fot. Giro d'Italia Giovani Under 23

Trzeci, królewski etap Giro d’Italia Giovani Under 23 zakończył się solowym zwycięstwem Leo Haytera. Brytyjczyk wytrzymał atak Lenny’ego Martineza z przeszło 65km do mety, dopadł go na ostatnim podjeździe i samotnie pomknął po sukces, który odniósł z gigantyczną przewagą nad rywalami. Co oczywiste zawodnik Hagens Berman Axeon umocnił się na prowadzeniu w klasyfikacji generalnej.

Są takie etapy, o których nie sposób napisać w kilku słowach. Zdecydowanie takowym był ten dzisiejszy – prowadzący z Pinzolo na szczyt Santa Caterina Valfurva. W sumie zawodnicy mieli do pokonania prawie 5000 metrów przewyższenia na 177km, a składały się na to podjazdy Passo del Tonale (15,2km; 6%), dojazd do Aprici (15,4km; 3,2%), niesamowicie ciężkie Passo di Guspessa (10,8km; 11,5%) i prowadzące do mety 12,1km o średnim nachyleniu na poziomie 4,3%.

Stawka mocno dzieliła się od samego startu. Od około 50-osobowego peletonu zdołała oderwać się czwórka zawodników, a byli to Lorenzo Milesi (Development Team DSM), Alex Baudin (Tudor Pro Cycling Team) Davide De Pretto (Zalf Euromobil Fior) i Giulio Pellizzari (Bardiani-CSF-Faizanè). Grupka zyskała około 2 minut nad pościgiem prowadzonym przez Uno-X Dare Development Team.

Jako pierwszy tempa nie wytrzymał Włoch z DSMu, niedługo później jego los podzielił także Francuz ze szwajcarskiej ekipy Tudor. Tym samym z przodu pozostawała tylko dwójka. Duet razem pokonał górską premię w Aprice, a po komplet punktów po raz drugi sięgnął Giulio Pellizzari. 18-latek już w tym momencie wirtualnie przejmował trykot górala od Petra Kelemena (Tudor Pro Cycling Team). Kolarze zbliżali się jednak nieubłaganie do kluczowej trudności dnia – niesamowicie regularnego i szalenie ciężkiego podjazdu Passo di Guspessa, czyli chyba najbardziej brutalnej wersji legendarnego Mortirolo.

Już u podnóża mocno pracujący kolarze Equipe continentale Groupama-FDJ narzucili mordercze tempo, szybko skasowali ucieczkę i zredukowali pierwszą grupę do poziomu 30 zawodników. Pracę swoich kolegów atakiem około 6km przed szczytem wykończyć spróbował Lenny Martinez. 18-letni Francuz momentalnie zaczął zyskiwać sekundę za sekundą nad swoimi rywalami.

Za kolarzem Groupamy uformowała się około 15-osobowa pogoń, w skład której wchodził m.in. jadący w koszulce lidera klasyfikacji generalnej Leo Hayter (Hagens Berman Axeon). Wkrótce w tej grupie nastąpiły podziały, a obok jadącego w różu Brytyjczyka utrzymali się Davide Piganzoli (EOLO-Kometa U23), Lennert Van Eetvelt (Lotto – Soudal U23), Romain Grégoire i Reuben Thompson (Equipe continentale Groupama-FDJ), Riccardo Ciuccarelli (Biesse – Carrera), Felix Engelhardt (Tirol KTM Cycling Team) oraz Toon Clynhens (Team Elevate p/b Home Solution Soenens).

Lenny Martinez pierwszy wjechał na szczyt Passo di Guspessa. Za nim, ze stratą niemalże 2 minut, pojawili się tam lider Leo Hayter, triumfator niedawno zakończonego Wyścigu Pokoju Lennert Van Eetvelt oraz kolega klubowy uciekiniera, niesamowicie skuteczny w tym sezonie Romain Grégoire. Na zawodników czekała chwila na płaskowyżu, a następnie zjazd z Passo del Mortirolo prowadzący aż do podnóża finałowej wspinaczki. Ta oficjalnie zaczynała się w Bormio, acz wcześniejsze 22km również nieznacznie prowadziły w górę.

O tym, że Lenny Martinez będzie celował w ten wyścig wiedzieliśmy już od dawna, bowiem opowiedział Naszosie.pl o tym podczas Tour of the Alps (link do wywiadu). Ciężko się jednak było spodziewać, że 18-latek będzie miał aż tak ogromną przewagę nad rywalami. Każdy kolejny meldunek podawał coraz większą różnicę – po zjazdach było to 2:30.

Wówczas okazało się, że za jego plecami nie kręci już zgodna trójka, albowiem oderwał się od niej kolega klubowy uciekiniera – Romain Grégoire. Drugi z Francuzów zaczął się zbliżać do Lenny’ego, zaś pozostali zawodnicy nadal tracili – do Belga i Brytyjczyka dołączył jeszcze Riccardo Ciuccarelli, acz 30km przed metą tracili już 3 minuty do lidera stawki.

Gdy wydawało się, że wszystko jest przesądzone to 18-letni Francuz pokazał ludzką twarz i zaczął słabnąć. Za jego plecami z kolei pogoń dopadła jego partnera z Groupamy i na ostatnie 20km wpadła ze stratą niespełna 2 minut do samotnego Martineza. Nie minęła chwila, a kolejny kolejny komunikat wprost zwalał z nóg – nowe siły wstąpiły w Leo Haytera, który miał być już tylko 27 sekund za Francuzem, w dodatku na solo.

Choć wydaje się to być nieprawdopodobne to Brytyjczyk wprost zmiażdżył swoich rywali jeszcze podczas dojazdu do podnóża Santa Caterina Valfurva. Tam zresztą Leo Hayter nie zwalniał – 7km przed metą miał już dwie minuty nad trójką, w której kręcili dwaj zawodnicy Groupamy i Belg z Lotto Soudal.

Być może wielu z Państwa kojarzy stand-upera Mateusza Sochę mówiącego „Ileeeeee?”. Tak właśnie musiało wyglądać pół internetu gdy nowy meldunek powiedział o ponad 4 minutach przewagi Leo Haytera. Brytyjczyk wygrywa etap i jest o krok od zgarnięcia klasyfikacji generalnej całego Baby Giro. Co za występ!

Wyniki 3. etapu Giro d’Italia Giovani:

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments