Tadej Pogačar kontra Jonas Vingegaard i Biniam Girmay kontra Jasper Philipsen – tak w największym skrócie można by podsumować 2. tydzień trwającego właśnie Tour de France. Powyższa czwórka zawodników wygrała wszystkie 6 etapów i zajmuje pierwsze dwie lokaty w odpowiednio klasyfikacji generalnej oraz punktowej.
Po 1. tygodniu, podczas którego byliśmy świadkami kilku niespodzianek i zwycięstw kolarzy z zespołów z dolnej części rankingów, w drugim tygodniu do głosu doszli główni faworyci wyścigu. Po 2 etapy zgarnęli Tadej Pogačar i odrodzony Jasper Philipsen, a do tego po jednym triumfie dołożyli Jonas Vingegaard i dzierżący zieloną koszulkę Biniam Girmay. Podczas gdy w zespołach każdego z nich można było świętować zwycięstwa inni nie mieli tęgich min – poza wyścigiem znaleźli się m.in. Primož Roglič i Aleksandr Vlasov (Red Bull – BORA – hansgrohe), Pello Bilbao (Bahrain-Victorious), Tom Pidcock (INEOS Grenadiers), Fabio Jakobsen i Bram Welten (Team dsm-firmenich PostNL), 3 kolarzy Cofidisu czy Juan Ayuso (UAE Team Emirates).
Tadej Pogačar – Jonas Vingegaard 2:1
Po pierwszym, naprawdę szalonym tygodniu, wszyscy czekaliśmy na etap w Masywie Centralnym oraz 2 odcinki w Pirenejach. To właśnie tam mieliśmy poznać kolejne odpowiedzi na temat tego w jakiej formie są faworyci klasyfikacji generalnej i początkowe wnioski mogły być… nieco mylne.
Tadej Pogačar (UAE Team Emirates) po pięknym ataku na etapie do Le Lioran dał się dogonić Jonasowi Vingegaardowi (Team Visma | Lease a Bike), który następnie dość sensacyjnie pokonał Słoweńca na finiszu. Wydawało się, że Duńczyk wypracował sobie w ten sposób przewagę psychologiczną i większość zakładała, że to obrońca tytułu będzie atakował w Pirenejach by odrobić straty. Rzeczywistość okazała się być jednak odwrotna.
Tadej Pogačar najpierw zadał piękny cios na etapie do Pla d’Adet wykańczając świetną pracę drużyny, a następnie wypunktował zmotywowanego Jonasa Vingegaarda gubiąc go na podjeździe na Plateau de Beille. Nie można jeszcze mówić o nokaucie, bowiem różnica wynosi „tylko” 3 minuty i 9 sekund, ale jednocześnie ciężko sobie wyobrazić by bez poważnego dnia kryzysu Słoweniec miał wypuścić końcową wygraną z rąk. Póki co emocje są ogromne i miejmy nadzieję, że będą takie aż do końca.

Jasper Philipsen powrócił. Biniam Girmay dzielnie się broni
Warto pamiętać, że 2. tydzień Tour de France to były nie tylko 3 górskie batalie faworytów, ale i tyle samo pojedynków między najszybszymi kolarzami w peletonie. 2 z nich wygrał Jasper Philipsen (Alpecin-Deceuninck), który po (łagodnie mówiąc) nieudanym pierwszym tygodniu znów przypomniał kibicom na całym świecie dlaczego był po zeszłym sezonie uznawany za najlepszego sprintera na świecie. Warto przy tym pamiętać o roli Mathieu van der Poela, którego rozprowadzenie na etapie do Saint-Amand-Montrond było po prostu perfekcyjne.
Choć Jasper Philipsen wygrał 2 razy to tytuł króla sprintu po tym tygodniu nie trafił do Belga. Ten cały czas dzierży Biniam Girmay (Intermarché – Wanty), który dołożył do swojego dorobku 3. etapowy triumf w tym wyścigu i z ogromną przewagą prowadzi w klasyfikacji punktowej.

Pechowy jak Primož Roglič
Na temat „pecha”, czyli regularnego wywracania się przez Primoža Rogliča powstał w naszym portalu osobny felieton, zatem napiszę krótko – miało być pięknie, a wyszło jak zawsze. Red Bull – BORA – hansgrohe postawiło wszystko na jedną kartę i najpierw w wyniku kraksy straciło Aleksandra Vlasova, a następnie z wyścigiem pożegnał się także ich główny lider. Szkoda, bo walka Słoweńca z Remco Evenepoelem jakkolwiek powodowałaby emocje w pojedynku o 3. miejsce, którego obecnie nieco brakuje za plecami największej dwójki.
Rekordowe czasy i walka o przetrwanie
Gdy czołówka bije kolejne najlepsze wyniki wszech czasów na podjazdach czy całych etapach (48,82 km/h na odcinku do Pau) niektórzy mogą mieć problem z nadążaniem za najlepszymi. W tym tygodniu 4 zawodników nie zmieściło się w limitach czasu, a wielu walczyło o nie ostatkiem sił ledwo mieszcząc się w ramach czasowych. Peleton 111. edycji Tour de France naprawdę frunie i miło się to ogląda po kilku sennych odcinkach na początku wyścigu.
Surowi sędziowie
Pod koniec 1. tygodnia jury 111. Tour de France zaczęło naprawdę mocno interweniować w sprawie nieczystych zagrywek na finiszach relegując na koniec grupy Phila Bauhausa czy Jaspera Philipsena. W 2. tygodniu sędziowie „utrzymali formę” i nie cofnęli się w swojej walce o czystość końcówek – relegacje na 12. etapie otrzymali 2. na kresce Arnaud Démare (Arkéa – B&B Hotels) i finiszujący nieco niżej Mark Cavendish (Astana Qazaqstan Team), dzień później aż 1500 franków za spowodowanie kraksy otrzymał Maxim Van Gils (Lotto Dstny), a na koniec komisji sędziowskiej nie umknął nieczysty sprint na lotnej premii w wykonaniu Biniama Girmaya, za który również poszły stosowne kary. Ocenianie wszystkich jedną miarą i surowość to coś, co zasługuje na pochwałę.
Piekło uciekinierów
Przy tych wielkich emocjach i walce największych faworytów warto też wspomnieć o tych, którzy nieskutecznie próbowali ich ubiec. Uciekinierzy, bo o nich mowa, po świetnym początku wyścigu, w 2. tygodniu ani razu nie zdołali ubiec peletonu. Polscy kibice mogą trochę żałować, że tak się stało, bo z przodu 3-krotnie w tym tygodniu meldował się jedyny biało-czerwony w tegorocznej edycji, czyli Michał Kwiatkowski (INEOS Grenadiers). 34-latek spędził przed peletonem w sumie około ćwierć tysiąca kilometrów i otrzymał nominację do tytułu najaktywniejszego kolarza tygodnia. Głosować można na Twitterze.
🔃 RT si tu penses que 🇵🇱 @kwiato est le coureur le plus combatif de la semaine passée du #TDF2024. pic.twitter.com/ScAE20xhq9
— Tour de France™ (@LeTour) July 15, 2024
Co nadal przed nami?
Kończąc to podsumowanie warto spojrzeć jeszcze w przyszłość – pełen upałów finałowy tydzień otworzy płaski etap do Nîmes będący ostatnią oczywistą okazją do walki sprinterów. Kolejnego dnia na kolarzy czeka kończący się kilkoma podjazdami odcinek do Superdévoluy, następnie zobaczymy pojedynek uciekinierów z drużynami sprinterów z metą w Barcelonnette. Ostatnie 3 dni to już jazda bez trzymanki – najpierw etap do Isola 2000 poprowadzony przez dach wyścigu, czyli mające szczyt na aż 2798 metrach nad poziomem morza Cime de la Bonette, następnie druga alpejska batalia z metą na Col de la Couillole, a na koniec niemal 34-kilometrowa czasówka z Monako do Nicei, która zakończy 111. edycję Tour de France. Wielkie emocje nadal przed nami!
Wszystko o 111. Tour de France:
- Trasa wyścigu
- Lista startowa
- Plan transmisji telewizyjnych
- Faworyci klasyfikacji generalnej
- Podsumowanie 1. tygodnia
- Najnowsze artykuły










Jeden wielki szwindel.. 6.98 w/kg i o prawie 4 minuty poprawiony rekord pantaniego na Plateau de Beille.
Dorzuciłbym że w 1 tygodniu było mało wycofań, co mocno zrekompensował tydzień 2.