… i trzeci etap wygrany pod rząd. Napracowałem się sporo przez te ostatnie dni, ale tak trzeba jak się ma zawodników których stać na zwycięstwo. Nie ukrywam, że ciągnięcie na płaskim 50km/h przez kilkadziesiąt kilometrów bardziej mnie wykańcza niż praca w górach.

Bardzo ładny wyścig, dziś na rundach w Denver było mnóstwo ludzi, zresztą jak i na pozostałych etapach kibice dopisali. Dla mnie nowe doświadczenie, szczególnie ściganie się na podjazdach powyżej 3500m n.p.m. Na pewno na końcówce sezonu będą bardzo mocni moi koledzy Viviani, Oss i Basso. Myślę zresztą, że Elia i Daniel też pojada na MS. Ja powoli zbliżam się do końca sezonu, szybciej niż w poprzednich 10 latach.

Jestem zmęczony, od marca cały czas na pełnym gazie. Zostanę tutaj aż do wyścigów w Kanadzie i te będą prawdopodobnie moimi ostatnimi. A za rok… zależy od trasy Giro i Touru, będzie to Giro i Vuelta lub jakbym ja wolał Tour i Vuelta z początkiem sezonu z Paris-Nice, Romandia, Dauphine… choć to za wcześnie by planować.

Źródło: www.sylwesterszmyd.pl