fot. Groupama – FDJ

Zwycięstwem Thibaut Pinota zakończył się ostatni, bardzo ciekawy etap 57. Tour of the Alps. Ten po całym dniu w odjeździe dnia ograł swojego partnera z dwójkowej akcji, którym był David de la Cruz. Z triumfu w klasyfikacji generalnej cieszyć mógł się Romain Bardet (Team DSM), który na ostatnim podjeździe zgubił broniącego koszulki lidera Pello Bilbao.

Etap zamykający Tour of the Alps to było ledwie 116km ze startem oraz metą w austriackim miasteczku Lienz. Na zawodników czekało 2300 metrów przewyższenia, na które składały się m.in. dwa kategoryzowane wzniesienia – Bannberg (5,5 km; 10,2%) oraz Stronach (3 km; 12,4%). Ten drugi swój szczyt ulokowany miał ledwie 10km przed linią mety, a zatem to podczas niego rozegrać mogły się losy nie tylko etapu, ale i klasyfikacji generalnej całego wyścigu.

Napiszę to po raz kolejny – acz tym razem z racji finałowego odcinka alpejskiej imprezy już po raz ostatni – od startu działo się wiele, a do ucieczki próbowała zabrać się cała masa świetnych zawodników. Ostatecznie udało się to aż piętnastce, a na czele znaleźli się drugi w dniu wczorajszym, szalenie liczący na przełamanie Thibaut Pinot (Groupama), triumfator 3. etapu Lennard Kämna (BORA), drugi wówczas Andrey Amador (INEOS), David de la Cruz (Astana), James Piccoli (Israel), Abner González (Movistar), Marco Brenner (DSM), Johnatan Cañaveral i Luca Covili (Bardiani), Torstein Træen (Uno-X), Mikel Iturria (Euskaltel), Igor Arrieta (Kern Pharma), Davide Bais (EOLO), Edoardo Zardini (Drone Hopper) oraz Jefferson Cepeda (Caja Rural). Szybko zyskali prawie 4 minuty przewagi, niemniej nikt z nich nie był groźny w kontekście klasyfikacji generalnej.

Peleton nie starał się za mocno, a wynikało to w sporej części z tego, że pogoda nie zachęcała do mocniejszego wysiłku. Na 60km przed metą główna grupa traciła już zatem aż 6 minut do mocno porwanego odjazdu, z którego najlepiej radzili sobie Thibaut Pinot i David de la Cruz, gonieni przez mających do nich małą stratę Andreya Amadora, Igora Arrietę, Torsteina Træena i Lennarda Kämnę.

45km przed metą uciekinierzy mieli już prawie 11 minut przewagi, a wszyscy poza uciekającą dwójką i goniącą ich czwórką tracili już na tyle dużo, że praktycznie wypadli z walki o etapowy triumf. Podczas nieoznakowanej jako górska premia, powtórnej wspinaczki pod Bannberg z grupy pościgowej odpadł Kostarykańczyk i tym samym sytuacja wyglądała następująco – na czele pozostawali Thibaut Pinot i David de la Cruz, za nimi, ze stratą około 50 sekund gonili Igor Arrieta, Torstein Træen i Lennard Kämna, więcej tracił Andrey Amador, dalej kręcili pozostali uciekinierzy, a aż 11:30 tracił peleton z faworytami klasyfikacji generalnej.

Warto też pamiętać, że gdzieś w tle wydarzeń sportowych nad rywalizacją czuwał zmarły dokładnie 5 lat temu Michele Scarponi. To właśnie podczas tej imprezy, na terytorium Austrii, odniósł swoją ostatnią wygraną w karierze i to dzień po jej zakończeniu zginął w wypadku. Ślad Włocha był zaznaczony m.in. przez jedną z koszulek w peletonie, zadedykowaną właśnie jemu czy obecność jego rodziny na starcie i mecie.

Wracając jednak do wyścigu – zjazdy z Bannbergu lepiej szły Davidowi de la Cruzowi, niemniej Hiszpan nie wypracował sobie większej przewagi i do ostatniej wspinaczki dnia, podjazdu Stronach (3 km; 12,4%), dotarł razem z Francuzem z przewagą ponad minuty nad grupą pościgową i prawie 13 minut nad peletonem.

12km przed metą, już na ściance, przyspieszenia spróbował David de la Cruz, zaś nie tylko ze sobą, ale i ze sprzętem zmagał się Thibaut Pinot. Francuz doszedł do Hiszpana po chwili i sam próbował swoich sił kilkaset metrów dalej – 1400m przed końcem podjazdu kolarz Groupama-FDJ dopiął swego i zgubił swojego rywala z Astany.

Czołówka rozpoczęła zjazdy, tymczasem grupa faworytów dopiero zaczęła swoją wspinaczkę pod Stronach. Tam szybko nastąpiły ataki, z przodu kręcił m.in. Romain Bardet i Thymen Arensman (DSM), Michael Storer (Groupama) i Richie Porte (INEOS), a z tyłu zostawał Pello Bilbao (Bahrain), któremu tym samym wymykała się z rąk wygrana w klasyfikacji generalnej. Na szczycie podjazdu Bask tracił już prawie 30 sekund do swojego głównego konkurenta, którego wspomagał nie tylko młody Holender, ale i będący uprzednio w odjeździe dnia Marco Brenner.

W walce o etap Thibaut Pinot dał się złapać lepiej zjeżdżającemu Hiszpanowi. Francuz był jednak dynamiczniejszy w końcówce i po 1007 dniach od ostatniego triumfu ponownie wrócił na najwyższy stopień podium odnosząc upragnione zwycięstwo – to, którego brak tak wczoraj przeżywał.

10 minut za plecami uciekinierów działy się tymczasem rzeczy szalenie ważne dla klasyfikacji generalnej – bardzo mocno pracował lider młodzieżówki Thymen Arensman, na którego kole pozostawali jedynie Romain Bardet i Michael Storer. Wszystko zapowiadało jedno – to Francuz miał wygrać generalkę, a uciekająca z nim dwójka zająć pozostałe miejsca na podium. Pello Bilbao tracił bowiem cały czas około pół minuty do tej trójki.

Tak też się stało – Romain Bardet wygrał wyścig, drugie miejsce dla Michaela Storera, a podium uzupełnił niesamowicie zmęczony, acz szczęśliwy Thymen Arensman. Dla Team DSM to zdecydowanie chwila chwały – dotychczasowy przebieg sezonu nie był bowiem zbyt optymistyczny.

Wyniki 5. etapu Tour of the Alps:

guest
3 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
Jacek
Jacek

Bardzo ciekawy etap, dwie oddzielne bitwy. Ale wkurzył mnie (i chyba nie tylko mnie) ten pajac Storer. W ogóle nie dawał zmian, a później zadowolony wjechał na 2. miejsce w generalce. Zero honoru.

Kacper Krawczyk
Editor
Kacper Krawczyk
Reply to  Jacek

Ja tam widziałem, że dawał zmiany, nawet Arensman po wyścigu mówił, że cieszyli się, że Storer z nimi jechał, bo to były kolega z zespołu i zależało mu na tym, żeby dojechać na drugim miejscu 😉

Jacek
Jacek

@Kacper Krawczyk
Ok, może niezbyt dokładnie oglądałem, i moja ocena jest zbyt surowa. Takie miałem wrażenie, że Bardet z Arensmanem ciągnęli, jak parowozy, a on się woził (ze 2-3 razy wyszedł, ale tak żeby się nazywało), a przecież jego kolega Pinot był już na mecie, i mógł pracować tak samo.

Ale etap ze świetnymi emocjami 😁.