Lance Armstrong i Jan Ullrich ponownie spotkają się na starcie tego samego wyścigu kolarskiego. Tym razem jednak nie będą wielkimi rywalami, a przyjaciółmi, a udział Amerykanina jest częścią promocji Festiwalu Kolarskiego Jana Ullricha, który odbędzie się w dniach 17-18 maja w Bad Dürrheim.
Pojedynki Lance’a Armstronga i Jana Ullricha to te, które w pamięci wielu kibiców uchodzą za jedne z najbardziej pasjonujących w historii kolarstwa. Po czasie jasnym stało się, że zarówno Amerykanin, jak i Niemiec nie rywalizowali „na czysto”, ale z pewnością nie umniejsza to nijak emocjom, jakie wówczas generowali dwaj mocno zwaśnieni panowie. Po zakończeniu zawodowego ścigania Lance Armstrong i Jan Ullrich mocno się jednak do siebie zbliżyli i dziś są przyjaciółmi, zatem nie może dziwić, że gdy tylko tworzą różnego rodzaju inicjatywy to wspierają się w nich wzajemnie.
Właśnie tak się stanie w ramach Festiwalu Kolarskiego Jana Ullricha, który odbędzie się w dniach 17-18 maja w Bad Dürrheim. Niemieckie miasto, w którym w zeszłym roku Jan Ullrich otworzył swoje muzeum, będzie miejscem „pojedynku” dwóch dawnych rywali, choć tym razem już nie ścigających się na poważnie. Dzięki temu, że są to amatorskie zawody udział może w nich wziąć Lance Armstrong, który jako jeden z 9 kolarzy w historii posiada dożywotni zakaz rywalizacji nałożony przez UCI.









Dla mnie Armstrong zawsze będzie Wielkim Mistrzem 🙂
Niech jeszcze Tadek dołączy, będzie pasował do towarzystwa ;).
Ale próbki zostaną pobrane czy nie? Wiadomo coś o tym?
Zawsze kibicowałem Ullrichowi. Ale po ujawnieniu wszystko, zrozumiałem, że to Armstrong jest najlepszym kolarzem, jaki kiedykolwiek uczestniczył w Tour de France. Zawziętość i upór Jordana. Ich pojedynki były epickie. Teraz mamy to samo w osobach Pogacara i Vingegaarda czy jak on się tam nazywa. Armstrong/Ullrich EPO, a ci nowi tlenek węgla. A i Jordan ma chyba za uszami, w Barcelonie MKOL nie miało prawa ich zweryfikować. Zatem chciałbym, aby oddano Lancowi co mu ukradli. Fajnie się było im wtedy bawić i wzbogacić na jego nazwisku, wypromować Tour de France na nowych rynkach, a potem kop w cztery litery.
Te komentarze to złoto. Niesamowitym jest jak można nagiąć sobie kręgosłup moralny i dostosować go do potrzeby, “bo przecież dzięki niemu kolarstwo tylko zyskało”.