fot. UAE Team Emirates

Po Giro d’Italia zrobiłem mały eksperyment i poza klasycznym podejściem do podsumowania wyścigu dokonałem także takowego w formule „ekipa po ekipie”. Cieszyło się to na tyle dużym zainteresowaniem, że i po Tour de France postanowiłem przyjrzeć się występowi poszczególnych drużyn w Wielkiej Pętli.

Przedstawiciele aż 12 spośród wszystkich 22 zespołów wygrywali etapy podczas tegorocznego Tour de France niejako rozliczając występ swoich formacji w tym wyścigu, acz jeśli spojrzeć na czołową ósemkę klasyfikacji generalnej to znajdziemy tam zawodników z tylko 4 drużyn – tuż za podium ulokowali się bowiem pomocnicy każdego z kolarzy z pierwszej trójki. To sprawia, że nie wszyscy wrócili do domów zadowoleni, a o tym kto może świętować, a kto też nie będzie właśnie ten tekst. Noty ponownie postanowiłem przyznawać w 3-stopniowej skali, tj. występu powyżej oczekiwań, zgodnego z planem i będącego zawodem. Jest to rzecz jasna subiektywna próba zestawienia potencjału danej formacji z tym jak faktycznie zakończył się jej udział we francuskiej trzytygodniówce.

Występ powyżej oczekiwań:
  • UAE Team Emirates – pisałem to już po Giro d’Italia – choćby Tadej Pogačar był głównym faworytem klasyfikacji generalnej to jedno nim być, a drugie to dowieźć sukces do mety. Słoweniec po dwóch latach porażek z Jonasem Vingegaardem wrócił na tron, a po drodze wygrał aż 6 etapów! Do tego całe UAE Team Emirates dominowało w górach zapewniając swojemu liderowi ogromne wsparcie, a dodatkowo João Almeida skończył cały wyścig na 4. miejscu, zaś Adam Yates był 6. Taki występ to marzenie każdej ekipy na świecie, niezależnie od jej potencjału i budżetu.
  • Intermarché-Wanty – belgijska ekipa jeszcze nigdy w historii nie wygrała etapu Tour de France, a teraz ma ich w swoim dorobku aż 3. Dodatkowo Biniam Girmay triumfował w klasyfikacji punktowej czyniąc ten występ Intermarché-Wanty wprost wyjętym z najpiękniejszych snów. O Binim zostało już napisane przez te 3 tygodnie chyba wszystko, o ojcu sukcesu, jakim niewątpliwie jest Aike Visbeek, popełniłem osobny artykuł, zatem zachęcam do jego przeczytania.
  • Soudal Quick-Step – choć o tym, że Remco Evenepoel jest gotów do znalezienia się na podium Tour de France byłem przekonany co najmniej od momentu gdy wygrał Vuelta a España w 2022 roku ogrywając m.in. Primoža Rogliča to po komentarzach zauważyłem, że dla wielu z Państwa to ten występ jest pewnym udowodnieniem klasy Belga, którego dotychczas masie osób brakowało. 3. miejsce w klasyfikacji generalnej, wygrany etap i koszulka najlepszego młodzieżowca to fantastyczny dorobek, ale nie powstałby on bez ekipy, która moim zdaniem jako całość zapisała się na wielki plus. Najbardziej w niej urzekła mnie swoista więź jaka powstała między Remco Evenepoelem a Mikelem Landą – Bask po latach szukania samego siebie, akcjach typu #freeLanda i innych takich dorósł do roli wiernego pomocnika i to naprawdę było widać. Okej, 34-latek nadal nie odpuszczał i skończył na 5. miejscu w klasyfikacji generalnej, ale osiągnął to pomimo pracy, którą wykonywał na 100% do samego końca. Jeszcze na 20. etapie Bask ciągnął grupę z poświęceniem zamiast pomyśleć o odrabianiu sekund do 4. João Almeidy. Zobaczymy jak w kolejnych latach zostanie rozbudowany skład wokół młodego Belga, ale ten występ całego Soudal Quick-Step był moim zdaniem bardzo budujący nie tylko pod kątem wyników, ale i potencjału na przyszłość.
  • EF Education – EasyPost – miało być walecznie? Było bardziej niż można by się spodziewać. Obiecywano walkę w klasyfikacji generalnej? Nie wyszło, ale „na pocieszenie” jest trykot górala, wygrany etap i tytuł najaktywniejszego zawodnika w wykonaniu Richarda Carapaza. Warto także pamiętać, że Ekwadorczyk był jednym z trzech kolarzy obok Tadeja Pogačara i Romaina Bardeta, któremu udało się założyć żółtą koszulkę. Swoje trzy grosze dorzucał też bardzo regularnie m.in. Ben Healy i dzięki temu amerykańska formacja była bardzo widoczna, a przecież o to jej głównie chodziło na starcie.
  • TotalEnergies – przypomnijmy sobie niedzielę, 7 lipca i szalone szutry wokół Troyes. Zwycięsko wyjechał z nich Anthony Turgis wprawiając w ekstazę całe środowisko TotalEnergies – ekipy, która na papierze wyglądała na najgorszą na starcie. Co prawda „dzielnym Francuzom” nie każdego dnia chciało się uciekać, ale ogólnie wyścig zapisali na spory plus wobec niemal zerowych oczekiwań.
  • Lotto Dstny – Victor Campenaerts wygrał etap, Arnaud De Lie 5-krotnie finiszował w ścisłej czołówce – myślę, że ciężko się było spodziewać bo belgijskim zespole czegoś więcej. Myślę, że przed startem Tour de France taki bilans brano by w tej ekipie w ciemno.
  • Team dsm-firmenich PostNL – po fantastycznej akcji z 1. dnia, kiedy to Romain Bardet doskoczył do uciekającego cały dzień Franka van den Broeka obiecałem sobie, że choćby nie wiadomo co się działo to holenderska ekipa otrzyma notę „powyżej oczekiwań”. Cóż, dalej już tylko wystawiano moją cierpliwość na próbę – Fabio Jakobsen ponownie był dramatycznie słaby, Warren Barguil przejechał totalnie anonimowy wyścig, a Oscar Onley błysnął ledwie raz. Mimo to uważam, że 18. drużyna aktualnego rankingu 3-letniego może wracać do domu względnie zadowolona.
  • Team Jayco AlUla – kolejna ekipa, która znalazła się w tej sekcji tylko dzięki wygranej etapowej. Dylan Groenewegen wygrał w Dijon, a poza tym najbardziej widocznym kolarzem australijskiego zespołu był Simon Yates, który ożywił się w 3. tygodniu walcząc w odjazdach i dwukrotnie meldując się na podium etapowym. Ostatecznie Brytyjczyk kończy na 12. miejscu w klasyfikacji generalnej.
  • Arkéa – B&B Hotels – francuski zespół ogólnie nie zachwycił, ale uratowała go jedna rzecz – już 2. dnia Kévin Vauquelin wygrał etap i tym samym rozliczył udział podopiecznych Emmanuela Huberta w Tour de France. Później niestety było już gorzej – Arnaud Démare ledwie dwukrotnie zafiniszował w czołowej „10”, pozostali kolarze też nie zachwycali. Można było odnieść wrażenie, że zespół nie był gotowy na walkę na przestrzeni pełnych trzech tygodni. Tylko czego w sumie więcej oczekiwać po formacji będącej obecnie na prostej drodze do spadku z World Touru?
Występ zgodny z oczekiwaniami:
  • Astana Qazaqstan Team – wiem, że to lekka niekonsekwencja, że francuski zespół zamykał kategorię „powyżej oczekiwań”, kazachski zaś ląduje już tylko w „zgodny z oczekiwaniami”, ale uważam, że Astana poza historyczną wygraną Marka Cavendisha była jeszcze gorsza niż jakikolwiek inny zespół. W sumie w czołowej „5” etapów poza Brytyjczykiem pojawił się tylko Harold Tejada, który był 5. na 2. etapie, a resztę występu zaś najlepiej przemilczeć.
  • Uno-X Mobility – zdaniem wielu Jonas Abrahamsen został obrabowany z tytułu najaktywniejszego kolarza 111. edycji Tour de France i to wydarzenie najlepiej podsumowuje moje odczucia co do występu norweskiej ekipy – ta się starała, walczyła ze wszystkich sił, ale ciągle czegoś brakowało by szczęście uśmiechnęło się do jej kolarzy i finalnie ci kończą bez upragnionej, historycznej wygranej. To, że wyścig był jedynie „zgodny z oczekiwaniami” nie oznacza jednak, że nie chciałbym oglądać Uno-X Mobility na starcie w kolejnych latach – tak aktywnie walczących drużyn potrzeba w wielkich tourach, a starania te kiedyś zostaną wynagrodzone wielkim triumfem.
  • Alpecin-Deceuninck – mimo trzech wygranych etapów występ belgijskiej ekipy oceniam dość przeciętnie – rok temu Jasper Philipsen zgarnął o jeden triumf więcej, a także był wówczas zwycięzcą klasyfikacji punktowej, czego w tym roku nie udało mu się powtórzyć. Pozostali kolarze byli tradycyjnie skupieni wokół Belga, w tym Mathieu van der Poel, który mimo szukania własnych szans wraca do domu z pustymi rękoma.
  • Team Visma | Lease a Bike – miałem dylemat – oceniać holenderską ekipę jako pozytywną niespodziankę, że mimo tylu wypadków, kontuzji i innych problemów zdołała skończyć z 2. lokatą Jonasa Vingegaarda i 8. miejscem Matteo Jorgensona, czy też jednak spojrzeć na zeszłoroczną dominację i ledwie 1 wygrany etap oraz oddanie najwyższego stopnia podium potraktować jako porażkę? Wyciągając średnią uznam po prostu, że był to występ na miarę oczekiwań – te były spore, ale jako tako udało im się sprostać.
  • Israel-Premier Tech – mam mieszane uczucia co do występu tej ekipy – z jednej strony mamy pierwsze w historii miejsce w czołowej „10” klasyfikacji generalnej w wykonaniu Dereka Gee, z drugiej jednak zabrakło mi nieco tej zapowiadanej agresywnej jazdy i włączenia się do walki o wygrane etapowe. Co by jednak nie mówić był to występ całkowicie poprawny i kolejny raz można było zapomnieć, że bliskowschodnia ekipa nie znajduje się obecnie w World Tourze, a na jego zapleczu.
  • Movistar Team – umieszczając hiszpańską ekipę w tej sekcji pewnie podpadnę fanom tej formacji, ale będąc szczerym nie spodziewałem się niczego wielkiego po tym zespole. Była aktywna jazda, walka o koszulkę górala i etapowy triumf. Tym razem zakończyło się to niepowodzeniem, ale byłbym daleki od mocnej krytyki ekipy, która obecnie walczy o utrzymanie w World Tourze.
Występ poniżej oczekiwań:
  • Lidl-Trek – Mads Pedersen po kraksie wypadł z walki o etapy, Giulio Ciccone po tym jak został przed rokiem najlepszym góralem tym razem skupił się na klasyfikacji generalnej, w której koniec końców wypadł z czołowej „10” i zajął 11. miejsce. Dla formacji z podobno czołowym budżetem taki wynik to zdecydowanie za mało, a brak chociażby jednego podium etapowego to jednak coś, co nie przystoi tak renomowanej marce. Występ na minus.
  • INEOS Grenadiers – rok temu Carlos Rodríguez był 5. w klasyfikacji generalnej, w tym roku zapowiadano walkę o poprawę tego wyniku. Jak się skończyło? 7. miejscem, brakiem triumfu etapowego (rok temu takowe zapewnili Michał Kwiatkowski i właśnie Hiszpan), zatem można mówić o pewnym zawodzie. Brytyjska ekipa od lat nie jest już tą, która w latach 2012-19 wygrała 7 z 8 możliwych edycji Tour de France.
  • Cofidis – „mamy najlepszego Francuza” możemy wyczytać w mediach społecznościowych Cofidisu. Cóż, brawo, ale to wasze jedyne osiągnięcie w tym wyścigu. 13. lokata Guillaume Martina ze stratą ponad 43 minut to jednak żadna wielka chluba – inni Francuzi po prostu nie walczyli o klasyfikację generalną. Pojedyncze etapy? Jeszcze gorzej. Cofidis jako jedyna ekipa ani razu nie miał kolarza w pierwszej „5” na jakimkolwiek etapie. Bryan Coquard skupił się za to na lotnych premiach, dzięki czemu był 3. w klasyfikacji punktowej. Występ do absolutnego zapomnienia.
  • Bahrain-Victorious – namiastkę radości bliskowschodniej ekipy mogliśmy zobaczyć dopiero na koniec finałowej czasówki – Santiago Buitrago awansował po niej na 10. miejsce w klasyfikacji generalnej minimalnie ratując reputację swojej ekipy. Ta poza tym wynikiem kończy bez wygranego etapu, ba, z ledwie jednym podium na pojedynczym odcinku – Phil Bauhaus był 2. w Nîmes. Jak na ten budżet, nazwiska i oczekiwania coś poszło wyraźnie nie tak.
  • Decathlon AG2R La Mondiale Team – po fantastycznym Giro d’Italia, gdzie o francuskiej ekipie pisałem całe teksty pochwalne przyszło Tour de France, które okazało się być spektakularną klapą. 4. lokata na 16. etapie w wykonaniu Sama Bennetta to najlepszy wynik tej drużyny, w klasyfikacji generalnej najwyżej był na 14. miejscu Felix Gall. Dla mającego duże ambicje francuskiego zespołu taki występ przed własną publicznością to dramat.
  • Groupama-FDJ – mogę napisać jw. i przejść dalej? A tak na poważnie – podopieczni Marca Madiota ledwie 3-krotnie pojawili się w czołowej „10” etapów i z ich na pozór aktywnej jazdy finalnie nie wynikło zupełnie nic. Brak sprintera, brak lidera na klasyfikację generalną, brak pomysłu – to jeden z gorszych występów jakiegokolwiek zespołu w wielkim tourze jaki potrafię sobie przypomnieć.
  • Red Bull – BORA – hansgrohe – niemiecka ekipa zarobiła podczas tegorocznego Tour de France najmniej pieniędzy spośród wszystkich startujących drużyn i nie ma co się temu dziwić – pomimo wielkich ambicji po kraksach wyścigu nie ukończyli Primož Roglič i Aleksandr Vlasov, a najwyżej sklasyfikowany w klasyfikacji generalnej Jai Hindley zajął dopiero 18. miejsce. Wygrane etapowe? Brak. Otarcie się o tego typu zwycięstwo? Brak. Oby nowy sponsor był cierpliwy, bo ten wyścig to był fatalny falstart.

Wszystko o 111. Tour de France:

Poprzedni artykułDerek Gee po 9. miejscu w generalce: „Starałem się tego nie schrzanić”
Następny artykułMemoriał Andrzeja Trochanowskiego 2024: Norbert Banaszek zwycięzcą
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
5 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Marcin
Marcin

Groupama-FDJ zaliczyła występ -10 w skali 0-10 co się nie zdarza.
Bora tragiczna, ale mieli też pecha.
Gdyby wyłączyć pechowego Madsa Pedersena to Lidl-Trek wypadł przyzwoicie z racji występu Gulio Ciccione, który gdyby nie czasówki to byłby między 7-8 miejscem pokazując się kilka razy w pierwszych dwóch tygodniach jako „najlepszy z ludzi”.
Remco spisał się kapitalnie, quick step całościowo również. Gregario Remco byli druga siła w górach po UAE. Landa zawsze z Remco. O Almeidzie nie ma nawet co gadać. Temu gościowi bym dał i 5 baniek na rok byleby tylko został w mojej ekipie.
Wiele zaskoczeń, wiele pozytywów i wiele rozczarowań.
Dla mnie rozczarowaniem mimo trzech etapów był alpecin. Van der poel poza rozprowadzaniem Philipsena to był na tym turze w trybie niewidzialnym. Sam Philipsen tez rozczarował spychając kolejny raz rywali i jest tez obwiniany za wypadek Pedersena.
Grupama to powinna swój własny artykuł otrzymać „najgorszy występ w historii TdF. Gaudu szykowany na GC, Martinez miał zbierać doświadczenie jako ostatni gregario. Wcześniej kilka świetnych występów Martineza i co ? Obaj po pierwszym etapie po 25 minut w plecy… A potem tłumaczenie że nie nastawiali się na GC… Tak, tak oczywiście…

Bartek Kozyra
Editor
Bartek Kozyra
Reply to  Marcin

Słaby był ten ich występ, to na pewno, ale czytałem rozmowę z Madiotem na Cyclism’actu długo przed wyścigiem i on tam mówił, że nie nastawiają się na „generalkę” z Gaudu – on miał walczyć o zwycięstwa etapowe. To również nie wyszło, nawet nie było blisko, więc zgadzam się z ogólnym wydźwiękiem Twojego komentarza, ale chciałem tylko doprecyzować

Alek
Alek

FDJ występ godny Arkei na Giro 😀 tylko na papierze skład mocniejszy…

Adam
Adam

Umieściłbym UAE Team w kategorii „Występ zgodny z oczekiwaniami”. Czyli miało być 10/10 i jest 10/10. Duże brawa dla Almeidy. Często lekceważąco o nim myślałem, że jest to zawodnik „tylko” na Giro.Największym zaskoczeniem Soudal Quick-Step. Mikel Landa był chyba czwartym góralem wyścigu.
Największe rozczarowanie: INEOS. Serio uważałem, że Rodrigueza stać na podium. Ciekawe czy Bernal się jeszcze podniesie po kraksach?
A! Występ zgodny z oczekiwaniami: Primoż Roglić. Czyli gapiostwo, wożenie się na kole, dwie kraksy i powrót do domu. 🙂

Marcin
Marcin

Jeszcze o nieszczęsnej goupamie… Oni gadali o tym że nie nastawiają się na GC bo ich lider na dzień dobry ma +5 minut na dwóch etapach ITT. Trek też miał.takiego lidera i brakło minuty do top 10. Takiego gaudu to trzeba wziąć na bok i raz na zawsze wytłumaczyć, że GC w TdF nie jest dla niego chyba że liczy na miejsca 5-10. Teksty typu „puścimy w mediach zasłonę dymna by móc wytłumaczyć ewentualną kompromitację w domowym wyścigu.
Martineza podkupi jak team z topu i zrobi z niego super gregario lub nawet zawodnika pod GC, bo widać że na drugiej czasówce nie odstawał od reszty czyli pozycji od 4 w dół. Ale z Groupamy musi gość uciekać czym prędzej.