Team DSM

Zwycięstwem Thymena Arensmana zakończył się 15. etap Vuelta a Espana. Kolejny, choć niewielki, zysk czasowy, zanotował Primoz Roglic.

Chcieliście kiedyś wjechać na Rysy na rowerze? Piętnastego dnia ścigania podobne wyzwanie, przynajmniej pod względem osiągniętej wysokości końcowej, podjął peleton Vuelta a Espana. Celem jego podróży było Alto Hoya de la Mora – ponad 20-kilometrowy podjazd o średnim nachyleniu wynoszącym 7 procent. Meta znajdowała się natomiast, podobnie jak najwyższy polski szczyt, powyżej 2 500 m n.p.m. Rzecz jasna to właśnie tam znajdował się dach wyścigu.

Profil etapu:

Zdjęcie

Pokonanie go przed wszystkimi rywalami było nie lada gratką, więc nic dziwnego, że w ucieczkę dnia zabrało się blisko 30 kolarzy. Wśród nich znaleźli się dwaj pretendenci do tytułu króla ucieczek – Jay Vine i Richard Carapaz. Australijczyk wygrał dwa etapy w pierwszym tygodniu, Ekwadorczyk dokonał tego samego w drugim. Obaj celowali w etapowy triumf, choć w tle toczyła się też walka o koszulkę najlepszego górala, w której, z 14 punktami przewagi nad Carapazem prowadził Vine.

Razem z nimi w odjeździe znaleźli się również inni znakomici wspinacze z Thymenem Arensmanem, Louisem Meintjesem, Brandonem McNultym czy jadącym ostatni wielki tour w karierze Vincenzo Nibalim. Towarzyszył im także Mads Pedersen, który mimo olbrzymiej, wynoszącej blisko 200 oczek, przewadze w klasyfikacji punktowej, wciąż walczył o powiększenie różnicy.

Skład ucieczki:
obr. Pro Cycling Stats

W tej całej wyliczance zabrakło Lawsona Craddocka, a to właśnie on swoim atakiem na 80 km przed metą delikatnie pokrzyżował plany duńskiego mistrza świata z 2019 roku. Amerykanin utrzymał się bowiem przed pozostałymi uciekinierami na tyle długo, że na lotnej premii w Granadzie Pedersen mógł walczyć jedynie o drugie miejsce – zresztą z powodzeniem, dzięki czemu zainkasował 17 oczek.

Ani jednego punktu w „swojej” klasyfikacji nie zamierzał odpuszczać natomiast Vine, dlatego gdy kolarze znaleźli się odpowiednio blisko Alto del Purche, zaatakował, dogonił Amerykanina i sięgnął po pełną pulę. W tamtym momencie przewaga nowopowstałej dwójki wynosiła ponad 4 minuty nad peletonem i około 40 sekund nad grupą goniącą.

Druga z wymienionych różnic szybko zaczęła spadać i w końcu, na 27 km przed metą z dwójki zrobiła się 13-osobowa czołówka, w której znaleźli się, oprócz Vine’a i Craddocka: Arensman, Vervaeke, Tiberi, Soler, Carapaz, Meintjes, De la Cruz, Mader, Hindley, Reichenbach, Uran i Masnada. Zabrakło za to m.in. dwóch kolarzy Jumbo-Visma – Oomena i Dennisa, którzy szybko wrócili do peletonu i u stóp ostatniego podjazdu zaczęli nadawać w nim tempo.

Czekając na atak Roglica

Choć kolarze holenderskiej ekipy (nie tylko dwaj wymienieni, ale też przede wszystkim Chris Harper) narzucili mordercze tempo, które sprawiło, że daleko z tyłu zostawali kolejno Almeida, Ayuso i Rodriguez, to Evenepoela zgubić się nie udało. Po Belgu właściwie nie było widać zmęczenia. Grupa, w której oprócz dwóch najlepszych kolarzy wyścigu, znajdowali się także Landa, Lopez, Mas i O’Connor, stopniowo doganiała kolejnych uciekinierów.

Na to, że nie spotka go podobny los liczył Marc Soler. Hiszpan zdecydował się na atak 23 km przed metą i 5 km później miał już 40 sekund przewagi nad grupą goniącą. Grupa lidera jechała wówczas 2 i pół minuty za nim. Podczas gdy wszyscy liczyli na atak Roglica, na czoło wyszedł Evenepoel, a Słoweniec osunął się na ostatnią pozycję w grupce.

Lider pracował aż nie zmienił go… zespołowy kolega – Vervaeke, pełniący rolę stacji przekaźnikowej. Podobnie jak Carapaz. Ekwadorczyk został z ucieczki, by wspierać Rodrigueza, jadącego wtedy wraz z Ayuso (a potem również Almeidą, który zdołał do nich dołączyć) – młodzi Hiszpanie tracili do grupy lidera 30 sekund. Praca mistrza olimpijskiego pomogła im stopniowo ją zmniejszać. Na 10 km przed metą wynosiła już jedynie 14 sekund.

Nieoczekiwany obrót spraw

Wtedy jednak na atak zdecydował się Lopez. Superman został w zasadzie… zignorowany przez Vervaeke i Evenepoela. Podobnie następujący kilkanaście sekund później atak Masa. Lider wyścigu, który szybko został opuszczony przez swojego zmęczonego kompana, znów miał problemy. Tyle że Roglic nie potrafił ich wykorzystać.

Mas i Lopez – dwaj kolarze, którzy dość mocno poróżnili się podczas poprzedniej Vuelty, połączyli siły. Towarzyszył im pomocnik Kolumbijczyka – De la Cruz, a więc kolejna stacja przekaźnikowa, która miała dziś do odegrania swoją rolę. Około 20 sekund za nimi Evenepoel starał się nadawać mocne tempo pogoni, w której obok niego wciąż pozostawali O’Connor i Roglic.

Pomimo wyraźnego przyspieszenia, strata Masa i Lopeza do jadącego samotnie na czele kolarza na 5 km przed metą wciąż wynosiła dużo ponad minutę. Drugie zwycięstwo Solera? Nie tym razem. Hiszpan osłabł i w roli prowadzącego wyścig zluzował go Arensman, marzący o pierwszym wielkotourowym zwycięstwie w karierze.

Jego szanse zwiększało to, że topór wojenny między Masem i Lopezem nie został wcale zakopany. A przynajmniej tak to wyglądało, ponieważ obaj panowie wyraźnie nie mogli się dogadać co do tempa, którym powinni jechać. Zaczęło się machanie rękami, niechętne dawanie zmian… niemniej, niezależnie od wszystkiego, przewaga nad Evenepoelem wciąż utrzymywała się na poziomie około 30 sekund.

W końcu próbę zyskania czasu nad Belgiem podjął Roglic, który zaatakował, zabrał ze sobą O’Connora, a lidera zostawił z tyłu. Dało mu to jednak zaledwie 15 sekund zysku – do odrobienia wciąż zostaje półtorej minuty.

Wyniki 15. etapu Vuelta a Espana:

Results powered by FirstCycling.com

guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
wowix
wowix

„Meta znajdowała się natomiast, podobnie jak najwyższy polski szczyt, powyżej 2 500 m n.p.m.” Wymyślacie nową geografię? Polski wierzchołek Rysów ma oficjalnie 2499 m (ostatnie pomiary wskazują, że jest to bliżej 2500 m, ale to wciąż nie jest ponad 2500 m i nie zmieniono map ani podręczników geografii). Środkowy w całości słowacki wierzchołek ma 2501 m, ale z pewnością nie jest to „najwyższy polski szczyt”.