Tegoroczne Paryż-Nicea bez wątpienia jest dość wyjątkową edycją tej imprezy. Różnice w klasyfikacji generalnej są bowiem naprawdę ogromne jeszcze przed królewskim etapem, a zatem istnieje szansa, że mogą wzrosnąć. Jeśli tak się stanie, to możliwym jest, że zobaczymy największą przewagę zwycięzcy nad 2. zawodnikiem w powojennej historii wyścigu.
„Chcieliśmy wygrać i zyskać jak najwięcej czasu” mówił po 5. etapie Paryż-Nicea jego triumfator i zarazem lider klasyfikacji generalnej, czyli Jonas Vingegaard. Cóż, plan ten całkowicie powiódł się Duńczykowi z Team Visma | Lease a Bike, który ma już 3 minuty i 22 sekundy przewagi nad 2. Danielem Felipe Martínezem (Red Bull – BORA – hansgrohe) i niemal 6 minut nad 3. Georgiem Steinhauserem (EF Education – EasyPost). To zdecydowanie nie są standardowe różnice jak na taki wyścig, o czym najlepiej świadczy rzut oka na historyczne tabele.
Zacznijmy analizę od najnowszych czasów – Matteo Jorgenson wygrał w zeszłym roku Paryż-Nicea z przewagą minuty i 15 sekund nad Florianem Lipowitzem. To był pierwszy przypadek w XXI wieku, kiedy różnica między triumfatorem a 2. zawodnikiem przekroczyła minutę – dotychczas rekord dzierżył Luis León Sánchez, który miał dokładnie minutę przewagi nad Fränkiem Schleckiem w 2009 roku.
Jeśli zaś chcemy poszukać różnicy na takim poziomie, jaki może mieć w tym roku Jonas Vingegaard, trzeba cofnąć się jeszcze dalej. W 1980 roku Gilbert Duclos-Lassalle wygrał Paryż-Nicea z przewagą 3:02 nad Stefanem Mutterem. To jednak również mało, zatem patrzmy dalej – w ten sposób docieramy aż do edycji z 1956 roku i różnicy 3:58 między Alfredem De Bruynem i Pierrem Barbotinem oraz do 1952 roku i 4:18 pomiędzy Louisonem Bobetem i Donato Zampinim. Jonas Vingegaard musiałby zatem zyskać jeszcze niemal minutę nad swoim kolumbijskim rywalem, by przebić tamte różnice. Nie do poprawienia wydaje się być dopiero przedwojenny wynik – w 1939 roku Maurice’a Archambauda i Fransa Bonduela dzieliło bowiem niemal 10 minut.
Przy okazji istnieje też szansa na rekordową stratę 10. zawodnika w powojennej historii – ta wynosi 18 minut i 46 sekund i pochodzi z 1967 roku. Póki co 10. Oscar Onley traci zdecydowanie mniej, bo 11 minut i 23 sekundy, ale już 13. Valentin Paret-Peintre traci przeszło 19 minut – wystarczy zatem, by „tylko” 3 kolarzy przeżyło jakiś kryzys, a i ten rekord padnie. Kluczowe będzie jednak to, czy uda się rozegrać sobotni etap z metą w Auron – obecnie zagraża temu niezbyt dobra pogoda, którą organizatorzy na bieżąco monitorują. Decyzje mają zapaść na ostatnią chwilę.







„Jonas Vingegaard w drodze po najwyższą wygraną w powojennej historii” – chodzi o kasę ????