Niestety, nie z każdym kryzysem można wygrać – dziś, na Tourmalet, po raz kolejny przekonał się o tym Remco Evenepoel. Tour de France 2025 dołącza do licznego grona wielkich tourów, które Belg opuszcza niezadowolony ze swojego występu.
Jeszcze w ostatni piątek o godzinie 17:11 ci, którzy dobrze życzą Remco Evenepoelowi, mogli być zadowoleni z jego postawy. Pierwszy odcinek czasówki z Loudenvielle do Peyragudes ukończył z drugim najlepszym czasem spośród wszystkich kolarzy i mógł liczyć, że to, co najgorsze już za nim. Że to, co działo się dzień wcześniej na Col du Soulor i na początku Hautacam pozostanie jedynie złym wspomnieniem bez wpływu na dalsze losy jego walki o podium.
Tyle że, niecałe 20 minut później okazało się, że nie była to jedynie przelotna słabość. Vingegaard, który jako wicelider klasyfikacji generalnej rozpoczynał jazdę indywidualną 2 minuty później, a na pierwszy punkt pomiaru czasu przyjeżdżał z 4-sekundową stratą, na podjeździe przyspieszył tak, że udało mu się dogonić Belga. Mistrz świata w jeździe indywidualnej na czas i jeden z najlepszych górali świata poległ na swoim terenie. Po raz pierwszy w historii swoich startów dał się podczas próby czasowej dogonić innemu zawodnikowi. Po raz pierwszy od 2021 roku zakończył jakąkolwiek czasówkę poza pierwszą “10”. Był 12.
Bez usprawiedliwień
Początkowo przyczyn zaskakującego wydarzenia, jakim bez wątpienia były olbrzymie straty Evenepoela na Peyragudes, niektórzy dopatrywali się w delikatnych problemach z łańcuchem. Te momentami rzeczywiście dało się zauważyć, ale Belg od początku miał świadomość, że nie taka była istota problemu.
– Po 4-5 minutach podjazdu czułem się prawie pusty. Powodem nie był głód. Przygotowałem się jak należy. Rozgrzewkę wykonałem tak, jak powinienem […] Nie ma na to wytłumaczenia.
– mówił Evenepoel, który kiepską formę pokazywał od czwartkowego etapu z metą na Hautacam.
Pokonał go już pierwszy podjazd tegorocznego Tour de France – Col du Soulor, ponad 50 kilometrów przed etapową metą. To co wydarzyło się później, mogło imponować. Po pierwszym kryzysie, pomimo dużej straty, zdołał dojść na zjazdach grupę lidera, a po drugim dzielnie minimalizował straty.
Sam fakt, że linię mety przekroczył przed Primožem Rogličem, który niemal przez cały etap wyglądał dużo lepiej niż on, mógł robić wrażenie. Tylko że pochwały należały mu się wyłącznie za wolę walki i odpowiednie rozplanowanie sił. Jego forma już wtedy pozostawiała wiele do życzenia.
Wtedy jeszcze miał nadzieję, że był to tylko jeden słabszy dzień – co więcej, nawet po słabszej czasówce był trzeci w klasyfikacji generalnej, a niektórzy wieszczyli jego choćby częściowe przebudzenie.
– W sobotę po prostu musi jakoś przetrwać, utrzymać przewagę w klasyfikacji generalnej. Jestem pewien, że będzie lepszy niż w piątek
– wieszczył Tom Dumoulin w studio VRT Vive Le Velo. Teraz już wiemy, że tak się nie stało.
Nie było lepiej – było zdecydowanie gorzej. Evenepoel znów został z tyłu już na pierwszym podjeździe dnia – Col du Tourmalet, tylko tym razem nie był w stanie pokonać kryzysu. Zamiast utrzymywać stratę, powiększał ją coraz bardziej i jeszcze przed szczytem zjechał do samochodu, kończąc tym samym udział w wyścigu.
Smutna puenta
Choć Soudal-Quick Step po każdym spośród poprzednich etapów publikował swoją relację prasową niemal od razu po wjeździe kolarzy na mecie, tym razem trzeba było na nią czekać blisko trzy godziny. Gdy w końcu się ukazało, można było w nim przeczytać wypowiedź Evenepoela. Belg tłumaczył swoje problemy następująco:
– Przygotowania do wyścigu nie przebiegły optymalnie. Naprawdę zrobiłem wszystko, żeby dojść do optymalnej formy, ale jeśli chcesz walczyć w Tour de France, musisz być gotowy na 110 procent.
Belgowi nie pozwoliła na to kontuzja odniesiona w trakcie okresu przygotowawczego. Jeszcze w grudniu zderzył się z samochodem pocztowym, zahaczając o niespodziewanie otwierane drzwi. Nawet mimo tego, że już w kwietniu, w pierwszym wyścigu po urazie, wygrał Strzałę Brabancką, to z konsekwencjami tamtego wydarzenia musi radzić sobie do dziś.
– Wciąż zdarzają mu się dni słabości, co wynika z tego, co stało się zimą. Teraz płaci za brak fundamentów, które powinien wtedy wypracować… – tłumaczył Koen Pilgrim, trener kolarza, jeszcze przed katastrofą na Col du Tourmalet. Dodatkowo wskazywał także na alergie, które tej wiosny wyjątkowo mocno trawiły jego podopiecznego, utrudniając mu budowanie wysokiej i stabilnej dyspozycji.
To wszystko było widoczne wiosną. Znacząco słabiej niż zwykle radził sobie zarówno w tygodniówkach, jak i klasykach. Strzała Brabancka to jego jedyny triumf, a największy sprawdzian Liege-Bastogne-Liege zakończył się blamażem i napisem “DNF” przy jego nazwisku – bynajmniej nie spowodowanym upadkiem. To, co wydarzyło się podczas Wielkiej Pętli było po prostu smutną puentą całego okresu ją poprzedzającego.
Włoskie fatum
Niestety dla Remco Evenepoela, tegoroczny Tour de France to nie pierwszy nieudany wielki tour w jego wykonaniu. Wielka Pętla była już szóstym trzytygodniowym wyścigiem w jego zawodowej karierze i tylko dwa z nich zakończył w czołowej “10”. Trzech z nich w ogóle nie ukończył, zaś jeden zakończył na 12. miejscu. Choć na dosłownie każdy z nich jechał jako lider, to ponosił niepowodzenie częściej niż w połowie prób.
Pierwszego z nich można było spodziewać się już przed startem. Do Giro d’Italia 2021 przystępował jako debiutant, a włoski wielki tour był jego pierwszym startem od czasu bardzo groźnego urazu odniesionego ponad pół roku wcześniej podczas Il Lombardia. I choć wyścig rozpoczął zaskakująco dobrze, to później zaczął mieć problemy. Tak samo jak podczas tegorocznego Tour de France, dobrze szło mu aż do momentu, w którym trzeba było pokonać pierwsze poważne góry.
Dwa lata później był już jednak zupełnie innym kolarzem. Gdy w 2023 roku po raz drugi wystartował w Giro, był obok Primoža Rogliča głównym kandydatem do zwycięstwa w wyścigu. Znów zaczął kapitalnie, od pewnego prowadzenia w klasyfikacji generalnej po dziewięciu etapach. Miał 45 sekund przewagi nad drugim Geraintem Thomasem i ani chwili kryzysu.
Jedynym, co można było mu zarzucić chwilę po czasówce kończącej drugi tydzień, była czternastosekundowa strata do Thomasa i Rogliča na pagórkach ósmego etapu i… niewystarczająca przewaga podczas drugiej wygranej próby czasowej. Niestety kilka godzin później do listy “zarzutów” można było dołożyć zdecydowanie poważniejszą pozycję. Był nią pozytywny wynik testu na Covid, który zmusił go do wycofania się z wyścigu.
Za słaby na wielkie toury?
Trzy spośród jego niepowodzeń wynikało w głównej mierze nie z braku sportowej klasy, a przypadków, który przytrafiły się Belgowi jeszcze przed wyścigiem lub w jego trakcie. W taki sposób nie da się usprawiedliwić natomiast występu w Vuelta a Espana 2023. – Remco nie był dziś ani chory, ani kontuzjowany. Teoretycznie wszystko było dobrze – mówił jego dyrektor sportowy, po tym jak Evenepoel stracił kontakt z główną grupą już w połowie 13. etapu, a następnie dojechał do mety z 27-minutową stratą do zwycięzcy.
Wyścig w Hiszpanii był ostatecznym dowodem na to, że Belg nie jest wcale kolarzem niezawodnym. Nawet gdy wydaje się, że przystępuje do wyścigu w bardzo dobrej dyspozycji, ostatecznie i tak może mu się powinąć noga, a on w kompletnie niespodziewanym momencie zostanie z tyłu.
To w połączeniu z podatnością na różne wypadki losowe i wieloma innymi czynnikami czyni z Evenepoela wielkotourowca zdecydowanie gorszego od niezawodnych Jonasa Vingegaarda i Tadeja Pogačara. Bynajmniej nie czyni go to jednak wielkotourowcem słabym.
Starszy o dwa lata Joao Almeida jest od niego zdecydowanie bardziej regularny, ale w przeciwieństwie do niego nigdy nawet nie otarł się ani o zwycięstwo w Vuelta a Espana, ani o podium Tour de France.
Pomijając słoweńsko-duńską dwójkę i Rogliča, w peletonie nie ma obecnie kolarza, który w ostatnich pięciu sezonach zgromadziłby tak okazałe palmares w wielkich tourach. I to nawet pomijając zwycięstwa etapowe, które Evenepoel zgarnia hurtowo. Niezależnie od tego, czy jego wynik końcowy uznawało się po fakcie za satysfakcjonujący czy rozczarowujący. W ciągu ostatnich pięciu lat wygrał aż dziewięć wielkotourowych etapów, a ostatni wywalczył podczas zakończonego dla niego, a trwającego wciąż dla rywali Tour de France.
To, że nawet przedwcześnie kończąc walkę w klasyfikacji generalnej, Evenepoel nie kończy kolejnych wyścigów z pustymi rękami, powinno być dla niego kolejnym powodem, by pomimo niepowodzeń, próbować dalej. I liczyć na to, że wraz z nabieranym doświadczeniem, zdarzenia losowe będą mu przeszkadzać coraz rzadziej. Wtedy takie wyniki jak w 2022 i 2024 nie będą wyjątkiem, lecz codziennością.
Flamme Rouge to mój cykl poświęcony w całości Tour de France. Przez trzy tygodnie, zazwyczaj codziennie, będę publikować w jego ramach teksty omawiające zarówno historyczne momenty Wielkiej Pętli, jak i bieżące wydarzenia z wyścigu.
Flamme Rouge #1: Żółta koszulka Piaseckiego
Flamme Rouge #2: Pogačar z głową w chmurach
Flamme Rouge #3: Najlepsi czasowcy w historii Tour de France
Flamme Rouge #4: Najmłodszy zwycięzca w historii
Flamme Rouge #5: Ben Healy znów jest skuteczny
Flamme Rouge #6: Mathieu van der Poel jak św. Mikołaj?










Gdyby w wielkich tourach były 2-3 dniowe przerwy pomiędzy etapami, jak niegdyś, i było ich mniej, Remko byłby pewnie zawsze w czubie. Wygląda na to, że problem tkwi w regeneracji organizmu po poszczególnych etapach. Być może jest wolniejsza, niż u głównych rywali, niekompletna. Nigdy też wybitny czasowiec i klasykowiec w jednym, z wyjątkiem Eddiego, nie wygrywał wielkich tourów. W mojej opinii bardziej prawdopodobne jest, że to Tadej, a nie Remko, zostanie Kanibalem Drugim. Słoweniec zaczyna już wygrywać sprinty, o klasykach i etapówkach w jego wykonaniu wszystko wiadomo, więc to on ma szansę stać się kolarzem kompletnym. Niepokonanym. W sumie współczuję reszcie peletonu, pedałującej w cieniu największego talentu kolarskiego ever.
Pokaż mi sprinty z grupy wygrane przez Tadka, nie mówię o sprintach górali czy o sprintach po trudnych klasykowych etapach z małej grupki.
Tomki, kiedy były 2-3 dniowe przerwy w wielkich tourach? Ale tak dokładnie.
Niech wielki Allach ma go w swojej opiece.
On by ukończył ten Tour w top 10. Po prostu nie mógł znieść tego, że zamiast z Tadejem i Jonasem musi walczyć z Onley, Vauquelin czy Johanessenem.
Kibicujmy 160 zawodnikowi w GC po 14 etapach aby nie zostal kanibalem tyłów…i tym samym potwierdzi obecny stan naszego kolarstwa…