fot. Giro d'Italia

Davide Ballerini jako jeden z nielicznych bezpiecznie przejechał finałowy nawrót podczas 6. etapu Giro d’Italia, a następnie dał z siebie wszystko na ostatniej prostej, co dało 31-letniemu kolarzowi XDS Astana Team triumf na ulicach Neapolu. Liderem 109. edycji włoskiej trzytygodniówki pozostał wczorajszy uciekinier Afonso Eulálio z Bahrain-Victorious.

Po środowym szaleństwie i przeszło 4 tysiącach metrów przejechanych podczas ulewnych opadów deszczu, w czwartek na kolarzy czekał etap, który można by wręcz nazwać wypoczynkowym – zaledwie 141 kilometrów pomiędzy Paestum a Neapolem nie zawierało bowiem praktycznie żadnych trudności terenowych. Oznaczało to, że do głosu ponownie dojść mieli sprinterzy, którzy musieli zmierzyć się z dość niełatwą końcówką, w której znalazło się miejsce na kilkuset metrowy podjazd o średnim nachyleniu 4,8%, w dodatku pokonywany po kostce brukowej. Jakby tego było mało, peleton miał spowolnić nawrót pokonywany zaledwie 400 metrów przed metą.

Przez pierwsze kilometry dzisiejszej rywalizacji zanosiło się na to, że podczas 6. etapu może nie zawiązać się żadna klasyczna ucieczka dnia. Długo nie znalazł się bowiem ani jeden chętny do ataku, ale po niemal pół godziny jazdy do przodu ruszyła dwójka kolarzy Alpecin-Premier Tech, a konkretnie Edward Planckaert i Luca Vergallito. Ci nie narzucili jednak przesadnie wysokiego tempa, co oznaczało, że czekał nas bardzo spokojny, mający transferowy charakter etap.

Tuż przed górską premią na przeskok z głównej grupy zdecydowali się jeszcze Martin Marcellusi i Manuele Tarozzi (Bardiani CSF 7 Saber) oraz Mattia Bais (Team Polti VisitMalta), którzy na podjeździe dołączyli do ucieczki, a następnie między sobą rozegrali walkę o punkty, w której górą był Bais. Chwilę później z dalszej obecności w odjeździe zrezygnował za to Edward Planckaert, więc w efekcie na 100 kilometrów przed metą na czele mieliśmy czwórkę kolarzy, która utrzymywała niespełna pół minuty zapasu. Średnia prędkość etapu w tym momencie nie przekraczała 40 km/h.

Na czele głównej grupy pracowali dziś przede wszystkim Amanuel Ghebreigzabhier (Lidl-Trek), Ayco Bastiaens (Soudal Quick-Step) i Hartthijs de Vries (Unibet Rose Rockets), ale nie było to wymagające zajęcie. Odjazd ani na moment nie zyskał bowiem nawet minuty przewagi, a kolejne kilometry mijały naprawdę spokojnie. Linię lotnej premii jako 1. przeciął Tarozzi, a chwilę później odjazd miał już tylko kilkanaście sekund zapasu.

Odjazd przeszedł do historii już na 37 kilometrów przed metą, a to zapowiadało, że zobaczymy walkę o bonifikaty na RedBull KM, którą to premię zlokalizowano na 24 kilometry przed końcem rywalizacji. Finalnie jednak zamiast faworytów klasyfikacji generalnej, w sprinterskim pojedynku zobaczyliśmy przede wszystkim przedstawicieli Team Polti VisitMalta i Bardiani CSF 7 Saber, a górą był zawodnik z tej drugiej grupy – Filippo Magli.

Ostatnie kilometry stały pod znakiem walki pociągów sprinterskich, a efektem tego było mocne rozciągnięcie się peletonu. Każdy zakręt i przewężenie sprawiał, że główna grupa naciągała się, a przejście z dalszych pozycji z chwili na chwilę było coraz trudniejsze. 5 kilometrów przed metą w aż szóstkę na czele ustawili się zawodnicy Unibet Rose Rockets pracujący na rzecz Dylana Groenewegena, ale bliżej końca z ich koła wyjść próbowały pociągi Lidl-Trek, NSN Cycling Team, Soudal Quick-Step czy Decathlon CMA CGM Team.

Unibet Rose Rockets mimo nacisków rywali rozgrywał jednak końcówkę zdecydowanie najlepiej, a na ostatni kilometr nadal wjechało na czele aż 3 kolarzy z tej formacji. Chwilę później zaczęły się zakręty, kostka i podjazd, a następnie nawrót, w którym przewróciła się większość czołówki. Na rowerach pozostało z przodu tylko dwóch kolarzy, a po wygraną etapową sięgnął nie dowierzający w ten sukces Davide Ballerini (XDS Astana Team). 2. metę przeciął Jasper Stuyven (Soudal Quick-Step), a po 3. miejsce z zatrzymanej kraksą grupy wystrzelił Paul Magnier (również Soudal Quick-Step).

Wyniki 6. etapu 109. Giro d’Italia:

Wyniki dostarcza FirstCycling.com


Wszystko o 109. edycji Giro d’Italia:
Poprzedni artykułTour de Feminin 2026: Belgijki najlepsze w drużynowej czasówce, 7. MAT Atom Deweloper Wrocław
Następny artykułTour de Hongrie 2026: Benoît Cosnefroy najlepszy po walce na wiatrach
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
8 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Marcraft
Marcraft

Po tym co się dzisiaj wydarzyło kolarstwo spadło w moim rankingu sportów na 3. miejsce. Czas zacząć płakać nad rozlanym mlekiem, zanim będzie za późno na jakikolwiek płacz.

Mikołaj
Mikołaj

No cóż nawet płaskie etapy tegorocznego giro potrafią zaskoczyć.

PIotr
PIotr

to co zrobił Magnier zajmując trzecie miejsce, to jest coś nieprawdopodobnego. przygladąłem się jak on pod tą górkę na bruku kręcił, to była kadencja chyba pod 180 obrotów 🙂 fenomenalna forma, bo Ballerini miał furę szczęścia, choć to sprinter też dobry.

Majkel Wanturnałt.
Majkel Wanturnałt.

Wspaniały finisz dwóch Flandriens, w końcu finał na bruku, to kto miał wygrać, jeśli nie specjaliści od polnocnych klasyków. W końcu organizatorzy podeszli właściwie do kwestii bezpieczeństwa i umieścili nawrót przed finiszem na kostce.
Dobra, przepraszam za sarkazm, dobrze że wyszedłem na rower i oglądam to dopiero teraz.

Don
Don

Jak się dziś czują krytykanci , którzy za wszystkie nieszczęścia tego Giro obwiniałi zacofanych Bułgarów ?

Mmfftt
Mmfftt

Jak zobaczyłem ostatni kilometr to bylem pewien że będzie kraksa. Jak tak można ustawić finisz? Nie dość że to ryzykowne dla zdrowia kolarzy to ewidentnie wypacza wynik rywalizacji

Hubert
Hubert

@Majkel i to w dodatku poustawiali na tym nawrocie przedpotopowe barierki z nóżkami na trasie..

love_velo
love_velo

Krytyka tego finiszu, a właściwie organizatorów, jest niezasłużona.
To był finisz, który nie promował wyłącznie szybkości.
Krytykowane były w przeszłości finisze na zjeździe, gdzie prędkość była najważniejsza. Tu był finisz na podjeździe a zakręt był 400 metrów przed metą. Taki układ trasy wykluczał taktykę „pociągów”, a preferował wytrzymałych sprinterów, zdolnych podjąć samodzielny długi finisz pod górę. Nie zgadzam się ze stwierdzeniem że wygrana Ballerini’ego to „wypaczenie wyniku” – bo niby dlaczego?
A co do upadków….na tym etapie była kraksa…kiedy kolarze zatrzymali się na „siusiu”, więc upadek kolarza to nie wyłącznie kwestia organizatorów, to również kwestia wyobraźni kolarzy.