Jonas Vingegaard wygrał właśnie swój czwarty etap w ramach tegorocznego Giro d’Italia, co oznacza, że brakuje mu już tylko dwóch sukcesów do wyrównania wyniku Tadeja Pogačara z 2024 roku. Duńczyk podkreśla jednak, że w drodze po kolejne zwycięstwa nie myśli o Słoweńcu, a po prostu traktuje wyścig dzień po dniu i korzysta z nadarzających się okazji.
Rozpoczął się ostatni tydzień 109. edycji Giro d’Italia. We wtorek kolarski peleton zawitał do Szwajcarii, a metę ulokowano w Carì (11,6 km; 8%). Za sprawą mocnej pracy zawodników Team Visma | Lease a Bike, którzy momentami otrzymywali także wsparcie ze strony Decathlon CMA CGM Team i Red Bull – BORA – hansgrohe, główna grupa przypilnowała dziś uciekinierów, a faworyci całej imprezy stoczyli między sobą kolejny pojedynek o etapowy triumf. Dokładniej rzecz ujmując była to 4. taka sytuacja i 4. raz górą był Jonas Vingegaard.
Moi koledzy z drużyny i ja byliśmy bardzo zmotywowani. Już wcześniej o tym mówiłem, że chciałem spróbować wygrać etap w różowej koszulce. Mieliśmy świadomość, że nie każda próba musi zakończyć się powodzeniem, więc chcieliśmy wykorzystać pierwszą okazję i zrobić to od razu. Gdybym nie wygrał w różowej koszulce dzisiaj, zawsze moglibyśmy spróbować ponownie
— opowiadał o swoich motywacjach Jonas Vingegaard.
Podczas finałowej wspinaczki koledzy 29-letniego Duńczyka wykonali świetną pracę, a ten następnie w swoim stylu wykończył ją nie dając rywalom najmniejszych szans na utrzymanie swojego tempa. W Carì lider Team Visma | Lease a Bike zameldował się z przeszło minutową przewagą nad Felixem Gallem, który od teraz jest wiceliderem klasyfikacji generalnej. Austriak z Decathlon CMA CGM Team ma już jednak przeszło 4 minuty straty do Jonasa Vingegaarda.
To był bardzo trudny podjazd. Był długi, myślę, że trwał jakieś pół godziny. Moi koledzy z drużyny spisali się dziś świetnie. Jechali na czele od samego startu i nie dali ucieczce szansy. Na ostatnim podjeździe przerzedzili peleton. Potem musiałem sam dokończyć ich pracę i cieszę się, że mogłem im się odwdzięczyć sięgając po kolejne zwycięstwo
— kontynuował lider 109. edycji Giro d’Italia.
Dla Jonasa Vingegaarda to już 4. zwycięstwo etapowe podczas tegorocznej włoskiej trzytygodniówki. Wielu zaczyna go zatem porównywać do Tadeja Pogačara, który w 2024 roku całkowicie zdominował La Corsa Rosa i zgarnął aż 6 triumfów na odcinkach. Duńczyk odcina się jednak od pogoni za wynikiem Słoweńca i podkreśla, że po prostu stara się robić swoje.
Nie, nie myślę o Tadeju. Wyścig traktuję z dnia na dzień. Wygrałem już 4 etapy i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwy. Zobaczymy, co przyniesie nam reszta tygodnia
— zakończył Jonas Vinegaard.
Wydaje się, że Duńczykowi faktycznie pozostało już tylko śrubowanie liczby zwycięstw etapowych, albowiem jego przewaga w klasyfikacjach generalnej oraz górskiej jest naprawdę okazała. Team Visma | Lease a Bike prowadzi ponadto w zestawieniu drużynowym, a ostatni pomocnik 29-latka, Davide Piganzoli, awansował dziś na 8. miejsce w generalce i 2. lokatę w klasyfikacji młodzieżowej – najwyżej sklasyfikowany spośród Włochów traci już tylko 2 minuty i 17 sekund do Afonso Eulálio. Kto wie, być może w najbliższych dniach zobaczymy, jak Jonas Vingegaard będzie wspierał swojego młodszego klubowego kolegę, by w Rzymie holenderska ekipa odebrała nagrody za aż 4 różne klasyfikacje.
Wszystko o 109. edycji Giro d’Italia:
- Trasa wyścigu
- Oficjalna lista startowa
- Program transmisji telewizyjnych
- Podsumowanie 1. tygodnia wyścigu
- Podsumowanie 2. tygodnia wyścigu
- Wszystkie artykuły






