fot. Dariusz Krzywański | DkpSport&Life

Brązowy krążek w jeździe indywidualnej na czas, srebro w wyścigu ze startu wspólnego – Piotr Pękala opuszcza tegoroczne Mistrzostwa Polski jako jeden z siódemki multimedalistów tego czempionatu, w tym jedyny w elicie mężczyzn, aczkolwiek robi to bez zauważalnej satysfakcji. Choć z czasem pewnie 27-latek zauważy, że osiągnął coś wielkiego, to póki co dominowało u niego uczucie niedosytu po tym, jak biało-czerwona koszulka z orzełkiem była na wyciągnięcie ręki.

Piotr Pękala wicemistrzem Polski w wyścigu ze startu wspólnego elity mężczyzn – czyż to nie brzmi dumnie? Po szalonych zmaganiach, które obfitowały w liczne ataki, odjazdy i przegrupowania, ścigający się od zeszłego roku dla ATT Investments zawodnik znalazł się w kluczowej akcji wraz z Kacprem Maciejukiem z Voster Team, a o losach złotego medalu zadecydował finisz na ulicach Ostródy. Ten wygrał rywal Piotra Pękali, który zmagania zakończył ze srebrnym medalem. 27-latka po ceremonii dekoracji zapytałem o jego wrażenia z tych zmagań.

Jak wrażenia? Szczerze przyznam, że to był piękny wyścig, dynamiczne ściganie od startu, wyścig cały czas otwarty i do końca nie rozstrzygnięty… Dla mnie to duży niedosyt, ale takie jest kolarstwo

— mówił Piotr Pękala, z którym rozmawiałem po raz 2. podczas tegorocznych Mistrzostw Polski. Pierwszy wywiad miał miejsce po brązowym medalu w jeździe indywidualnej na czas, kiedy to 27-latek podkreślał, że to niedzielny wyścig będzie tym daniem głównym całego czempionatu. Czy to faktycznie był taki wyścig, o jakim wówczas myślał zawodnik ATT Investments?

To na pewno był piękny wyścig, tak jak mówiłem, my jako zespół bardzo dobrze go pojechaliśmy. Każdy z chłopaków oddał dzisiaj serce, ja też. Wiadomo, że nie byłem liderem ekipy, ale zrealizowaliśmy założenia. Myślę, że zamęczyliśmy tych największych faworytów z World Touru, zmuszaliśmy ich ciągle do pogoni, do pracy, co w tym upale skutkowało tym, że w końcówce tych sił im brakowało. Akurat traf chciał, że to ja odjechałem w tym kluczowym momencie i choć wydawało się, że wraz z Kacprem Maciejukiem będziemy po prostu męczyć innych zawodników z tyłu, dzięki czemu moi koledzy z ekipy mogli jechać w komforcie, nie musieli pracować, to traf chciał, że nikt nas nie dogonił i to ja z Kacprem walczyliśmy w końcówce o tytuł mistrza Polski. Próbowałem wszystkiego, co się dało, żeby gdzieś go zgubić przed finiszem, bo wiedziałem, że na finiszu mam bardzo małe szanse, ale Kacper wytrzymał wszystkie ataki. Myślę, że miał super dzień, skorzystał na tym, że końcówka nie sprzyjała gubieniu kogoś, szczególnie kogoś dynamicznego. Ja niestety nie mam za dobrego sprintu i przegrałem na końcu… Na pewno pozostaje niedosyt, ale tak się ułożył wyścig i nadal sądzę, że jako drużyna pojechaliśmy koncertowo i mieliśmy dużą frajdę z tego, a niestety tylko wynik nie jest taki, jakbyśmy chcieli. Bierzemy to jednak z podniesioną głową i jedziemy dalej

— obszernie i analitycznie na gorąco omawiał wyścig Piotr Pękala.

fot. Dariusz Krzywański | DkpSport&Life

W rozmowie z Kacprem Maciejukiem, która chronologicznie odbyła się nieco później, ale którą mogą już Państwo przeczytać pod tym linkiem, porozmawiałem na temat tego jak się układała współpraca pomiędzy uciekającą na ostatnich 30 kilometrach dwójką. Tam mogłem się już odwołać do słów Piotra Pękali, który mocno chwalił swojego współtowarzysza z ucieczki. Warto tu przy tym podkreślić, że choć panów dzieli 5 lat, to obaj wywodzą się z tych samych stron – ich domy dzieli zaledwie 10 kilometrów, a także obaj w swojej drodze do obecnych ekip przeszli przez etap szkolenia w KS Pogoni Mostostal Puławy pod okiem Adama Wojewódki czy Łukasza Świderskiego. Czy ten wspólny mianownik miał wpływ na jakość współpracy?

Do sekcji brukowej bardzo dobrze układała nam się współpraca, bo tak jak mówiłem głównie mieliśmy w głowie jednak to, że jedziemy by męczyć tych zawodników z tyłu i pozostali chłopacy z naszych ekip dzięki temu jadą sobie w komforcie i oszczędzają się na sprint. Potem już współpraca z Kacprem, z którym faktycznie gdzieś się znamy, nie układała się już przede mnie, bo wiedziałem, że w sprincie nie mam szans i gdzieś tam na każdej, nawet małej górce próbowałem atakować i zerwać Kacpra, przez co bym powiedział, że ta współpraca się już nie układała aż tak. Myślę jednak, że on nie ma o to do mnie pretensji [i faktycznie nie miał – przyp. red.], bo każdy chciał wygrać, a ja wiedziałem, że tego nie zrobię w sprincie. Nawet jednak przy tym jak to wyglądało później dojechaliśmy do mety

— kontynuował Piotr Pękala.

fot. Dariusz Krzywański | DkpSport&Life

Widząc minę i słysząc ton wypowiedzi 27-latka starałem się podczas rozmowy jak tylko mogłem podkreślić fakt, że mimo wszystko 2 medale mistrzostw Polski, w tym tytuł wicemistrza ze startu wspólnego to jednak naprawdę wielka rzecz, a by to osiągnąć trzeba było wspiąć się na wyżyny swoich możliwości pokonując wielu świetnych zawodników. Widać było jednak, że sportowa złość siedziała w głowie Piotra Pękali, który myślał o wydarzeniach z niedzieli przede wszystkim przez pryzmat szansy, która uciekła.

Nie potrafię odczuć tego jako super wyniku. Tu nawet nie chodzi już o mnie, bo wolałbym po prostu, żeby to mistrzostwo było w ekipie. Takie jednak jest kolarstwo i tak jak mówiłem przed chwilą do Tobiasza Pawlaka, że pewnie gdyby była górska trasa, to pewnie to szczęście nie uśmiechnęłoby się do mnie i nie odjechałbym w kluczową akcję, a dzisiaj, po tylu Mistrzostwach Polski, akurat na płaskiej trasie odjechałem i po prostu nie miałem szans urwać Kacpra na koniec… Zostało tylko srebro

— mówił Piotr Pękala, którego zapytałem na koniec o to czego kibice powinni mu życzyć na resztę sezonu.

Szczęścia i żebym się nie połamał, bo ostatnie lata akurat w to obfitowały. Wydaje mi się, że teraz trwa moja najdłuższa przerwa od jakiejkolwiek kontuzji, jaką mam w karierze, bo już ponad rok i 2 miesiące nie złamałem żadnej kości i widzę, że to owocuje coraz lepszą formą. Oby tak zostało i tego mi życzcie, bo jak jest zdrowie, to jest wszystko

— zakończył Piotr Pękala.

Na zakończenie mam dla Państwa mały smaczek, który potwierdzi słowa kolarza ATT Investments na temat tego, jak jego koledzy męczyli rywali z World Touru. Otrzymałem bowiem dostęp do galerii zdjęć z niedzielnego wyścigu, w której rzuciły mi się w oczy szczególnie 3 zdjęcia z różnych fragmentów trasy, rund i momentów wyścigu, a których głównym bohaterem jest Michał Kwiatkowski. Co je łączy? Otóż każdorazowo do koła zawodnika Netcompany INEOS, mistrza świata elity z 2014 roku, przyklejony był jeden z zawodników ATT Investments. Czeska grupa, w której znajdziemy w sumie 7 polskich kolarzy oraz wielu naszych rodaków w sztabie, w tym m.in. dyrektora sportowego Adriana Banaszka, wykonała w niedzielę naprawdę genialną pracę zespołową, a medale Piotra Pękali oraz brązowego Michała Pomorskiego, 4. miejsce Tomasza Budzińskiego oraz po prostu świetna postawa pozostałych zawodników, tj. Tobiasza Pawlaka, Mateusza Gajdulewicza, Marcelego Bogusławskiego i Norberta Banaszka, bez wątpienia jest godnym zwieńczeniem wyścigu dla tego zespołu.

W Ostródzie z wicemistrzem Polski rozmawiał Jakub Jarosz.


Wszystko o Mistrzostwach Polski w kolarstwie szosowym 2026:

Poprzedni artykułTour de France 2026: Poznaliśmy oficjalny skład UAE Team Emirates-XRG
Następny artykułWilco Kelderman: „To niesamowite uczucie”
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
2 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Jakub
Jakub

Mała poprawka, trzeci oczywiście był Michał Pomorski, a nie Kwiatkowski