fot. ASO / Charly Lopez

Dania długo musiała czekać na możliwość zorganizowania Grand Depart Wielkiej Pętli, ale kiedy już do tego doszło, była gotowa. Dziś, tradycyjną paradą ze startem i metą w Paryżu, zakończy się 109. edycja Tour de France, która miała barwy czerwieni, bieli i dzieł sztuki, zręcznie wkomponowanych w koszulki kolarzy Jumbo-Visma. Dla sprinterów były to trudne trzy tygodnie, ale to oni powinni odegrać ostatni akord na zalanych słońcem Polach Elizejskich. Chyba że…

Ostatni etap Wielkiej Pętli, przez wielu nazywany procesją, w tym roku ma wymiar 115,6 kilometra i kształt niedomkniętej pętli z początkiem i końcem w Paryżu. Start w zbudowanej ze stali i szkła dzielnicy La Défense sprawi, że już z kilometra zero dojrzeć będzie można Łuk Triumfalny, ale przed wjazdem na słynną rundę peleton zahaczy o południowo-zachodnie przedmieścia stolicy Francji, Wersal i ostatnią już premię 4. kategorii na Cote de Pave des Gardes (1,3 km, śr. 6,5%). W kontekście klasyfikacji górskiej niczego ona nie zmieni, ale pozwoli zapisać na liście jeszcze jedno nazwisko, wypłacić jeszcze jedną nagrodę i odegra rolę dominanty odcinka, który łącznie liczy 748 metrów przewyższenia.

Wszystko, co istotne jest z punktu widzenia czysto sportowej rywalizacji, będzie miało miejsce po wjeździe na liczącą 6800 metrów rundę, która pokonana zostanie ośmiokrotnie. Uczestnicy 109. edycji Tour de France po raz pierwszy przejadą przez linię mety 54,5 kilometra od finiszu na Polach Elizejskich, po czym tradycyjnie przemkną obok Łuku Triumfalnego, Jardin des Tuileries, Place de la Concorde i niewzruszonej Joanny d’Arc.

Podobnie jak w ubiegłym roku, linia mety została przesunięta 300 metrów dalej w stosunku do ostatniej szykany przy Place de la Concorde. Przynajmniej na papierze oznacza to nieco mniejsze znaczenie pozycji sprinterów w tym zakręcie i niewielką korzyść dla tych z nich, którzy potrafią generować wysoką moc na nieco dłuższym odcinku.

Oto, co na temat 21. etapu 109. edycji Tour de France napisaliśmy przed rozpoczęciem wyścigu:

Etap 21, 24 lipca: Paryż (La Défense) > Paryż (Champs-Élysées, 115,6 km)

Tegoroczna parada zamknięcia poprowadzi z pełnej szkła dzielnicy La Défense na położone w tej samej osi Pola Elizejskie, przy okazji zahaczając o Wersal i pozostałe obligatoryjne atrakcje – w tym górską premię 4. kategorii.

Najważniejsze tego dnia tradycyjnie będą żółta koszulka, szampan i królewski sprint w samym sercu Paryża.

Pogoda

To była jedna z najszybszych i najgorętszych edycji Wielkiej Pętli, a jej ostatnia niedziela nie będzie wyjątkiem. W czasie 21. etapu Tour de France uczestnikom towarzyszyć będzie temperatura sięgająca 33 stopni Celsjusza, ale odczuwalna może być jeszcze wyższa – ze względu na wpływ miejskiej zabudowy.

Faworyci

Tegoroczny Tour de France to również kolejny dowód, jak nieprzyjazne sprinterom stało się kolarstwo szosowe w ciągu ostatnich kilku lat. Mimo wszystko można jednak zakładać, że jeden z ich ważniejszych bastionów nie runie po raz pierwszy od 2005 roku, a na Polach Elizejskich zobaczymy klasyczny pojedynek najszybszych kolarzy zawodowego peletonu.

Ucieczka dnia, jedyna bardziej desperacka od tej z trasy Milano-Sanremo, oczywiście uformuje się po wjeździe na rundę w Paryżu. W powodzenie tej akcji nie będą wierzyć nawet jej uczestnicy, jednak nikogo przesadnie nie zaskoczy, jeśli w tego rodzaju ofensywie ostatni raz zaprezentują się Alexis Gougeard (B&B Hotels-KTM), Fred Wright (Bahrain Victorious), Quinn Simmons (Trek-Segafredo), Benjamin Thomas (Cofidis) czy Matteo Jorgenson (Movistar) – podkreślając w ten sposób swoją aktywną jazdę na przestrzeni minionych trzech tygodni.

Wszystko, co najważniejsze, rozegra się jednak na ostatnim okrążeniu, kiedy ustawią się pociągi rozprowadzające sprinterów, a oni sami walczyć będą o pozycje przed jednym z najbardziej prestiżowych pojedynków.

Kto zachował najwięcej sił po trzech tygodniach rywalizacji w upale i trudnym terenie? Kogo nie przytłoczy presja związana z możliwością sięgnięcia po jeden z najcenniejszych triumfów w dorobku każdego sprintera? Komu sprzyjać będzie szczęście, otwierając drogę do sukcesu po wyjściu na finałową prostą?

Ostatni etap ubiegłorocznej edycji Tour de France był świętem Tadeja Pogacara (UAE Team Emirates) i wyczekiwanym triumfem Marka Cavendisha (Quick-Step Alpha Vinyl), którego nie było – wykradzionym przez Wouta van Aerta (Jumbo-Visma) w wyjątkowo spektakularnym stylu. W promieniach zachodzącego nad Paryżem słońca realizator uchwycił jednak jeszcze jeden kadr: Jaspera Philipsena (Alpecin-Deceuninck) płaczącego nad kieliszkiem szampana po tym, jak kolejny raz zajął drugie miejsce.

Choć nie bez falstartów, w tym roku 24-letni Belg sięgnął w końcu po swój pierwszy etapowy triumf w Wielkiej Pętli, relatywnie łatwo pokonał wszystkie górskie odcinki, a w ostatnich dniach sprawiał wrażenie najbardziej dynamicznego z pozostających w stawce sprinterów. Może też liczyć na solidne wsparcie pozostałych zawodników Alpecin-Deceuninck, co łącznie powinno dawać Philipsenowi duże nadzieje na odniesienie pięknego zwycięstwa na Polach Elizejskich.

Dylan Groenewegen (BikeExchange-Jayco) stworzony jest do tego typu sprintów i ma do dyspozycji bardzo silną drużynę. Fabio Jakobsen (Quick-Step Alpha Vinyl) bledł z upływem kolejnych dni i stracił niezastąpionego Michaela Morkova, ale powinien być w stanie zmobilizować się na ostatnie 60 kilometrów tak ważnego etapu. Dzisiejsze popołudnie będzie też ostatnią szansą na uratowanie Touru przez pechowego w tym roku Caleba Ewana (Lotto Soudal), choć desperacja rzadko bywa dobrym doradcą w tego rodzaju rozgrywkach.

Wout van Aert (Jumbo-Visma), pomimo całej swej wielkości, nie powinien okazać się w niedzielę szybszy od kolarzy pokroju Jaspera Philipsena, Dylana Groenewegena, Fabio Jakobsena czy Caleba Ewana. Wszyscy to wiemy i to samo napisaliśmy przed rokiem. Wiemy też jednak, że końcówka na Polach Elizejskich – szczególnie w wariancie przedłużonym – nie należy do łatwych i może sowicie wynagrodzić zawodnika, który odważy się otworzyć nieco wcześniej, a następnie zdoła wytrzymać długi sprint. Van Aert jest do tego zdolny, jeśli tylko zechce.

Na oku warto też mieć Alberto Dainese (Team DSM) i Madsa Pedersena (Trek-Segafredo). Obaj odstają szybkością od wyżej wymienionych, ale są na tyle silni, że powinien odpowiadać im finisz na drobnej kostce, a sporadycznie potrafią wyskoczyć zza pleców rywali w odpowiednim momencie.

 

Tour de France 2022: zapowiedź całego wyścigu
Tour de France 2022: plan transmisji telewizyjnych

guest
2 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
Paweł
Paweł

I zaś nadszedł koniec tegorocznego pełnego emocji touru

Jacek
Jacek

Pani Olu, dziękuję Pani za te trzy tygodnie (z przerwami na próbujących Pani dorównać koleżanki i kolegów 🙃).