letour.fr

To już ostatnie godziny, nim żółty helikopter wzbije się w powietrze, a nadawany przez jego śmigła rytm oznajmi, że kolejny raz rozpoczął się największy spektakl, jaki zna kolarski świat. Nie ma wyścigu większego, ważniejszego czy bardziej prestiżowego niż Tour de France, dlatego nadchodzące trzy tygodnie wypełnią chwile zwątpienia, łzy wzruszenia i niezapomniane triumfy, które na zawsze pozostaną na kartach historii tej dyscypliny. Nie Col du Galibier, L’Aple d’Huez czy Col d’Aubisque są bowiem szczytami, o podboju których marzy każdy zawodowy kolarz. Jest nim najwyższy stopień podium Wielkiej Pętli, której 109. edycja gwarantuje wypełnione zwrotami akcji widowisko w doborowej obsadzie.

Jeszcze do niedawna wobec Tour de France można było mieć wiele zastrzeżeń. W porównaniu z Giro d’Italia czy Vueltą rysował się on jako najbardziej przewidywalny z wielkich tourów, a wydarzenia na jego trasie częściej realizowały cele biznesowe poszczególnych ekip, niż spełniały oczekiwania żądnych sportowego spektaklu widzów. Wyścigowi brakowało elementu chaosu, spontaniczności i entuzjazmu, z jakim kolarze zwykli rywalizować na szosach Półwyspu Iberyjskiego i Italii.

Kiedy jednak organizatorzy Giro z typowym dla Włochów brakiem umiaru sypali nam w oczy różowe confetti, Wielka Pętla nieco poza zasięgiem radaru przechodziła cichą rewolucję, kreując zupełnie nową definicję wyścigu kompletnego. Zaowocowało to między innymi pozbyciem się niespecjalnie lubianych drużynówek, cięciem kilometrów pokonywanych indywidualnie przeciwko tykającemu zegarowi, radykalnym skróceniem długości górskich etapów, redukcją liczby finiszów zlokalizowanych na podjazdach i dużo luźniejszym podejściem do idei, że Tour de France powinien być pętlą. Wiatr zmian mocno uderzył również w sprinterów, których leniwe procesje wśród pól słoneczników jeszcze do niedawna regularnie towarzyszyły drzemkom w lipcowe popołudnia, podczas gdy dziś zmuszeni są oni wydzierać swoje szanse z rąk zachłannych harcowników.

Była to pod każdym względem udana przemiana, która najwyraźniej nie dobiegła jeszcze końca, ponieważ tylko część wymienionych wyżej cech przypisać można nadchodzącej odsłonie francuskiego wielkiego touru. Trasa 109. edycji Tour de France jest zbalansowana, ale nie oznacza to jakiegokolwiek kompromisu, spotkania w pół drogi. Tegoroczna Wielka Pętla to wyścig kompletny, ponieważ odważnie sięga po wszystkie wartości skrajne, sprawnie łącząc przy tym klasykę ze współczesnym obrazem kolarstwa szosowego. Przeprowadzi peleton przez duńskie cieśniny, bruki Roubaix, wzgórza Ardenów, największe ikony Alp, przełęcze Pirenejów i 40-kilometrowy etap jazdy na czas z ambicją wskazania tego zawodnika, który bez żadnych wątpliwości i zastrzeżeń jest najlepszy na świecie.

Trasa

Brak jakichkolwiek kompromisów oraz mieszanka klasyki i współczesności to cechy, które najlepiej charakteryzują trasę 109. edycji Tour de France.

Bezkompromisowość zmusi pretendentów do tytułu do sprawdzenia się w bardzo zróżnicowanym terenie i wykazania szerokim wachlarzem umiejętności. Ich posiadania wymagać będą odcinki w wietrznej Danii, długi etap prowadzący przez Ardeny, rywalizacja na 3-gwiazdkowych sektorach bruków znanych z wyścigu Paryż-Roubaix, liczne potyczki w górach i 40-kilometrowa jazda indywidualna na czas.

Klasyka to powrót do finiszów na podjazdach, które w tym roku wieńczą wszystkie etapy rozgrywane w wysokich górach (7, 10, 11, 12, 17, 18) oraz bardzo tradycyjne alpejskie odcinki z Col du Telegraphe, Col du Galibier, Col de la Croix de Fer i L’Alpe d’Huez, zastępujące mniej ograne ścieżki przecierane w minionych latach. Posmak stylu retro ma też Col du Granon, pokonywana przez uczestników Wielkiej Pętli po raz pierwszy od 36 lat, podobnie jak wspomniana już 40-kilometrowa czasówka, która w dodatku zwieńczy rywalizację o klasyfikację generalną wyścigu.

Współczesny rys zbudowanej tak układance nadają bardzo krótkie i dynamiczne górskie odcinki, z których najdłuższy liczy 176 kilometrów, ale większość dystansem nie przekracza 150 kilometrów. Do tej samej kategorii zaliczyć trzeba bardzo nieprzyjazną sprinterom trasę, w której tradycyjnie dedykowane im płaskie końcówki zastąpione zostały finiszami na ściankach oraz transferowymi etapami z wyraźnym wskazaniem na bardziej wszechstronnych rouleurów i puncheurów.

Jak zatem z bliska wygląda trasa 109. edycji Tour de France?

 

Etap 1, 1 lipca (ITT): Kopenhaga > Kopenhaga (13,2 km)

109. edycję Tour de France otworzy krótki etap jazdy indywidualnej na czas, która prowadzić będzie ulicami na wskroś kolarskiej Kopenhagi. Odcinek ten wprawnie eksponuje charakteryzujące stolicę Danii szerokie aleje, kwartały niskiej zabudowy, rozległe parki i różne oblicza wody, nie pomijając przy tym jej największych atrakcji turystycznych.

Pod względem sportowym uczestników Wielkiej Pętli czeka wyzwanie w postaci dystansu 13,2 kilometra i 22 metrów przewyższenia oraz szybka i relatywnie techniczna trasa, której pokonywanie nieco ułatwią wspomniane już szerokie bulwary. Niemożliwym do pominięcia czynnikiem będzie też pogoda, bo o ile wiatr latem dmucha w Kopenhadze znacznie słabiej, niż sugerują legendy, prawdopodobne opady deszczu mogą wiele skomplikować.

Etap 2, 2 lipca: Roskilde > Nyborg (202,2 km)

Drugi z duńskich etapów pozornie wygląda na typowo przelotowy odcinek, którego celem jest przeniesienie peletonu Wielkiej Pętli z Zelandii na Fionię. Paradoksalnie właśnie ten aspekt czyni sobotnią rozgrywkę wyjątkowo interesującą, ponieważ przeprawa nad Wielkim Bełtem prowadzić będzie 18-kilometrowym mostem, w okolicach którego lubi bardzo mocno powiać. Podjęcie próby rozerwania tam peletonu jest niemal pewne ze względu na bliskość linii mety w Nyborgu, która zlokalizowana jest tuż za nim. Typowy etap, na którym można przedwcześnie przegrać cały Tour, do tego na tle spektakularnych widoków.

Będzie więc bardzo nerwowo, a z dodatkowych atrakcji wymienić trzeba start w słynącym z letniego festiwalu Roskilde, trzy górskie premie 4. kategorii i słuszny dystans 202 kilometrów.

Etap 3, 3 lipca: Vejle > Sønderborg (182 KM)

Trzeci dzień rozgrywania 109. edycji Tour de France to przeprawa przez pagórkowatą Jutlandię, której wiejski charakter wyróżnia ją na tle odwiedzanych wcześniej zakątków Danii. Wąskie i momentami kręte drogi wywołać mogą nerwowość podobną do tej, która towarzyszyła kolarzom podczas bretońskiego Grand Depart, ale dystans 182 kilometrów oraz przewyższenie o wartości 1276 metrów dość jasno wskazują na rozstrzygnięcie z dużego peletonu.

4 lipca (poniedziałek) – DZIEŃ WOLNY
Etap 4, 5 lipca: Dunkierka > Calais (171,5 km)

Po pierwszym dniu przerwy uczestnicy Wielkiej Pętli wylądują w Dunkierce, gdzie rozpocznie się dedykowany specjalistom od wyścigów jednodniowych odcinek z metą w Calais. Na dystansie 171,5 kilometra kolarze pokonają 1784 metry przewyższenia i sześć górskich premii, z których większość zlokalizowana jest w malowniczym Parc naturel régional des Caps et Marais d’Opale. Dla losów rywalizacji najistotniejszym najprawdopodobniej okaże się ostatni z podjazdów – Cote du Cap Blanc-Nez (0,9 km, śr. 7,5%) – który oddalony od mety o niespełna 11 kilometrów powinien pozwolić oddzielić sprinterów od mężczyzn.

Etap 5, 6 lipca: Lille Metropole > Arenberg Porte du Hainaut (153,7 km)

Trudno mówić o przewracaniu do góry nogami klasyfikacji generalnej, która nie nabrała jeszcze właściwego kształtu, ale 5. odcinek 109. edycji Tour de France należy do tych, na których można ten wyścig przedwcześnie przegrać. W środę po raz pierwszy od 2018 roku na trasę imprezy powrócą bowiem sektory bruków znane z monumentalnego Paryż-Roubaix, których na dystansie 153,7 kilometra znajdzie się 11. Nic pięciogwiazdkowego, ale konieczność pokonania blisko 20 kilometrów po bardzo nierównej kostce to i tak spore wyzwanie, a brak doświadczenia części liderów połączona z typową dla takich etapów losowością to mieszanka wybuchowa, która bardzo rzadko okazuje się niewypałem.

Ostatni sektor bruku (Hasnon > Wallers, ***) dzieli od linii mety ok. 5 kilometrów.

 

Etap 6, 7 lipca: Binche > Longwy (219,9 km)

Mały festiwal wyścigów klasycznych nie zakończy się w Arenbergu, ale trwać będzie również przez cały czwartek. Wszystko to za sprawą najdłuższego w 109. edycji Tour de France etapu, który zabierze peleton w podróż wzdłuż belgijsko-francuskiej granicy, gdzie wzgórza Ardenów porastają ciemne lasy.

Na trasie z Binche do Longwy uczestnicy Wielkiej Pętli pokonają 220 kilometrów, 2472 metry przewyższenia, trzy klasyfikowane podjazdy i całe mnóstwo niepremiowanych wzniesień, co składa się na obraz wymarzonego odcinka dla specjalistów od wyścigów jednodniowych i miłośników długich dystansów. Na pewno wiecie, którego z nich mam na myśli. 🤫

Etap 7, 8 lipca: Tomblaine > La Super Planche des Belles Filles (176,3 km)

Rola pierwszego finiszu na podjeździe (nie licząc ścianki w Longwy, która pomimo dużego potencjału rozrywkowego nie zasługuje na ten tytuł) przypadnie w tym roku La Planche des Belles Filles (7 km, śr. 8,7%, max. 24%) okraszonemu przedrostkiem „Super”, które nie jest wzniesieniem szczególnie długim, pirenejskim czy alpejskim, ale posiada inne walory. La Planche, niezależnie od etapu rozgrywania wyścigu, ma w sobie bowiem wyjątkową moc wskazywania ostatecznych zwycięzców Wielkiej Pętli, o czym z różnym skutkiem przekonali się w przeszłości między innymi Chris Froome i Primoz Roglic.

Finałową wspinaczkę na ten podjazd poprzedzą pokonywane w drugiej części 176-kilometrowego odcinka Col de Grosse Pierre (3,1 km, śr. 6,4%) i Col des Croix (3,2 km, śr. 6,3%), a 2533 metry przewyższenia mogą zaskakująco mocno wejść w nogi – jako trzeci z rzędu, bardzo intensywny etap.

Etap 8, 9 lipca: Dole > Lozanna (186,3 km)

Po wizycie w Danii i Belgii przychodzi czas na Szwajcarię, w której dolinach peleton 109. edycji Tour de France zanurzy się w drugą sobotę rozgrywania wyścigu. Trasa z jurajskiego Dole do Lozanny dość otwarcie puszcza oko w kierunku uciekinierów, zachęcając do walki o etapowy sukces łagodnymi podjazdami i dynamiczną końcówką nad Jeziorem Genewskim (Lac Leman).

Tego dnia zawodnicy pokonają 186,3 kilometra, 2547 metry przewyższenia i cztery kategoryzowane podjazdy.

Etap 9, 10 lipca: Aigle >  Châtel les portes du Soleil (192,9 km)

Ostatni dzień przed zasłużoną przerwą uczestnicy 109. edycji Wielkiej Pętli spędzą w okolicach Lac Leman, pokonując 193-kilometrową trasę wiodącą przez okalające jezioro wzniesienia. W niedzielnym menu znajdują się Cote de Bellevue (4,3 km, śr. 4,0%), Col des Mosses (13,3 km, śr. 4,1%), najtrudniejszy Col de la Croix (8,1 km, śr. 7,6%) i finałowy Pas de Morgins (15,4 km, śr. 6,1%) z poprawką na Pre-la-Joux (ok. 4 km, śr. 4,3%) – łącznie 3743 metry przewyższenia.

Odcinek ten nazwać można dość zagadkowym, ponieważ z jednej strony idealnie wpisuje się on w kategorię etapów (zdecydowanie) zbyt trudnych dla sprinterów, a jednocześnie zbyt łatwych dla kolarzy walczących o prymat w klasyfikacji generalnej. Z drugiej zaś strony harcownicy mogą być już syci po sobotnich bojach, a liderzy zmotywowani do ataku przed wolnym od pracy poniedziałkiem.

11 lipca (poniedziałek) – DZIEŃ PRZERWY
Etap 10, 12 lipca: Morzine – Megève (148,1 km)

Po dniu przerwy uczestników tegorocznej Wielkiej Pętli czeka relatywnie krótkie i łagodne przetarcie we francuskich Alpach. Wspinaczka na Cote de Chevenoz (2,2 km, śr. 2,9%), Col de Jambaz (6,7 km, śr. 3,8%) i Cote de Chatillon-sur-Cluses (4,5 km, śr. 3,9%) poprzedzi długi podjazd do ośrodka narciarskiego Megeve (19,2 km, śr. 4,1%), gdzie w niedalekiej przeszłości wygrywali Sepp Kuss, Lennard Kämna i Chris Froome.

Jako jeden z najkrótszych etapów ze startu wspólnego 109. edycji Tour de France, odcinek ten może zaskoczyć wysokim tempem, choć skromne 2733 metry przewyższenia i łatwe finałowe wzniesienie sugerują, że tego dnia pierwszoplanowe role odegrają uciekinierzy.

Etap 11, 13 lipca: Albertville > Col du Granon (151,7 km)

Na środę przypada pierwszy dużego kalibru pojedynek pretendentów do tytułu w wysokich górach, który uświetni powrót Col du Granon (11,3 km, śr. 9,2%) na trasę Wielkiej Pętli po 36 latach. A gdyby tego jeszcze było mało, rozgrywany tam finał poprzedzą malownicze Lacets de Montvernier (3,4 km, śr. 8,2%) oraz klasyczna sekwencja Col du Télégraphe (11,9 km, śr. 7,1%)-Col du Galibier (17,7 km, śr. 6,9%). Aż trudno uwierzyć, że niespełna 152 kilometry 11. etapu pomieściły tyle atrakcji i aż 4070 metrów przewyższenia.

Dzień Bastylii przypada na czwartek, ale wielkie święto kolarstwa rozpocznie się już na tym odcinku.

Etap 12, 14 lipca (Dzień Bastylii): Briançon > L’Alpe d’Huez (165,1 km)

Wspomniane święto Francji i Francuzów Wielka Pętla uczci ikonicznym alpejskim etapem, którego 165-kilometrowa trasa wiedzie z powrotem przez Col du Galibier (23 km, śr. 5,1%), a następnie Col de la Croix de Fer (29 km, śr. 5,2%) i legendarne serpentyny L’Alpe d’Huez (13,8 km, śr. 8,1%).

Pokonywany z Col du Granon w nogach, jest to odcinek, który odciśnie trwałe piętno na klasyfikacji generalnej Tour de France.

Etap 13, 15 lipca: Le Bourg d’Oisans > Saint-Etienne (192,6 km)

Tegoroczny Tour de France robi wiele, aby zapomnieć o istnieniu sprinterów, jednak w piątek dostaną oni rzadką szansę wyjścia z cienia. Tego dnia uczestnicy wyścigu pokonają 192-kilometrową trasą z położonego w sercu Alp Le Bourg d’Oisans do rozlanego pomiędzy Rodanem i Loarą Saint-Etienne. Odcinki z metą w tym mieście wygrywali w przeszłości między innymi Thomas De Gendt, Alexander Kristoff i Marcus Burghardt.

Etap 14, 16 lipca: Saint-Etienne > Mende (192,5 km)

Coraz częstsze wizyty Tour de France w pełnym wygasłych wulkanów Masywie Centralnym to trend, z którego trzeba się cieszyć. Dzięki nim możliwe jest rozgrywanie bardzo pagórkowatych odcinków w typie najtrudniejszych ardeńskich klasyków, na których brylują puncheurzy, ale pod presją znajdują się również pretendenci do tytułu.

W ramach 14. etapu uczestnicy Wielkiej Pętli pokonają 192,5 kilometra, 3441 metry przewyższenia i pięć kategoryzowanych podjazdów, z których wyróżnić trzeba zlokalizowany tuż przed metą w Mende Cote de la Croix Nueve (3,0 km, śr. 10,2%). To tam Laurent Jalabert w 1995 roku odniósł fetowane zwycięstwo w Dzień Bastylii, czym zasłużył sobie na własne miejsce w nazwie wzniesienia.

Etap 15, 17 lipca: Rodez > Carcassonne (202,5 km)

Nie ma w całym tegorocznym Tour de France odcinka bardziej transferowego niż ten, a jego losy w dużej mierze zależeć będą od nastrojów w peletonie i tego, jak wcześniej ułożył się wyścig. Po pokonaniu dzielących Rodez i Carcassonne 202 kilometrów prawdopodobny jest sprint z dużego peletonu, ale ze względu na dystans, sięgające 2400 metrów przewyższenie i zmęczenie narastające z każdym dniem, triumf kolarza z mocnego odjazdu dnia również nie należy do absurdalnych scenariuszy.

18 lipca (poniedziałek) – dzień wolny
Etap 16, 19 lipca: Carcassonne > Foix (178,5 km)

Jeśli w czymś zeszłoroczna edycja Tour de France była naprawdę dobra, to w pisaniu poruszających historii z harcownikami w rolach głównych. Nie sposób nie chcieć więcej tego rodzaju emocji, a 16. etap z malowniczego Carcassonne do Foix wygląda na gotowy przepis na sukces z ucieczki dnia: poprzedza znacznie trudniejsze górskie odcinki w Pirenejach, dwa trudne podjazdy zlokalizowane są w drugiej części dystansu, a do mety prowadzi długi zjazd. Chyba nie może się nie udać?

 

Etap 17, 20 lipca: Saint-Gaudens > Peyragudes (129,7 km)

Najkrótszy etap ze startu wspólnego 109. edycji Wielkiej Pętli (wyłączywszy paryską paradę) prowadzi z Saint-Gaudens na Peyragudes (8,0 km, śr. 7,8%), który nie należy do najbardziej widowiskowych podjazdów, ale podobnie jak La Planche des Belles Filles posiada rzadki dar kreowania sporych niespodzianek.

Tego dnia uczestnicy wyścigu zmierzą się również z Col d’Aspin (12,0 km, śr. 6,5%), Hourquette d’Ancizan (8,2 km, śr. 5,1%) i Col de Val Louron-Azet (10,7 km, śr. 6,8%), pokonując niespełna 130 kilometrów i 3352 metry przewyższenia.

Etap 18, 21 lipca: Lourdes > Hautacam (143,2 km)

Ścianka w Peyragudes widziała w minionych latach cuda nie mniejsze, niż te w jaskini nieopodal Lourdes, ale z dwóch klasycznych pirenejskich etapów również ten drugi ma spory potencjał do generowania niezapomnianego widowiska. Tym bardziej, że będzie to już ostatni górski odcinek 109. edycji Tour de France.

Na dystansie zaledwie 143 kilometrów uczestnicy wyścigu pokonają tego dnia kolejno Col d’Aubisque (16,4 km, 7,1%), Col de Spandelles (10,3 km, 8,3%) i Hautacam (13,6 km, 7,8%), co czyni go jednym z trzech największych wyzwań w tegorocznej Wielkiej Pętli. Stromy Hautacam dopiero szósty raz wystąpi w roli podjazdu wieńczącego etap Tour de France, ale jego krótka historia pokazuje, że częściej pieczętuje się tam losy klasyfikacji generalnej wyścigu, niż je odwraca.

Etap 19, 22 lipca: Castelnau-Magnoac > Cahors (188,3 km)

Podczas gdy najmocniejsi kolarze klasyfikacji generalnej zbierać będą siły przed długim etapem jazdy indywidualnej na czas, do gdy wrócą pozostający przy życiu sprinterzy. Dzielący Castelnau-Magnoac i Cahors dystans 188 kilometrów oraz skromne 1323 metry przewyższenia jasno wskazują na rozstrzygnięcie z dużego peletonu, ale wiele zależeć będzie od morale ekip zmuszonych do kontrolowania odjazdu dnia. Po trzech tygodniach rozgrywania wielkiego touru błędne kalkulacje nie należą do rzadkości.

Etap 20, 23 lipca (ITT): Lacapelle-Marival > Rocamadour (40,7 km)

Nie wietrzna Kopenhaga, powrót Col du Granon czy ikoniczny L’Alpe d’Huez, ale właśnie ten odcinek podbił nagłówki tuż po prezentacji trasy tegorocznego Tour de France. Rozgrywane w górach etapy były bardzo krótkie, ale ostateczny kształt klasyfikacji generalnej 109. edycji wyścigu nada jazda indywidualna na czas tak długa, że aż niewspółczesna.

Dystans 40 kilometrów sam w sobie robi już piorunujące wrażenie, a dodatkowo pogłębia je płaski charakter trasy, która z całą pewnością zepchnie drobnych górali do głębokiej defensywy. Metę w niezwykle malowniczym Rocamadour bezpośrednio poprzedzi stroma Côte de l’Hospitalet (1,5 km, 7,8%), dodając małą szczyptę chaosu pomiędzy ostatnim punktem pomiaru czasu a finiszem.

 

Etap 21, 24 lipca: Paryż (La Défense) > Paryż (Champs-Élysées, 115,6 km)

Tegoroczna parada zamknięcia poprowadzi z pełnej szkła dzielnicy La Défense na położone w tej samej osi Pola Elizejskie, przy okazji zahaczając o Wersal i pozostałe obligatoryjne atrakcje – w tym górską premię 4. kategorii.

Najważniejsze tego dnia tradycyjnie będą żółta koszulka, szampan i królewski sprint w samym sercu Paryża.

Faworyci

W bardzo mocnej obsadzie 109. edycji Tour de France dojrzeć można jasną hierarchię, ale różnice w poziomie prezentowanym przez pretendentów do tytułu i kandydatów do podium są bardzo niewielkie. Wszystko sprowadzi się więc do niuansów i wsparcia, jakie zapewnią swoim liderom drużyny.

Tadej Pogačar (UAE Team Emirates) jest faworytem tegorocznej Wielkiej Pętli, to fakt. 23-letni Słoweniec zapracował na to miano zwycięstwami w minionych dwóch edycjach wyścigu oraz wieloma pogłębiającymi się cechami, które coraz mocniej wyróżniają go na tle innych kolarzy jego specjalizacji. Dyspozycja i wszechstronność zaprezentowane wiosną oraz podczas niedawnego Tour of Slovenia nie pozostawiają wątpliwości, że jeśli Pogačar nie osiągnął jeszcze szczytu formy, jest tego bardzo bliski, co pozwala skupić się na innych aspektach niż waty na kilogram. Młodemu liderowi drużyny UAE Team Emirates odpowiada każda trasa pod warunkiem, że jest wystarczająco trudna, a przebieg 109. edycji Tour de France spełnia to kryterium. 23-latek ze Słowenii nie przestraszy się wietrznej Danii, bruków Roubaix czy Col du Granon, a podkreślana przewaga Primoža Rogliča na trasie 40-kilometrowego etapu jazdy indywidualnej na czas jest kwestią sporną. W przeciwieństwie do swojego starszego rodaka, Pogačar staje się silniejszy z każdym tygodniem rozgrywania imprezy, co w ostatnich dniach francuskiego wielkiego touru może mieć ogromne znaczenie. Szukając kontrastów trzeba też zaznaczyć, że dwukrotny zwycięzca Wielkiej Pętli kończy wszystkie wyścigi etapowe, w których bierze udział – w historii jego startów sięgającej sezonu 2015 nie ma dosłownie ani jednego, który opuściłby przed czasem, co samo w sobie jest imponującym wyczynem. Jeśli coś dzieje się zawsze, zazwyczaj nie jest kwestią szczęścia lub jego braku. Na korzyść 23-letniego Słoweńca przemawia również upływ czasu, który aktualnie czyni go coraz silniejszym, jednocześnie pogłębiając niewielką lukę pomiędzy nim a Rogličem. Na liderze UAE Team Emirates spoczywa też relatywnie niewielka presja, ponieważ o ile po dwóch zwycięstwach z rzędu oczekiwanie następnego jest naturalną koleją rzeczy, ewentualna porażka niewiele zmieni w kontekście percepcji tego kolarza przez środowisko, jego roli w drużynie czy przyszłych planów startów.

Swoją pierwszą żółtą koszulkę Tadej Pogačar wywalczył pozbawiony jakościowego wsparcia, ale od tego czasu zdołał on zbudować wokół siebie silną i zmotywowaną na realizacji wspólnego celu drużynę. W nadchodzącej edycji Tour de France 23-letniego Słoweńca wspierać będą świetnie dysponowany Rafał Majka, Brandon McNulty, George Bennett, Marc Hirschi, Marc Soler, Mikkel Bjerg i Vegard Stake Laengen.

Fakt, że Primož Roglič (Jumbo-Visma) wrócił do swojej najwyższej dyspozycji po naznaczonych kontuzją wiosennych miesiącach jest dobrą wiadomością dla wszystkich miłośników kolarstwa. Obecność starszego ze Słoweńców gwarantuje zaciętą rywalizacją o klasyfikację generalną wyścigu, karuzelę emocji i sporą dawkę budzącej dreszcze niepewności, które rzadko idą w parze z występami Pogačara. Pisanie o szansach Rogliča nie jest łatwe, ponieważ wielkie uznanie dla jego wysokiej klasy, charyzmy i porywającego stylu, w jakim rywalizuje na rowerze, przeciwstawić trzeba świadomości, że w grze o najwyższą stawkę najczęściej wciela się on w rolę pokonanego. 32-letni Słoweniec ma błysk, którego być może brak jego największemu rywalowi i istnieją elementy kolarskiego rzemiosła, w których nazwać go można zawodnikiem lepszym. Główny problem sprowadza się do tego, że Roglič stanie na starcie w Kopenhadze doskonale wiedząc, że chociaż miał ku temu sposobność i wszelkie narzędzia, ostatecznie nigdy Tour de France nie wygrał, a 109. edycja imprezy może być jego ostatnią szansą. Jest to ten rodzaj presji, który prowokuje do podejmowania nadmiernego ryzyka i popełniania błędów, a te – jak wiemy – nawet w mniej stresogennych okolicznościach nie są liderowi Jumbo-Visma obce.

Istnieją też niemożliwe do pominięcia problemy poboczne, z piekielnie silną drużyną na czele, w której z czasem zarysowywać się mogą coraz wyraźniejsze podziały. Jonas Vingegaard może w nadchodzących tygodniach okazać się najbardziej wartościowym z pomocników w całej stawce, ale jest też drugim kolarzem ubiegłorocznej edycji Wielkiej Pętli i Duńczykiem, który lada chwila stanie na starcie największego z wyścigów kolarskich fetowany przez własną publiczność. Nie twierdzę, że współpraca pomiędzy Vingegaardem a Rogličem nie ma prawa się ułożyć. Przeciwnie, ich sprawnie funkcjonujący duet może okazać się jedynym skutecznym sposobem na Tadeja Pogačara. A jednak trudno pozbyć się przeczucia, że jeśli Jumbo-Visma na którymkolwiek etapie zostanie zmuszona do podjęcia decyzji, którego ze swoich liderów wesprzeć, wybór padnie na 25-letniego Duńczyka. Daje on pewność, która rzadko towarzyszy występom 32-letniego Słoweńca.

Element chaosu wprowadza też szalony plan równoległej walki o żółtą i zieloną koszulkę. Czy Wout van Aert będzie wspierał liderów na górskich odcinkach? Prawdopodobnie tak. Ale czy zaczeka na nich, jeśli pogubią się podczas walki na wiatrach lub przydarzy im się defekt na brukach? Bardzo wątpliwe. Zrobią to oczywiście Tiesj Benoot czy Nathan van Hooydonck, ale fakt, że najmocniejszy z kolarzy Jumbo-Visma będzie w tym samym czasie grał na siebie może drążyć w kolektywnym morale szczelinę, która z czasem przybierze znaczące rozmiary. Do rywalizacji o zwycięstwo w klasyfikacji punktowej przypisany jest również Christophe Laporte, co pozostawia do pełnej dyspozycji Rogliča i Vingegaarda Seppa Kussa, Stevena Kruijswijka i wspomnianego już Benoota. Nie jest źle, ale jednocześnie stanowi to bardzo życiowe odzwierciedlenie klasycznego kompromisu, który pozostawia każdą ze stron odrobinę nieszczęśliwą.

Jeśli Jumbo-Visma zdoła umieścić swoich dwóch liderów w czołowej trójce klasyfikacji generalnej 109. edycji Tour de France, będzie to niezaprzeczalnie imponujące osiągnięcie. Jeśli jednak na którymkolwiek etapie rozgrywania wyścigu jeden z nich zmuszony będzie poświęcić swoje własne ambicje na rzecz wspólnego celu, do obsadzenia pozostaje ostatnie miejsce na podium, a najbardziej prawdopodobnym kandydatem do jego zajęcia wydaje się Aleksandr Vlasov (Bora-hansgrohe). Udział 26-latka w tegorocznej Wielkiej Pętli wzbudza zrozumiałe kontrowersje, jednak nie przekreśla postępów, które poczynił on jako kolarz od czasu przejścia do ekipy Bora-hansgrohe. Vlasov wygrał w tym sezonie Volta a la Comunitat Valenciana, Tour de Romandie i był liderem Tour de Suisse do momentu, aż z dalszego udziału w imprezie wyeliminował go pozytywny wynik testu na obecność koronawirusa. Zajął też wysokie miejsca w Itzulia Basque Country, Fleche Wallonne i Gran Premio Miguel Indurain, a dokonując tego imponował zestawem umiejętności, które bardzo przydadzą się na trasie tegorocznej Wielkiej Pętli: skuteczną jazdą na bardzo stromych wzniesieniach i świetnymi wynikami przeciwko tykającemu zegarowi. W kombinacji z aurą sukcesu, która unosi się nad kolarzami Bory-hansgrohe po triumfie Jaia Hidleya w Giro d’Italia, może to zaowocować kolejnym fantastycznym rezultatem – pod warunkiem, że lidera ekipy nie osłabiła niedawna infekcja wirusowa. W walce o miejsce na podium klasyfikacji generalnej Tour de France wspierać go będą przede wszystkim Felix Grossschartner, Patrick Konrad i Maximilian Schachmann. Pomoc ze strony świetnego w tym roku Lennarda Kämny też nie jest wykluczona, choć jak wiemy, ten lubi chadzać własnymi ścieżkami.

Brutalny realizm zmusza do pociągnięcia pod tą czwórką grubej kreski, ponieważ jeśli żadnego z nich nie wyeliminują z walki o wysokie miejsca w klasyfikacji generalnej zdarzenia losowe, wyraźnie wyrastają oni swoim aktualnym poziomem ponad resztę stawki. Samo w sobie świadczy to o zmianie warty w zawodowym peletonie zważywszy, że nie omówiliśmy jeszcze składu INEOS Grenadiers.

Brytyjska drużyna stanie na starcie 109. edycji Wielkiej Pętli z trzema liderami w osobach Adama Yatesa, Daniela Martineza i Gerainta Thomasa. Rola tego ostatniego jeszcze przed dwoma tygodniami była niejasna, ale zwycięstwo w zdziesiątkowanym koronawirusem Tour de Suisse mimo wszystko każe potraktować Walijczyka jako bezpieczną opcję. Nie sądziłam, że kiedykolwiek napiszę to o kolarzu, który seryjnie nie kończył wyścigów. Thomasa trzeba jednak potraktować poważnie tym bardziej, że Yates nie jest obecnie w pełni sił, a forma Martineza wydaje się jeszcze dość daleka od optimum. Ze względu na świetne wyniki uzyskiwane tej wiosny, 26-letniego Kolumbijczyka nie powinno się kompletnie tracić z radaru – jego olbrzymia wszechstronność oraz wysoko rozwinięta umiejętność czytania wyścigu mogą w przyszłości uczynić go najlepszym z wymienionej trójki. W największych imprezach jak dotąd Martinez nie wytrzymywał jednak presji, a jego osobowość sprawia, że dość szybko rezygnuje on z własnych ambicji.

W składzie INEOS Grenadiers na tegoroczny Tour de France znaleźli się również Dylan van Baarle, Filippo Ganna, Tom Pidcock, Jonathan Castroviejo i Luke Rowe.

Z kolarzy zdolnych skutecznie walczyć o wysokie miejsca w czołowej dziesiątce wyróżnić trzeba jeszcze czyniącego stałe postępy Bena O’Connora (AG2R Citroen Team), którego wesprze cała plejada francuskich artystów w osobach Benoita Cosnefroya, Geoffreya Boucharda i Aureliena Paret-Peintre.

To samo (co o O’Connorze) napisać można o charakteryzującym się imponującą powtarzalnością Enricu Masie (Movistar), którego bezpiecznie przez podmuchy wiatrów i sektory bruków przeprowadzić ma niezatapialny Imanol Erviti. Polecam też przypatrywać się młodemu Matteo Jorgensonowi, nawet jeśli jego czas dopiero nadejdzie.

Francuska prokuratura ewidentnie nie chodzi w koszulkach Bahrain Victorious, ale trzeba im oddać (jednym i drugim w zasadzie), że potrafią działać jako kolektyw. To, co w odniesieniu do drużyn Jumbo-Visma czy nawet INEOS Grenadiers wzbudza wątpliwości, świetnie sprawdza się w ekipie z Bahrajnu, której kolarze płynnie przechodzą z jednej roli w drugą i szybko adaptują się do zmieniającej się sytuacji. A zatem to, że Bahrain Victorious stanie na starcie w Kopenhadze z dwoma liderami w Damiano Caruso i Jacku Haigu wydaje się ich największą siłą, obok niezłomności Jana Tratnika i taktycznej przenikliwości Mateja Mohoriča. Absencja Gino Maedera będzie odczuwalna, ale lukę tę przynajmniej do pewnego stopnia wypełnią Luis Leon Sanchez i Dylan Teuns. Ze względu na długi etap jazdy indywidualnej na czas i równiejszą formę prezentowaną na przestrzeni trzech tygodni, ostatecznie nieco wyżej oceniam szanse 34-letniego Włocha. Szukając większych emocji i błysku, spojrzeć trzeba jednak w kierunku odjazdowej frakcji drużyny z Bahrajnu.

Jako ukłon w stronę organizatorów, wymienić wypada Davida Gaudu (Groupama-FDJ), Thibauta Pinota (Groupama-FDJ), Guillaume Martina (Cofidis), Pierre Latoura (TotalEnergies) i Romaina Bardeta (Team DSM), których szanse tradycyjnie przekreślą upały, chłód, alergie, problemy żołądkowe, mokre zjazdy i kozy. Przyznaję, że ten ostatni zasługuje na lepsze recenzje, ale trudno traktować go jako pełnoprawnego pretendenta do zajęcia wysokiego miejsca w klasyfikacji generalnej, jeśli on sam nie potrafi w ten sposób o sobie myśleć.

W role liderów swoich ekip w 109. edycji Tour de France wcielą się również Nairo Quintana (Arkea-Samsic), Jakob Fuglsang (Israel-Premier Tech), Rigoberto Uran (EF Education-EasyPost) i Alexey Lutsenko (Astana Qazaqstan).

Sprinterzy / klasyfikacja punktowa

Ze względu na swoją wszechstronność, zdecydowanym faworytem w walce o zieloną koszulkę jest Wout van Aert (Jumbo-Visma), podczas gdy o etapowe zwycięstwa na nielicznych płaskich odcinkach rywalizować będą Fabio Jakobsen (Quick-Step Alpha Vinyl), Jasper Philipsen (Alpecin-Deceuninck), Dylan Groenewegen (BikeExchange-Jayco), Caleb Ewan (Lotto Soudal), Alberto Dainese (Team DSM), Alexander Kristoff (Intermarche-Wanty-Gobert), Danny van Poppel (Bora-hansgrohe), Hugo Hofstetter, Amaury Capiot (Arkea Samsic), Christophe Laporte (Jumbo-Visma) i Peter Sagan (TotalEnergies).

Puncheurzy / rouleurzy / artyści-uciekinierzy

Etapy zbyt trudne dla sprinterów, a jednocześnie mało istotne z perspektywy klasyfikacji generalnej uświetni szerokie grono kolarzy specjalizujących się w odjazdach dnia i solowych akcjach. Należą do nich Matej Mohorič, Dylan Teuns (Bahrain Victorious), Mathieu van der Poel (Alpecin-Deceuninck), Lennard Kämna, Nils Politt (Bora-hansgrohe), Benoit Cosnefroy, Geoffrey Bouchard (AG2R Citroen Team), Thomas Pidcock (INEOS Grenadiers), Mikkel Honore (Quick-Step Alpha Vinyl), Valentin Madouas (Groupama-FDJ), Taco van der Hoorn (Intermarche-Wanty-Gobert), Magnus Cort, Alberto Bettiol (EF Education-EasyPost), Tim Wellens, Andreas Kron (Lotto Soudal), Bauke Mollema (Trek-Segafredo), Alexis Vuillermoz (TotalEnergies) i Franck Bonnamour (B&B Hotels-KTM).

Klasyfikacja górska

Calowo wyrzuciłam z wyżej wymienionego zbioru kolarzy, których głównym celem może być nie tyle walka o etapowe zwycięstwa, co zbieranie punktów do klasyfikacji górskiej. Zastrzec przy tym trzeba, że uwzględniam tu wyłącznie niepoważne oferty, ponieważ z czołowych miejsc prędzej czy później zepchną ich „spadkowicze” z klasyfikacji generalnej, a koniec końców koszulka w czerwone grochy najprawdopodobniej trafi w ręce zwycięzcy całego wyścigu.

Poważne przymiarki do koszulki w czerwona grochy poczynić mogą między innymi Giulio Ciccone (Trek-Segafredo), Quinn Simmons (Trek-Segafredo), Michael Woods (Israel-Premier Tech), Tibaut Pinot (Groupama-FDJ), Michael Storer (Groupama-FDJ), Romain Bardet (Team DSM), Neilson Powless (EF Education-EasyPost) i Warren Barguil (Arkea-Samsic).

Polacy

W 109. edycji Wielkiej Pętli udział weźmie czterech Polaków: Rafał Majka (UAE Team Emirates), Maciej Bodnar (TotalEnergies), Kamil Gradek (Bahrain Victorious) i Łukasz Owsian (Arkea Samsic).

 

109. edycja wyścigu Tour de France rozgrywana będzie od 1 lipca (piątek) do 24 lipca (niedziela).

Każdego dnia publikować będziemy szczegółowe zapowiedzi najbliższego etapu.

Oficjalna lista startowa

Szczegółowy plan transmisji telewizyjnych

guest
4 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
Dominik
Dominik

Przyjemność czytania przy porannej kawie!

Jacek
Jacek

Mniam mniam lektura, co jest normą ☺️ u P. Oli.

Michal
Michal

Rozkosz! Takie metafory mogą wyjść tylko spod pióra Oli…

Michal
Michal

Nadzieja że ten rusek się szybko przewróci. Hańba organizatorów