fot. Tour de France™

Po kapitalnych występach w 2. tygodniu Tour de France, Tadej Pogačar znacząco przybliżył się do tego, by stać się pierwszym od 26 lat kolarzem, który sięgnął po dublet Giro d’Italia-Tour de France. Najnowsza historia kolarstwa zdecydowanie nie stoi po stronie jego największego rywala – Jonasa Vingegaarda. Duńczyk nie musi jednak jeszcze porzucać nadziei…

Jeszcze kilka dni temu Jonas Vingegaard miał wiele powodów do optymizmu. Wspaniała pogoń za Tadejem Pogačarem, który na Puy Mary Pas de Peyrol zdecydowanie przeszacował swoje możliwości, a następnie pokonanie Słoweńca na finiszu pozwalało mu odważnie spoglądać w przyszłość. Oczywiście – biorąc pod uwagę bonifikaty, zyskał na tamtym etapie tylko sekundę, ale jego występ zaimponował tak, że wówczas wielu kibiców i część bukmacherów właśnie w nim upatrywała faworyta do końcowego zwycięstwa.

Dziś jednak sytuacja jest zdecydowanie inna. Duńczyk miał w górach udowodnić swoją wyższość nad Tadejem Pogačarem, a tymczasem na niedzielnym etapie, najtrudniejszym pod względem łącznego przewyższenia, stracił do rywala ponad minutę. W połączeniu z jego stratami z soboty i poprzednich 13 etapów, różnica między nim, a Słoweńcem wzrosła już do 3 minut i 8 sekund. To sporo, nawet jeśli trudności się jeszcze nie skończyły. Weekend będzie wyjątkowo pełny wyzwań. Zamiast sprintu na Polach Elizejskich – górska czasówka w Nicei, poprzedzona dwoma bardzo wymagającymi etapami. To wszystko może być jednak za mało. Niestety dla Duńczyka, w tym wieku…

Nikt nie odrobił jeszcze takiej straty!

Już 23 pełne edycje Wielkiej Pętli rozegrano w tym stuleciu i tylko pięciokrotnie kolarz, który prowadził po 15. etapie, nie wygrał całego wyścigu. Na domiar złego, aż dwóch spośród tych czterech “nieszczęśników”, po drugim tygodniu wcale nie uchodziło za faworyta do wygrania całego wyścigu – ba! Ich wygraną nawet po piętnastu udanych dniach trzeba byłoby uznać w najlepszym wypadku za sporą niespodziankę, jeśli nie sensację.

Chodzi oczywiście o dwóch Francuzów – Thomasa Voecklera i Juliana Alaphilippe’a. Obaj przez kilkanaście dni dawali swoim rodakom nadzieję, że w końcu doczekają się oni na pierwszego od czasów Bernarda Hinaulta zwycięzcy największego rodzimego wyścigu. Obaj walczyli dzielnie – Alaphilippe nawet zajął 2. miejsce na etapie z metą na Col du Tourmalet. Obaj ostatecznie zajęli miejsce w czołowej “10” wyścigu, ale do zwycięstwa dużo im zabrakło.

Prawda jest bowiem taka, że żaden z nich nie był nigdy kolarzem na wielkie toury. Voeckler to typowy górski harcownik, wygrywający pojedyncze etapy, zazwyczaj  bez szans w starciach z braćmi Schleckami czy Alberto Contadorem (akurat Contadora w 2011 roku pokonał). Z kolei Alaphilippe regularnie bywał najlepszym klasykowcem na świecie, ale do miana najlepszego górala nie zbliżył się nigdy. A jakim cudem znaleźli się tak wysoko po dwóch tygodniach? Voeckler znalazł się w odpowiedniej ucieczce dnia, zaś Alaphilippe wykorzystał swoją niewiarygodnie dobrą formę i wcale nie najtrudniejsze pierwsze dwa tygodnie wyścigu.

No dobrze, a co, jeśli chodzi o trzy pozostałe przypadki? Tu Vingegaard również raczej nie może znaleźć pocieszenia. Wspomniana trójka to: Primož Roglič, Frank Schleck i Michael Rasmussen. Pierwsi dwaj wychodzili jednak na ostatnią prostą z wyjątkowo niewielką przewagą nad rywalami. Roglič miał 59 sekund przewagi nad Pogačarem, a Schleck 49 nad Sastre (a jeszcze mniejszą nad swoim bratem i Cadelem Evansem). Bliżej obecnej sytuacji Pogačara był Rasmussen, tylko że rodak Vingegaard wcale nie roztrwonił przewagi. Z wyścigu wycofała go ekipa, obawiająca się, jak się później okazało – słusznie, dopingowego zamieszania z jego udziałem.

Na koniec warto jeszcze wspomnieć o Floydzie Landisie. W 2006 roku Amerykanin owszem prowadził po 15 etapach, ale w wyniku gigantycznego kryzysu po dniu przerwy spadł na 11. miejsce w “generalce”. Ostatecznie jednak całą, ośmiominutową stratę udało mu się odrobić i na Polach Elizejskich to on przez chwilę cieszył się ze zwycięstwa. Przez chwilę, ponieważ Landis nie jest dla kolarza Visma | Lease a Bike żadnym wzorem do naśladowania. Krótko po wygraniu tamtego wyścigu, został zdyskwalifikowany za doping. Cała pogoń okazała się wynikiem oszustwa.

A jak wyglądało to w pozostałych przypadkach? Zobaczcie sami!
Rok Lider Pretendent Po drugim tygodniu Na koniec
2024 Tadej Pogačar Jonas Vingegaard 03:09 ?
2023 Jonas Vingegaard Tadej Pogačar 00:10 07:29
2022 Jonas Vingegaard Tadej Pogačar 02:22 02:43
2020 Primož Roglič Tadej Pogačar 00:40 -00:58
2019 Julian Alaphilippe Egan Bernal 02:02 -04:05
2018 Geraint Thomas Tom Dumoulin 01:50 01:51
2017 Chris Froome Rigoberto Uran 00:29 00:54
2016 Chris Froome Romain Bardet 04:04 04:05
2015 Chris Froome Nairo Quintana 03:10 01:12
2014 Vincenzo Nibali Jean-Christophe Peraud 06:08 07:37
2013 Chris Froome Nairo Quintana 04:20 05:47
2012 Bradley Wiggins Chris Froome 02:05 03:21
2011 Thomas Voeckler Cadel Evans 02:06 -03:20
2010 Alberto Contador* Andy Schleck 00:08 00:37
2009 Alberto Contador Andy Schleck 02:26 04:11
2008 Frank Schleck Carlos Sastre 00:49 -04:28
2007 Michael Rasmussen Alberto Contador 02:23 nu
2006 Floyd Landis Oscar Pereiro 00:10 00:57
2005 Lance Armstrong* Ivan Basso 02:46 04:40
2004 Lance Armstrong* Andreas Kloden 03:22 06:19
2003 Lance Armstrong* Jan Ullrich 01:07 01:01
2002 Lance Armstrong* Joseba Beloki 04:21 07:17
2001 Lance Armstrong* Jan Ullrich 05:05 06:44
1990 Claudio Chiappucci Greg Lemond 02:24 -02:16
1987 Charly Mottet Stephen Roche 02:33 -6:40
1958 Vito Favero Charly Gaul 10:41 -3:10
1956 Wout Wagtmans Roger Walkowiak 04:27 -10:59
1955 Antonin Rolland Louison Bobet 04:53 -13:18
1953 Jean Mallejac Louison Bobet 03:13 -14:18
1949 Fiorenzo Magni Fausto Coppi 14:16 -42:10
1947 Rene Vietto Jean Robic 08:08 -15:23
Legenda
*przy kolarzu oznacza, że najpierw udało mu się wygrać wyścig, a następnie stracił ten sukces, gdy okazało się, że osiągnął go, sięgając po niedozwolone środki. Nie kwestionuję słuszności tych decyzji UCI, jednak uznałem, że badając przebieg wyścigu, nie mogę udawać, że kolarze później z niego zdyskwalifikowani, w ogóle w nim nie jechali. W końcu ich rywale nie mogli wiedzieć, jakie będą późniejsze decyzje sportowych organów i układając taktykę na każdy kolejny etap brali ich pod uwagę dokładnie tak samo, jak każdego kolejnego konkurenta.
Lider – lider klasyfikacji generalnej po 15 etapach
Pretendent – jeśli “lider” utrzymał prowadzenie do końca wyścigu – drugi kolarz klasyfikacji generalnej po zakończeniu ostatniego etapu. Jeśli “lider” stracił prowadzenie, kolarz nazwany przeze mnie “pretendentem”, został jego zwycięzcą
Po 15 etapach – przewaga lidera nad pretendentem po 15 etapach
Na koniec – przewaga lidera nad pretendentem na koniec wyścigu. Jeśli wartość jest ujemna, oznacza stratę

 

A jak było wcześniej?

Owszem, da się zauważyć delikatną tendencję, według której, im głębiej kopiemy w kolarskiej historii, tym większe różnice da się zauważyć pomiędzy poszczególnymi zawodnikami. I tym większe różnice okazywały się możliwe do odrobienia! Jednak nawet pomimo tego faktu, kolarzom bardzo rzadko udawało się odrobić różnicę większą niż 3 minuty.

Jeśli już się to przytrafiało, to w bardzo określonych okolicznościach. W 1984 roku Vincent Barteau miał 10 minut przewagi nad swoim zespołowym kolegą – Laurentem Fignonem. Było jednak jasne to, że gdy peleton wjedzie w duże góry, Barteau straci koszulkę i tak się stało. Wyścig zakończył na 28. miejscu. Kolejnych wielkich tourów zazwyczaj nie kończył, a jeśli już, to na odległych lokatach, poza czołową “90”.

Tak naprawdę, z najbardziej spektakularnymi pogoniami mieliśmy do czynienia na przełomie lat 80. i 90. Najpierw w 1987 Stephen Roche w trzecim tygodniu odrobił do Charly’ego Motteta 2 minuty i 33 sekundy, zaś trzy lata później Greg Lemond wygrał, choć po 15. etapach tracił do Claudio Chiappuciego 2:24. Jak nietrudno zauważyć, w obu przypadkach różnica między liderem, a późniejszym zwycięzcą wynosiła mniej niż ta, z którą mamy do czynienia w tym roku.

Żeby dotrzeć do czasów, w których odrabianie takich strat było normą, trzeba cofnąć się aż do lat 50. W epoce, której większość z nas nie ma prawa pamiętać, kolarze potrafili tracić przewagi zdecydowanie większe, niż ta, którą obecnie ma Pogačar. I wcale nie chodzi o zawodników pokroju Barteau, lecz czołowych górali swoich czasów, z Raphaelem Geminianim, Fiorenzo Magnim i Rene Vietto na czele. Czasem w grę wchodził pech, czasem wspomagany amfetaminą geniusz innego zawodnika – patrz Charly Gaul*, czasem kilka zebranych razem czynników. Tak czy inaczej, obecne czasy naprawdę trudno porównywać z tamtymi.

*Luksemburczyk jeszcze w czasie kariery przyznawał się do tego, że wspomaga się amfetaminą w czasie swoich startów. Zawodnicy generalnie bardzo lubili w tamtych czasach opowiadać w wywiadach o zbawiennym wpływie, jaki narkotyk ma na ich występy – więcej na ten temat w podlinkowanym już wyżej artykule o Charlym Gaulu.
Czy na pawno jest już pozamiatane?

Ta krótka lekcja historii nie ma przesądzać losów duńsko-słoweńskiej rywalizacji. Ma jedynie pokazać w przybliżeniu, z jak dużym wyzwaniem musi mierzyć się Vingegaard, jeśli chce po raz trzeci z rzędu wygrać Tour de France. Widać wyraźnie, że odrobienie przez niego strat będzie historycznym wyczynem. Tym bardziej, że ani Vietto, ani Geminiani, ani nawet Magni, nie byli postaciami pokroju Tadeja Pogačara. Palmares dwóch pierwszych jest gorsze niż choćby Richarda Carapaza.

Ale czy sam fakt, że atakowanym kolarzem jest akurat Słoweniec powinien Vingegaarda szczególnie martwić? Tadej Pogačar to kolarz, który rok temu, po wielu dniach całkowicie równorzędnej rywalizacji z Duńczykiem potrafił w dwa dni stracić do niego ponad 7 minut. To także zawodnik, który po perfekcyjnym 1. tygodniu Tour de France 2022, na początku drugiego stracił do Vingegaarda 3 minuty podczas jednej wspinaczki! 

Rok temu wpływ na jego występ miała kontuzja odniesiona podczas Liege-Bastogne-Liege – to teza, którą łatwo obronić. Tylko że w 2022 jego przygotowania przebiegały zgodnie z planem, a on i tak potrafił na Col du Granon przegrać zdecydowanie, z Davidem Gaudu, Romainem Bardetem i Nairo Quintaną, choć ci wcale nie jechali w ucieczce dnia. Ta trójka po prostu go wyprzedzała na kolejnych kilometrach podjazdu. Mocna ekipa, którą dysponowało Jumbo-Visma, mogła być usprawiedliwieniem porażki z Vingegaardem, ale nie dwuminutowej straty do doświadczonego Kolumbijczyka. Albo 3-minutowej straty do Hindleya na mecie w Courchevel w zeszłym roku!

Tym razem może być jednak inaczej. W tym roku to Pogačar dominuje w górach nad Vingegaardem w sposób, jakiego do tej pory nie znaliśmy. Wokół siebie ma drużynę mocniejszą niż kiedykolwiek wcześniej, co oznacza, że łatwiej jest mu kontrolować sytuację. Wszystko ułatwia też fakt, że Visma | Lease a Bike nie dysponuje narzędziami do tego, by zmaksymalizować prawdopodobieństwo jego kolejnego kryzysu. To nie historia, powoduje, że 27-latek nie jest faworytem tej batalii, a zwykły obraz aktualnej sytuacji.

Vingegaard jest zatem w ekstremalnie trudnym położeniu. Aby odrobić straty, musi wspiąć się na absolutny szczyt swoich możliwości. Jeśli mu się to uda – będziemy mieli do czynienia z remontadą na miarę Vincenzo Nibalego czy Chrisa Froome’a z Giro d’Italia. Jeśli nie –  do historii przejdzie Tadej Pogačar, który przerwie w ten sposób najdłuższe w historii kolarstwa oczekiwanie na dublet. Tak czy inaczej wygrani będziemy my – fani kolarstwa, ponieważ niezależnie od scenariusza, zobaczymy rzeczy, które będziemy wspominać przez wiele lat.

Poprzedni artykułDwójkowe pojedynki – podsumowanie 2. tygodnia Tour de France 2024
Następny artykułNajpierw emocje, później sens – recenzja 2. sezonu Tour de France: W sercu peletonu
Bartek Kozyra
Magister politologii, ale bardziej niż polityka pasjonuje go sport. Trenował kolarstwo w Krakusie Swoszowice i biegi średnie w Wawelu Kraków, ale ulubionego sportowego wspomnienia dorobił się startując na 60 metrów w Brzeszczach. W 2017 roku na oczach biegnącej chwilę wcześniej Ewy Swobody wystartował sekundę po wystrzale startera, gdy rywale byli daleko z przodu. W pisaniu refleks również nie jest jego mocną stroną, ale stara się nadrabiać jakością. W liceum wygrał finał międzyklasowego turnieju z drużyną Kacpra Krawczyka.
guest
9 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
marcin
marcin

ciekawe

Marcin
Marcin

A może Pogacar powtórzy wyczyn Basso z Giro 2005? To byłoby coś bardziej spektakularnego jak zeszłoroczne Col de la Loze czy Granon z 2022. Będzie się działo, to wiemy na pewno!

Szparek
Szparek

Jonas żeby odrobić tę stratę do Tadka będzie musiał wciągać koks jak odkurzacz

Marcin
Marcin

Szparki, nie pisz tak dosłownie, to się wielu tutaj nie podoba. Ja jestem bardzo sceptyczny względem obecnych osiągnięć kolarzy. To tak jakby przebiec setkę w 8,75. …a może im cały czas na podjazdach wiatr w plecy wieje? Wyjaśnień może być dużo.

pio
pio

Zacytuję dzisiejszy news:

Trudny dzień dla polskiego sportu. Najpierw pojawiły się doniesienia, niestety wkrótce potwierdzone, o znalezieniu dopingowej substancji w organizmie Doroty B., kajakarki, naszej nadziei medalowej na igrzyska olimpijskie w Paryżu.
Zawodniczka została zawieszona, grożą jej aż cztery lata dyskwalifikacji. Jedyną nadzieją jest inny wynik w badaniu próbki B, co jednak zdarza się niezwykle rzadko.

Podobnie z Norbertem K. skok wzwyż – a to gra tylko o 2 czy 3 centymetry
No coś smutnego się dzieje w …. innych dyscyplinach sportu 🙂

Mnie przeraża milczenie fanów kolarstwa – wstydu nie macie !!!!!

Don-ww
Don-ww

Do Pio . Zanim rzucisz ciężkie oskarżenie najpierw udowodnij , same domysły nie wystarczą . Pogacar , Evenopoel to złote dzieci , wybijające się zdecydowanie na tle rówieśników . Sugrujesz , że brali od młodzika ?

Robert
Robert

Bartek Kozyra – W sumie to bardzo przykre, że tylko do kolarstwa przylgneła łatka dopingu. Zwłaszcza, że tak naprawdę stało się to tylko dlatego, że kolarstwo zawsze było najbardziej restrykcyjne pod względem kontroli. W żadnej innej dyscyplinie zawodnicy nie są badani tak często, już tym bardziej że są kontrolowani poza wyścigiem. Jestem niemalże pewien, że w tych najciemniejszych dla kolarstwa czasach doping był powszechny w każdej dyscyplinie, tylko tutaj najczęściej był wykrywany. Oczywiście tutaj też daje jedne z największych korzyści. Moja tezę potwierdza wielka rosyjska afera…
Kolarstwo też zrobiło najwięcej w kwestii walki z dopingiem. Pogacar sprawdzany jest każdego dnia i nie ma podejrzeń żeby coś było nie tak więc nie ma tematu… Zresztą na innym portalu można znaleźć jego wypowiedzi o tym jak bardzo kolarstwo się zmieniło i skąd są takie wyniki.
https://rowery.org/2024/07/16/tour-de-france-2024-tadej-pogacar-generowalem-najlepsza-moc-w-karierze/

asdadad
asdadad

Doping i tyle, powinni to zalegalizować i tyle. Uczciwe zawody to są na szczeblach lokalnych, gdzie do wygrania jest tyle co nic :).