fot. Marta Wiśniewska / Naszosie.pl

Może stwierdzenie, że zwycięstwo Tadeja Pogačara w tegorocznej edycji „wyścigu spadających liści” odbyło się w cieniu pożegnania „Rekina z Messyny” i „El Bali” to przesada, ale nie da się ukryć, że było to bardzo ważne wydarzenie. Były radość, emocje, łzy i wyrazy wdzięczności. Oto, co na mecie w Como mieli do powiedzenia obaj wspaniali (byli już) kolarze. 

Vincenzo Nibali

Zacznijmy od Nibaliego, bo to w końcu on był u siebie. Wielkie święto przepełnione nutą smutku rozpoczęło się już rano, w Bergamo. Nibali wraz z Valverde jako ostatni podpisali listę startową, aby można było odpowiednio ich uczcić. Sycylijczyk zatrzymywał się, rozdawał autografy, robił sobie zdjęcia, zamieniał z niektórymi kilka słów. Na mecie w Como z kolei przyszedł do strefy mieszanej, by udzielić wywiadu.

– Będę za tym tęsknił, ale nie ma odwrotu. Moja kariera dobiegła końca

– mówił, a tuż obok niego znajdowała się rodzina – żona, córka oraz jego rodzice, którzy specjalnie na tę okazję przyjechali z Sycylii do Como. Po drodze „Rekin” mógł cieszyć się owacjami, dopingiem i wyrazami wielkiej wdzięczności za to, co zrobił dla włoskiego kolarstwa.

– Cieszyłem się każdym kilometrem – od Bergamo do Como. Dzisiaj był wyjątkowy dzień. Emocjonujące było widzieć tych wszystkich kibiców stojących przy trasie.

Pomimo atmosfery święta, Nibali chciał się ścigać, jednak w jego aktualnej dyspozycji nie mógł zrobić nic więcej.

– Ściganie było bardzo ciężkie, szybkie – nawet trudniejsze niż w tych edycjach, które wygrałem. Cierpiałem na Civiglio, a potem za to zapłaciłem. Nie mogłem zrobić nic więcej, więc nie żałuję.

Zgodnie z tym, co Nibali powiedział w wywiadzie dla portalu Cyclingnews.com, będzie pełnił rolę ambasadora w nowo konstruowanej ekipie przez menadżera byłej drużyny Dimension Data Douglasa Rydera, który ma również własną markę odzieżową. Ponadto Włoch zapewniał, że rower nadal będzie obecny w jego życiu.

– Może nie będę jeździł w niedzielę, ale na pewno już niebawem wyjdę na jaką przejażdżkę. Patrzę w przyszłość, na to, co mogę zrobić przez resztę życia. Nie zamierzam oglądać się za siebie

– dodał na zakończenie.

fot. Marta Wiśniewska / Naszosie.pl

Alejandro Valverde

Gdy kończył się wyścig, stałam dość daleko za linią mety – tam, gdzie zbierają się masażyści. Słyszałam, jak spiker mówi, że Valverde finiszuje, a że było to zaraz po tym, jak wjechali Pogačar i Mas, to wiedziałam, że Lombardię ukończył wysoko. Zaraz potem zobaczyłam po raz ostatni Hiszpana jako zawodowca. Jak tylko wyhamował, oblegli go dziennikarze, by na gorąco zebrać jego wypowiedzi. Chwilę później przyszedł do strefy mieszanej, gdzie spokojnie usiadł na postawionym krześle i z uśmiechem rozmawiał z mediami.

– Nie jest mi smutno – czuję radość. Cieszę się, że zakończyłem 21-letnią karierę kolarską i że mogę świętować wiele różnych sukcesów. Teraz trzeba oddać pole młodszym, którzy – miejmy nadzieję – także uczynią kolarstwo wielkim. Jedynie trochę smucę się z tego powodu, że odchodzę będąc w tak dobrej dyspozycji. Przy okazji gratuluję Pogačarowi i Enricowi, który dziś ponownie był bardzo dobry. Jechaliśmy na full gas i fajnie, że zajął drugie miejsce

– mówił Valverde i za chwilę – podobnie jak w przypadku Nibalego – dołączyła do niego żona z dziećmi, w tym z najmłodszą, niedawno urodzoną córką. Valverde powiedział do jednego ze swoich starszych synów: „Co za dzień, co?”.

fot. Marta Wiśniewska / Naszosie.pl

Rzeczywiście, absolutnie wyjątkowy.

Z Como Marta Wiśniewska

 

guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
Pat
Pat

łezka się kręci