fot. Team SD Worx - Protime

Węgry kolarską potęgą nie są i choć kilka lat temu — gdy Tour de Hongrie pokrył się z prowadzeniem Attili Valtera w Giro d’Italia — byłem pod dużym wrażeniem ich pasji do kolarstwa, to nie dysponują oni wielkimi gwiazdami. W wyścigach ze startu wspólnego mieli dwóch reprezentantów — wspomnianego Valtera wśród mężczyzn i Blankę Vas wśród kobiet. Mimo jednoosobowych składów, oboje wywalczyli czwarte pozycje!

Remco Evenepoel wykonał już swoją cieszynkę i przeszedł do historii jako pierwszy zwycięzca indywidualnej jazdy na czas i wyścigu ze startu wspólnego na igrzyskach olimpijskich. Do mety na ikonicznym Placu Trocadero dojeżdża też Valentin Madouas, doprowadzając do wybuchu radości komentującego zmagania Marka Madiot. Wszyscy zgromadzeni czekają na to, kto zdobędzie brązowy medal. O tym ma zadecydować finisz z niewielkiej grupy. Na Pont d’Iena, na tle Wieży Eiffla, prowadzenie obejmuje Christophe Laporte, który nie daje się wyprzedzić i pewnie przecina metę na trzeciej pozycji, wprawiając w euforię zgromadzonych na trybunach fanów.

Francuz jest jednak zdezorientowany. Później przyzna, że o medalu dowiedział się od wspomnianego rodaka, który dojechał do mety na drugiej pozycji. W niewielkiej grupce walczącej o brąz jeden z kolarzy unosi jednak rękę w geście radości, mimo że do przedniego koła roweru Christophe’a Laporte’a brakuje mu całkiem sporo. Zazwyczaj taka reakcja oznacza pomyłkę w liczeniu zawodników z ucieczki, ale nie tym razem. Węgier jest przeszczęśliwy, że dojechał do mety olimpijskiego wyścigu na czwartej pozycji.

— Widziałem przed sobą dwóch Francuzów, ale czułem, że mam jeszcze dużo siły na sprint i nikt z pozostałych chłopaków mnie nie dogoni. Zaciśnięta pięść i radość na mecie nie była pomyłką. Niektórzy zagraniczni dziennikarze mogli trochę to źle zrozumieć, ale cieszyłem się z powodu mojego występu. Jestem bardzo zadowolony

— opowiadał Eurosportowi Attila Valter.

Węgier zazwyczaj pełni rolę pomocnika, ale w paryskich zmaganiach musiał być sobie sterem, żeglarzem, okrętem. Osamotniony poradził sobie znakomicie, wykręcając jeden z najlepszych wyników w karierze, jednak nie pierwszy taki w prestiżowej jednodniówce. Przed dwoma laty był przecież czwarty w Strade Bianche.

— Cały czas jechałem na dobrej pozycji i odpowiednio zarządzałem energią. Od samego startu podejmowałem dobre decyzje, ale ostatnia godzina była brutalna. Patrząc na moją średnią moc nie wygląda to tak strasznie, ale 272 kilometry to bardzo długi dystans

− dodał.

Swoją jazdą Attila Valter udowodnił, że na trasie w Paryżu dało się odnieść sukces w pojedynkę. By znaleźć kolarza, który z powodzeniem zmierzył się z podobną sytuacją, nie trzeba długo szukać. Samotny Toms Skujins zajął bowiem piąte miejsce i po raz kolejny udowodnił, że w długich i wyczerpujących wyścigach jest jednym z najlepszych zawodników w całym peletonie.

− Wiedziałem, że finiszujemy o medal, więc jestem rozczarowany, bo brakło mi do niego kilku metrów. Z drugiej strony jestem szczęśliwy, że mogę się tu ścigać. Nigdy nie jest łatwo jechać samemu, ale jednocześnie muszę podziękować łotewskiej federacji za ogromne wsparcie

− mówił Toms Skujins w rozmowie z Naszosie.pl.

− Liczyłem, że grupa, w której byłem z Woutem i Mathieu będzie kluczowym atakiem, ale gdy tylko nas złapali, Remco odjechał. Nie miałem nóg, żeby go dogonić. Miałem nadzieję, że ktoś inny to skasuje, ale najwyraźniej nikt nie miał siły

− dodał Łotysz.

Wróćmy jednak na Węgry, bo na sobotnim występie Attili Valtera olimpijski sukces naszych bratanków wcale się nie zakończył. Podczas zmagań w Paryżu, Węgier wspierał swoją reprezentacyjną koleżankę, Blankę Vas. Dało się spotkać go w Colline d’Elancourt, gdzie odbywała się rywalizacja w kolarstwie górskim, a w niedzielę odwiedził także trasę wyścigu ze startu wspólnego.

Praktycznie cały czas mógł śledzić poczynania utalentowanej Blanki Vas, która zachwyciła swoją jazdą, atakując wraz z doświadczoną Marianne Vos. Węgierka jechała po medal, jednak jej sytuacja skomplikowała się, gdy do duetu dojechała Lotte Kopecky i Kristen Faulkner, która błyskawicznie odskoczyła od rywalek.

Blance Vas pozostała rywalizacja o drugie miejsce z dwoma świetnymi sprinterkami. Jak zobaczyliśmy na kresce na Placu Trocadero, od podium dzieliło ją ledwie kilka centymetrów, jednak nie zdołała wystawić koła swoim rywalkom, w tym koleżance z Team SD Worx − Protime, Lotte Kopecky. Podobnie jak na mistrzostwach świata w Leuven w 2021, Węgierka wraca do domu z pustymi rękami, ale po raz kolejny udowodniła, że należy do światowej czołówki.

− Było tak blisko, że to boli. Znowu czwarte miejsce. Myślę, że muszę być szczęśliwa, bo byłam w tej końcówce. To był ekscytujący wyścig, cały czas jechałam z przodu. Wciąż mam przed sobą wiele lat na progres. Jestem młoda i to duża motywacja na przyszłość

− mówiła za metą Węgierka, cytowana przez Cyclingnews.

Węgierskie kolarstwo z Blanką Vas i Attilą Valterem przeżywa obecnie swój złoty okres − oboje są jeszcze w takim wieku, że na przywiezienie do kraju owego złota mają jeszcze trochę czasu. Póki co cieszą się jednak z czwartych miejsc, które w ich przypadku wcale nie były takie najgorsze.

Z Paryża dla Naszosie.pl, Kacper Krawczyk

Poprzedni artykułKorespondencja z Paryża: Sportowe emocje z niezwykłym widokiem
Następny artykułParyż 2024: Tak szybko jeszcze nie jechali. Kolejne rekordy świata na welodromie
Kacper Krawczyk
Szukam ciekawych historii w wyścigach, które większość uważa za nieciekawe.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze