Tadej Pogačar upada, a konsekwentnie kierujący się zasadami fair play Jonas Vingegaard czeka na Słoweńca, by losy żółtej koszulki rozstrzygnąć w czystej, sportowej rywalizacji. Gdzieś to już kiedyś widzieliśmy, a fakt, że zgadza się nawet miejsce akcji, jest odrobinę przerażający. Po 3 latach Tour de France wraca na Hautacam, klatkę schodową z piekła rodem, by sprawdzić, czy zapisana raz historia może mieć inny przebieg.
Za nami jedenaście dni rywalizacji w ramach 112. edycji Wielkiej Pętli, podczas których bynajmniej nie brakowało emocji, a jednak prawdziwy Tour rozpoczyna się dopiero teraz. Przed uczestnikami wyścigu odcinek liczący 180,6 kilometra i ponad 3800 metrów przewyższenia, prowadzący z powracającej na trasę po raz pierwszy od 1977 roku miejscowości Auch na Hautacam.
Pierwsza część etapu nie zawiera większych trudności. To klasyczny odcinek dojazdowy, z szerokimi drogami i bardzo łagodnymi, jak na tutejsze standardy, pagórkami. Przed półmetkiem pokonana zostanie mało istotna w kontekście czwartkowej rywalizacji premia górska czwartej kategorii na Côte de Labatmale (1,3 km przy 6,3%), a tuż po niej kolarze rozegrają lotny finisz w Bénéjacq (95,1 km).
Właściwe ściganie rozpocznie się w położonym u podnóża Pirenejów Ferrières. Pierwszym z dwóch klasycznych podjazdów, które znalazły się w menu dwunastego etapu, będzie Col du Soulor (11,8 km o średnim nachyleniu 7,3%). Podjazd nietypowo jak na to pasmo górskie długi i regularny, co czyni go idealnym kandydatem do roli icebreakera.
Po krótkim zjeździe uczestników wyścigu czeka mały, ale z pewnością doceniany przez koneserów objazd przez Col des Bordères (3,2 km przy 8,0%) – stromy, techniczny, wciśnięty między pastwiska i zagajniki, z wąską drogą prowadzącą z powrotem na główną szosę do Argelès-Gazost.
W ten sposób kolarze dotrą pod finałowy Hautacam (13,5 km o średnim nachyleniu 7,8%), który choć otoczony jest wzniesieniami o znacznie dłuższej i bogatszej historii, sam nie ma zwyczaju zawodzić. Podjazd ten zawiera wszystko, czego należy spodziewać się i jednocześnie obawiać w Pirenejach: wybijające z rytmu zmiany nachylenia, przeplatające się strome i łagodne sekcje oraz zakamuflowane zjazdy. Najtrudniejszy jest dwukilometrowy odcinek tuż za półmetkiem, gdzie nachylenie sięga 12–15%, ale siły trzeba zachować na krótszą poprawkę trzy i pół kilometra od mety.
Oto, co na temat 12. etapu Tour de France 2025 napisaliśmy przed rozpoczęciem wyścigu:
Etap 12, 17 lipca: Auch > Hautacam (180,6 km)
Na czwartek przypada pierwszy pełnokrwisty finisz na podjeździe 112. edycji Tour de France, ale ponieważ będzie to typowy pirenejski icebreaker, pierwsza górska premia liczącego ponad 180 kilometrów i 3700 metrów przewyższenia odcinka znajduje się dopiero w okolicach półmetka. Trasa wgryza się w wyższe partie gór na finałowych 58 kilometrach, a miejsce wybrane zostało dość nieortodoksyjnie, ponieważ ostatnimi czasy Col de Soulor (11,8 km, śr. 7,3%) częściej pełnił rolę przelotowej przełęczy w drodze na Aubisque niż podjazdu pokonywanego od strony położonych u podnóża miejscowości. Ze szczytu peleton uda się na zachód, przez Col des Borderes (3,1 km, śr. 7,7%), na odgrywający rolę decydującego wzniesienia Hautacam (13,5 km, śr. 7,8%).




Pogoda
Lato w Pirenejach już dawno doszło w piekarniku, teraz jedynie żałośnie skwierczy. Na ten czwartek dla departamentu Pireneje Wysokie prognozowane jest pełne słońce, a temperatura w dolinach w najcieplejszym momencie dnia sięgnie aż 33°C. Ciepło będzie również na szczytach górskich premii – w okolicach mety na Hautacam spodziewane są 24°C.
Szanse wystąpienia opadów wyceniane są na 0%, a rywalizacji towarzyszyć będzie słaby wiatr z kierunku północnego (N). Oznacza to podmuchy w plecy podczas wspinaczki na Soulor, na pozostałych dwóch podjazdach wiatr boczny.
Faworyci
“Prawdziwe” góry kazały 112. edycji Wielkiej Pętli długo na siebie poczekać, ale blok trzech pirenejskich etapów od początku anonsowany był jako początek „Pogačar show”, a więc moment, w którym dotąd pojemne uniwersum kurczy się do znanej z poprzednich odsłon wyścigu rywalizacji dwójki bohaterów.
Znaków zapytania jest jednak sporo, bo jakie by nie były pierwotne plany ekipy UAE Team Emirates-XRG na najbliższe trzy dni, musiały one ulec znaczącej modyfikacji, zarówno ze względu na ogólne osłabienie drużyny (wycofanie się Almeidy, choroba Sivakova), jak i stan samego Tadeja Pogačara po wczorajszej kraksie. Może się oczywiście okazać, że konsekwencje upadku nie będą miały wpływu na performance Słoweńca na kluczowych podjazdach, ale dziś rano nawet najbliżsi liderowi członkowie jego teamu nie mogą tego przewidzieć. Najbardziej prawdopodobne jest więc defensywne podejście UAE Team Emirates-XRG i nie mieszanie się w dyktowanie tempa co najmniej do przejazdu przez Col du Soulor, po którym będą mogli wstępnie ocenić, jak się sprawy mają. Jednocześnie nie można zapominać, że wygrywanie pierwszych finiszów na podjazdach było w ostatnich latach domeną trzykrotnego zwycięzcy Tour de France, a jeśli tylko zdrowie pozwoli, będzie on chciał wysłać wyraźny sygnał rywalom przed trudniejszymi odcinkami w Pirenejach. Paradoksalnie możliwość walki o triumf na Hautacam bardziej będzie zależeć od jazdy Vismy-LAB niż jego własnej ekipy.
Introwertyczny, grzeczny i fair play aż do bólu. Po rozłożeniu go na czynniki pierwsze naprawdę trudno uwierzyć, jakim cudem udało się wykreować Jonasa Vingegaarda (Visma | Lease a Bike) na villaina tej historii, a jednak to cały czas działa. Dziś 28-letni Duńczyk będzie musiał mocniej wczuć się w tę rolę, bo chociaż jasne jest, że przypinając numer startowy obolały rywal akceptuje zasady gry, recenzje po ewentualnym wykorzystaniu tego rodzaju słabości będą jednoznaczne. Vingegaard od początku rozgrywania tegorocznej Wielkiej Pętli dysponował mocniejszą drużyną, a teraz ta dysproporcja stała się bardzo wyraźna. Ma z samego Hautacam dobre wspomnienia, bo pokonał tam Pogačara podczas ostatniego finiszu Touru na tym podjeździe. Dla samego Duńczyka również jest to jednak sprawdzian, czy nawet dwa przy jednym podejściu. Po pierwsze, dłuższa wspinaczka w końcu wyjaśni, na ile udało mu się zredukować dzielący go od obrońcy tytułu dystans, tak widoczny podczas ich rywalizacji na trasie Critérium du Dauphiné. Po drugie zaś, czy znajdzie on w sobie dość panache, by sprawdzić to bezpośrednio, atakując Pogačara, zamiast podążać wpatrzonym w jego tylne koło, podczas gdy Matteo Jorgenson i Sepp Kuss wykonują na czele stawki taktyczne fikołki. Rolę pierwszego z wymienionych nie sposób przecenić, ponieważ aktualnie służy on Vingegaardowi najmocniejszym wsparciem, ale w kontekście strategii na kolejne etapy byłoby dla Vismy-LAB korzystne, gdyby zdołał on zbliżyć się do Słoweńca w klasyfikacji generalnej. Pogačar dobrowolnie Jorgensona nie odpuści, ale jeśli skutki środowej kraksy okażą się mocno odczuwalne, może być zmuszony do skoncentrowania się wyłącznie na swoim bezpośrednim rywalu.
W żółtej koszulce do czwartkowej rywalizacji przystąpi Ben Healy (EF Education-EasyPost), a drużyna EF Education-EasyPost na pewno podejmie się obowiązku kontrolowania wydarzeń na długim odcinku dojazdowym do pierwszego wzniesienia. Energiczny Irlandczyk nie gra w tej samej lidze co wyżej wymienieni zwycięzcy ostatnich pięciu edycji Wielkiej Pętli, ale jako wątek poboczny warto śledzić, jak długo będzie w stanie dotrzymać kroku kolarzom jadącym w grupie liderów. Celem mogą być stojący przed podobnym wyzwaniem Kévin Vauquelin (Arkéa-B&B Hotels) i Oscar Onley (Picnic PostNL). Możliwość sięgnięcia w ten sposób po etapowy triumf rozważana jako realistyczny scenariusz przez dyrektorów sportowych EF Education raczej nie będzie, więc skład odjazdu dnia powinien być im względnie obojętny, tym muszą zająć się inne, potencjalnie zainteresowane słabą ucieczką teamy.
Pierwszy odcinek w Pirenejach będzie też poważnym testem dla zawodników, których celem jest ostatnie miejsce na podium klasyfikacji generalnej 112. edycji Tour de France, a więc Remco Evenepoela (Soudal Quick-Step), Floriana Lipowitza i Primoža Rogliča (obaj Red Bull-BORA-hansgrohe). Pierwszy z wymienionych wyglądał z kolejnymi etapami coraz lepiej, ale to rywalizacja na długich podjazdach pozostaje piętą achillesową 25-letniego Belga – oczywiście w nieco krzywdzącym zestawieniu z Pogačarem i Vingegaardem, ponieważ bycie zawieszonym pomiędzy nimi a resztą świata ciągle świadczy o przyzwoitym poziomie. Dla całej trójki, poza sobą nawzajem, punktem odniesienia powinien być na tym etapie Matteo Jorgenson, ponieważ o ile scenariusz, w którym 26-latek musi zajechać się do spodu i ponieść tego czasowe konsekwencje gdzieś w Alpach, nie jest nieprawdopodobny, taki, w którym Pogačar potwierdza swoją dominację, a Visma-LAB decyduje się zabetonować resztę podium, również nie.
Możliwości ucieczki dnia w stu procentach uzależnione są od tego, czy holenderska ekipa zdecyduje się kontrolować próby odskoków i wspomóc EF Education-EasyPost na płaskim odcinku pomiędzy startowym Auch a Arthez-d’Asson. Żeby zmontować coś solidnego, konieczni będą roulerzy, a biorąc pod uwagę wcześniejsze zagrywki Vismy, z przyjemnością wyślą oni w górę szosy Wouta van Aerta i Victora Campenaertsa. Z zawodników podobnego typu pojawić się mogą także Fred Wright (Bahrain-Victorious), Tobias Foss (INEOS Grenadiers) czy Quinn Simmons (Lidl-Trek), ale jeśli sytuacja pozwoli, o etapowe zwycięstwo powinni bić się harcownicy, którzy już błysnęli formą w tej edycji Wielkiej Pętli: Thymen Arensman (INEOS Grenadiers), Ben O’Connor (Jayco AlUla), Michael Storer (Tudor Pro Cycling) czy walczący o koszulkę górala Lenny Martinez (Bahrain-Victorious).
Harmonogram
📍 Start ostry: 13:25
🏁 Prognozowany finisz: ok. 17:44
📺 Transmisja: od KM 0 – Eurosport 1 i HBO Max
⛰ Początek wspinaczki pod Col du Soulor: ok. 16:00–16:15
⛰ Początek finałowego podjazdu na Hautacam: ok. 17:05–17:15
Wszystko o 112. edycji Tour de France:
- Relacja z 11. etapu
- Zapowiedź wyścigu
- Podsumowanie 1. tygodnia
- Faworyci klasyfikacji generalnej
- Oficjalna lista startowa
- Faworyci klasyfikacji punktowej
- Faworyci klasyfikacji górskiej
- Plan transmisji telewizyjnych
- Wszystkie artykuły









pięknie Pan to zapowiedział, ale będzie jak zawsze, i szkoda czasu, chyba że chcemy ulec ułudzie, no i można delektować się okolicznościami przyrody, co trzeba cenić
Jonas kiedy jak nie dzisiaj, czas ściągnąć ten arogancki uśmieszek z twarzy mistrza świata ! 🙂
To, że zgadza się miejsce akcji jest ekscytujące, a nie przerażające. Chcemy emocji, chcemy wyścigu, a nie nudnej procesji do mety, gdzie wszyscy amatorzy kłaniają się KOZIE i rozkładają mu czerwony dywan do zwycięstwa.
Pani hejterka wolałaby, żeby ten villain bez panache wrócił do ColoQuicku, ale niestety, nie można mieć w życiu wszystkiego. 🙂
Mam nadzieję, że będzie ciekawa walka, ale jednak stawiałbym, że dzisiaj Tadej z Jonasem pojadą na remis. Spróbują odczepić całą resztę a kwestia zwycięstwa rozstrzygnie się w trzecim tygodniu.