Jhonatan Narváez przyjechał na Giro d’Italia jako jeden z pomocników Adama Yatesa, a jego forma pozostawała zagadką – Ekwadorczyk pauzował przez 3,5 miesiąca z powodu kontuzji. Los sprawił jednak, że jego lider szybko wypadł z wyścigu, a 29-latek zyskał wolną rękę, której efektem są aż 3 zwycięstwa etapowe. Kolarz UAE Team Emirates-XRG wskazywał, że droga do tego ostatniego była naprawdę wymagająca.
11. etap tegorocznego Giro d’Italia z metą w Chiavari z pewnością był jednym z tych, o których część zawodników będzie długo pamiętać. Od samego startu ściganie było bowiem bardzo szybkie i wyczerpujące, a walka o obecność w odjeździe dnia trwała przeszło 2 godziny. Gdy wreszcie ten się zawiązał, na czele znalazło się kilkunastu kolarzy, spośród których część dość szybko zapłaciła za włożony wcześniej wysiłek. Wśród harcowników był też Jhonatan Narváez, który wydawał się być jakby z innego świata – zawodnik UAE Team Emirates-XRG był bardzo spokojny, pewnie reagował na ruchy konkurentów, a w finale bardzo pewnie ograł w dwójkowym finiszu Enrica Masa. Sam 29-latek nie uważa jednak, że droga do zwycięstwa była łatwa, a wręcz wskazuje, że momentami był zmuszony do skrajnie defensywnej postawy.
Cały dzień był ciężki. Podczas odprawy przed etapem postanowiono, że musimy znaleźć się w odjeździe – taki był nasz cel. Potem jednak przegapiliśmy pierwszą grupę, która się zawiązała, a następnie także i drugą. Po dwóch godzinach takiego ostrego ścigania postanowiłem, że muszę spróbować i to się udało. Dalej nie było jednak lżej. Rywale naciskali, a Enric Mas był najsilniejszy na podjazdach. Ja zaś wiedziałem, że muszę grać w swoją grę. Miałem świadomość, że Enric jest silniejszy ode mnie na podjazdach, ale przypomniała mi się książka, którą czytałem. W książce było napisane: „Jeśli nie masz swojej gry, po prostu stwórz swoją własną”. Nigdy nie zobaczysz Michaela Phelpsa biegnącego, on jest specjalistą od pływania. Wiedziałem zatem, że muszę bronić się na podjeździe, by potem wykorzystać moje atuty. Bałem się, kiedy Enric ruszył do sprintu, bo prawie wcisnął mnie w barierki i obaj byliśmy na granicy swoich możliwości. Wyobraźcie sobie, cały dzień ścigaliśmy się na pełnym gazie. Nie dotyczy to tylko podjazdów – tempo było przez cały dzień, a ścigaliśmy się nawet na zjazdach
— powiedział po swoim zwycięstwie Jhonatan Narváez.
Ekwadorczyk z UAE Team Emirates-XRG ma teraz w swoim dorobku nie tylko 3 etapy tegorocznego Giro d’Italia, ale i otwiera się przed nim szansa na coś, czego przed wyścigiem nie spodziewał się chyba nikt – triumf w klasyfikacji punktowej. 29-latek ma już tylko 19 punktów straty do prowadzącego w tym zestawieniu Paula Magniera (Soudal Quick-Step), a już dziś jeden z etapów, który może być szansą na przejęcie cyklamenowej koszulki przez Jhonatana Narváeza. 12. odcinek wygląda bowiem bardzo podobnie do tego z numerem 4, który to zakończył się zwycięstwem Ekwadorczyka. Zważywszy na to, że na mecie jest do zdobycia aż 50 punktów, kolarze UAE Team Emirates-XRG mogą się pokusić o próbę zgubienia sprinterów na podjazdach i wsparcia swojego zawodnika. Czas pokaże tylko, czy 29-latek zdołał się odpowiednio zregenerować po bardzo ciężkim dniu zakończonym zwycięstwem w Chiavari.
Wszystko o 109. edycji Giro d’Italia:
- Trasa wyścigu
- Oficjalna lista startowa
- Faworyci klasyfikacji generalnej
- Program transmisji telewizyjnych
- Faworyci klasyfikacji punktowej
- Faworyci klasyfikacji górskiej
- Podsumowanie 1. tygodnia wyścigu
- Wszystkie artykuły










Duża dawka kokieterii jego strony. Nie wyglądał jakby miał puścić koło Masa ani przez chwilę. Wygodnie było jechać w cieniu aerodynamicznym Hiszpana.
Nauczył się strategii od Vinogrona…
Mas wreszcie w męskim kombinezonie i od razu lepszy wynik 🙂