„Jest maszyną” − w takich krótkich słowach Filippo Ganna podsumował występ Remco Evenepoela. Sam Belg przyznał, że przed samą czasówką czuł się dobrze, ale po zakończeniu udanego Tour de France wcale nie był tego taki pewny. Evenepoel długo celebrował jeden z największych sukcesów w karierze i liczy na kolejną imprezę, tym razem po wyścigu ze startu wspólnego.
Rzeźba pegaza znajdująca się na Moście Aleksandra III uskrzydliła wczoraj Remco Evenepoela. Aktualny mistrz świata przystąpił do rywalizacji jako jeden z faworytów, ale nie mógł być pewny zwycięstwa. Wielu zawodników przygotowywało się stricte do igrzysk olimpijskich, podczas gdy Belg walczył o wygraną w Tour de France.
W największym etapowym wyścigu świata zajął trzecie miejsce, przegrywając jedynie z Tadejem Pogacarem i Jonasem Vingegaardem, dwoma wybitnymi grandtourowcami. Podium w La Grande Boucle był jednym z największych sukcesów w karierze młodego Belga i zamierzał cieszyć się nim tak długo, jak tylko mógł.
− Szczerze mówiąc w Nicei nie myślałem o tym, jak będę się czuł tu, bo miałem co innego do celebrowania. W niedzielę imprezowałem do czwartej, później leżałem cały dzień w łóżku. We wtorek poszedłem do restauracji, potem na rower, następnie znowu do restauracji. Przyjechałem tu na rekonesans i długo odpoczywałem, dopiero wczoraj rano poczułem się świeżo. W ubiegłym tygodniu nie przewidziałbym takiego występu, ale wczoraj i dziś czułem, że wciąż mam coś w baku
− powiedział świeżo upieczony mistrz olimpijski, budząc zmieszanie na twarzy siedzącego obok niego Filippo Ganny.
Włoch chwilę później określił go mianem maszyny − nic dziwnego, bowiem Evenepoel pokonał go o 15 sekund, mimo że, jak przyznawał, jechał… zachowawczo.
− Na trasie nie ryzykowałem, nie jechałem wolno, ale też nie pędziłem w niebezpiecznych momentach. Nie wiem, gdzie powstała największa różnice. Podawano mi różnice czasowe, ale dopiero na ostatnim kilometrze byłem pewny, że to wystarczy do zwycięstwa. Teraz nie ma to znaczenia − zwycięstwo to zwycięstwo i jestem bardzo szczęśliwy
− opisywał świeżo upieczony mistrz olimpijski. W kolarstwie dużo mówi się na temat rangi tego wydarzenia, które, jak przyznał trzeci w czasówce Wout van Aert, jest deprecjonowane. Sam Evenepoel mówił o wielkich emocjach, magicznej chwili i przede wszystkim odhaczeniu wszystkich punktów na liście osiągnięć w indywidualnej jeździe na czas. Śmiało można powiedzieć, że mając w dorobku mistrzostwo olimpijskie, świata, Europy, kraju, a także zwycięstwa w próbach czasowych w każdym z wielkich tourów, mimo młodego wieku Remco Evenepoel zapisze się w historii jako jeden z najlepszych specjalistów w tej konkurencji.
− Tylko co cztery lata mamy szanse na olimpijski medal. To była ostatnia impreza mistrzowska na czas do odhaczenia na mojej liście. Niesamowite jest wygrać tę czasówkę po tak znakomitym Tourze, pokonując dwie kolarskie legendy. Dzisiejsza dyspozycja była dla mnie dużym znakiem zapytania, ale znalazłem dobre nogi. To jedna z najważniejszych chwil w mojej karierze
− mówił Evenepoel.
W swojej kolarskiej karierze 24-letni Belg osiągnął już prawie wszystko, ale cały czas jest głodny kolejnych sukcesów. Nie ulega jednak presji środowiska, która w przypadku kolarzy z kraju Eddy’ego Merckxa jest bardzo wysoka.
− Wiem, co osiągnąłem, ale czasem wygląda to tak, jakby wciąż było mało. Nie z mojej strony, ale otoczenia. Jestem z tego bardzo dumny, ale wciąż chcę osiągać sukcesy
− wyjaśniał.
Remco Evenepoel i Wout van Aert zdobyciem dwóch medali we wczorajszej czołówce zaspokoili głód rodzimych kibiców, ale apetyt z pewnością urośnie przed sobotnim wyścigu ze startu wspólnego, w którym Belgowie wystartują w bardzo mocnym składzie. Poza dwójką medalistów wystartują w nim Jasper Stuyven i Tiesj Benoot.
− To całkowicie inny wyścig, ale na szczęście nie jestem jedynym liderem w mojej drużynie. Możemy grać wieloma kartami. Wout jest w bardzo dobrej formie, podobnie jak Jasper. Tiesj też jest zawsze mocny w klasykach, więc mamy silną drużynę. Są też inni mocni faworyci z pozostałych krajów, więc wyścig nie będzie wygrany na starcie. Musimy zobaczyć, jak to pójdzie, ale najpierw chcę się nacieszyć tym medalem
− przewidywał Evenepoel.
− Mam nadzieję, że razem będziemy się dziś cieszyć tą chwilą, a za tydzień będziemy mieli dodatkową imprezę.
Z Paryża dla Naszosie.pl, Kacper Krawczyk








