Dom Polski jest jednym z przyjemniejszych miejsc do spędzania czasu na igrzyskach olimpijskich w Paryżu. Niekiedy trzeba je jednak opuścić, ale z reguły oznacza to wycieczkę na arenę olimpijską, więc ma to również swoje niewątpliwe plusy. Dotarcie z Maison Polonaise do stacji metra zajmuje kilka minut i prowadzi między innymi alejkami Lasku Bulońskiego. Tuż po zmroku nie są one jednak tak przerażające, jak przed kilkoma dniami, godzinę po północy, gdy po zdobyciu medalu witaliśmy Klaudię Zwolińską.
Teraz wszystko idzie sprawniej. Szybki spacer znajomymi ścieżkami i ulicami prowadzi wprost pod stację metra numer 9. Stacja „Franklin D. Roosevelt”, łatwo zapamiętać. Schody wyprowadzają pasażerów bezpośrednio na bruk Pól Elizejskich, w większości otwartych dla pieszych. Po lewej stronie fioletowymi reflektorami kibiców przyciąga Grand Palais, a za plecami uśmiecha się oświetlony Łuk Triumfalny. Drogę wskazuje jednak błyszczący, złoty czubek egipskiego obelisku na Place de la Concorde − można także podążyć za krokami uwiecznionego na pobliskim pomniku Charlesa De Gaulle’a.
Gdy jest się na placu, można kierować się już tylko donośnymi krzykami kibiców. To tu mieści się jedna z najpiękniejszych aren igrzysk olimpijskich w Paryżu, gdzie odbywają się między innymi mecze koszykówki 3×3. Zachwycić można się nie tylko poziomem sportowym, Wchodząc na koronę tymczasowego stadionu ciężko jest skupić wzrok wyłącznie na szarym prostokącie o wymiarach 15×11 metrów.
Nie zdarzyło mi się co prawda rzucić okiem na mapę hipsometryczną Paryża, ale z niezachwianą pewnością jestem w stanie stwierdzić, że Place de la Concorde, Grand Palais, Łuk Triumfalny, pałac Inwalidów, Luwr i inne zabytki w okolicy leżą mniej więcej na tej samej wysokości.
W trakcie igrzysk olimpijskich można zobaczyć je wszystkie naraz − i to z samego serca miasta światła. Arena do koszykówki 3×3 oferuje niecodzienną panoramę Paryża. Z lewej stronie białego namiotu postawionego nad boiskiem można dostrzec górną część Wieży Eiffla, a z prawej oszklony dach Grand Palais i oświetlony Łuk Triumfalny. Tuż za nami dumnie prezentuje się XVIII-wieczny Hotel de Coislin, a zza jego rogu nieśmiało wyłania się kolumnada kościoła Świętej Magdaleny. Obracając się zgodnie z ruchem wskazówek zegara można podziwiać Hotel de la Marine, Ogrody Tullieres ze zniczem olimpijskim, majestatyczne wieże kościoła Świętego Jana Chrzciciela, budynek Zgromadzenia Narodowego, kopułę Pałacu Inwalidów czy w końcu wspomniany na początku obelisk.
Arenę olimpijską z takim polotem mogli wymyślić tylko w Paryżu — wraz z boiskiem do siatkówki plażowej na wprost Wieży Eiffla, szermierką w Grand Palais, jeździectwem w wersalu czy kolarstwem na tle Pałacu Inwalidów i Wieży Eiffla, przejdzie do historii igrzysk olimpijskich. Podobnie zresztą jak sportowe wyczyny zawodników i zawodniczek. Mimo kilku dobrych meczów, nasi reprezentanci szybko zakończyli swoje zmagania, ale emocji dostarczał właściwie każdy wieczór spędzony na Place de la Concorde.
Teraz do bogatej, choć niekoniecznie pozytywnej, historii słynnego placu w centrum Paryża dopisano noszące pokojowe przesłanie igrzyska olimpijskie, co ma również wydźwięk symboliczny. W końcu Plac Zgody, na którym ścięto Ludwika XVI, nazwano tak właśnie na cześć walki z terrorem.
Z Paryża dla Naszosie.pl, Kacper Krawczyk








