bardzo łatwo jest te oczekiwania zawieść, dlatego staram się zawsze dawać z siebie wszystko.

Zdarza wam się trenować razem? Ojciec udziela Ci może jakichś wskazówek?

Tak! Co prawda nie często ale raz na jakiś czas udaje nam się pojeździć wspólnie te kilka godzin. Zdarza się, że ojciec dzieli się ze mną doświadczeniem, głównie przed tymi ważniejszymi startami. Zazwyczaj jednak rozmawiamy o codziennych sprawach, newsach itp.

Ubiegły rok zakończył się dla Ciebie bardzo dobrze, dodało Ci to dodatkowej motywacji przed kolejnym sezonem?

Ja jestem zawsze świetnie zmotywowany (śmiech). Poważnie, myślę, że to moja najmocniejsza strona, jestem silny psychicznie. Miniony sezon był dla mnie bardzo trudny, miałem dwie ciężkie kraksy, dwie poważne kontuzje. Dobrze, że mimo tego rok zakończyłem dobrze, dzięki temu spokojniej mogłem przygotowywać się do tego sezonu. Miejmy nadzieję, że pech mnie już opuścił (śmiech).

Jakie więc są Twoje oczekiwania w tym roku?

Muszę przyznać, że trochę jestem rozczarowany swoją postawą w Paryż-Nicea, liczyłem na lepszy wynik. To już jednak przeszłość, kolejny cel to Tour de France, zależy mi żeby zakończyć wyścig w pierwszej dziesiątce, a w hiszpańskiej Vuelcie chcę być w czołowej piątce!

Tak więc Wielka Pętla, Vuelta… A gdzie jeszcze będziemy mogli Cię zobaczyć?

Już za kilka dni w Katalonii, później zapraszam do Trentino, Liege, Kalifornii, Szwajcarii i na mistrzostwa Irlandii (śmiech).

Nie każdy wie, że Twoim kuzynem jest inny znany kolarz, Daniel Martin. Planujesz może pójść w jego ślady i pojawić się na starcie Tour de Pologne?

Byłem w Polsce! W 2005 roku, pamiętasz? Możliwe, że mało kto to zauważył, bo miałem wtedy wyjątkowe szczęście i już po 2 etapach musiałem się wycofać z powodu kraksy (śmiech). Z pewnością przyjadę ponownie, to nie podlega dyskusji. Słyszałem o waszym wyścigu same dobre rzeczy, chętnie sam się przekonam i miejmy nadzieję, że żadna kraksa już mnie nie wyeliminuje!

Czeg mogę Ci życzyć? Poza brakiem kraks?

(śmiech) Mniej pecha, a więcej szczęścia. No i paru zwycięstw. Mam nadzieję, że nie proszę o zbyt wiele.

Oczywiście, że nie, będziemy trzymać kciuki! Dziękuję za rozmowę!

Dziękuję i pozdrawiam czytelników naszosie.pl

Rozmawiała Natalia

Foto: www.bettiniphoto.net