fot. BettiniPhoto / Movistar Team

Przed nami być może najbardziej charakterystyczny wyścig w kalendarzu imprez „szosowych” Międzynarodowej Unii Kolarskiej. Paryż-Roubaix, Piekło Północy, Królowa Klasyków, Świąteczny Wyścig, Niedziela w Piekle – nazywajcie go jak chcecie, ale wygrana na welodromie w Roubaix sprawia, że kolarz przechodzi do legendy.

Tak to już jest, że Paryż-Roubaix to wyścig dla starych ludzi. Ktoś spyta czemu? Tak twierdzą statystyki. Niegdyś przeprowadziłem proste badanie, w którym przeanalizowałem średnią wieku na podium oraz zwycięzców wszystkich wielkich tourów, monumentów czy niektórych klasyfikacji generalnych mniejszych tygodniówek. Co wyszło? Ano właśnie fakt, że do wygranej w Paryż-Roubaix trzeba zwyczajnie „dorosnąć”, a przynajmniej tak wychodzi na papierze.

Statystyczny triumfator Piekła Północy z ostatniej epoki ma bowiem prawie 32 lata. Średnią tą zaniżają gwiazdy – te rzeczywiście w każdym wieku potrafią być po prostu najlepsze, innymi słowy nie chciałbym odbierać statusu faworyta Mathieu van der Poelowi. Niemniej jeśli już ma dojść do niespodzianki to prędzej szukałbym jej w kim wiekowym, mającym ogromne doświadczenie w ściganiu po tak specyficznych brukach. Nie bez powodu po sukces życia sięgał akurat niemal 38-letni Mathew Hayman (4 wygrane w karierze), świat zaskakiwał 30-letni Johan Vansummeren (oprócz Paryż-Roubaix wygrał wyłącznie etap i generalkę Tour de Pologne 4 lata wczęśniej), a i dla prawie 34-letniego wówczas Stuarta O’Grady jest to największa wygrana w karierze.

Sebastian Langeveld
37-latek to jest Pan Kolarz i basta. Może i w karierze odniósł ledwie 7 zwycięstw, a największe z nich, Omloop Het Nieuwsblad, miało miejsce 11 lat temu, ale Paryż-Roubaix pasuje Holendrowi jak żadna inna impreza. To będzie jego 14 start w Piekle Północy, a był już w nim 3. (2017), 7. (2013), 8. (2014), 10. (2019) czy 16. (2021). Zawodnik EF Education-EasyPost może i dawno nie błyszczał, ale w tym jednym wyścigu zawsze był mocny, więc rywale nie mają prawa go zignorować.

Adrien Petit
Liderem Intermarché – Wanty – Gobert z pewnością będzie Alexander Kristoff, ale to tylko może pomóc 31-letniemu Francuzowi. Ten urodzony na północy Francji kolarz w Paryż-Roubaix wystąpi już po raz 11, a w latach 2016-17 dwukrotnie meldował się pod koniec czołowej dziesiątki. Rosły (188cm, 80kg) zawodnik był w tym roku 3. w Grand Prix de Denain, toteż pokazał, że wciąż sporo potrafi i jako drugi nóż może zaskoczyć rywali.

Imanol Erviti
Czy moja wiara w 38-letniego Baska ma jakiś sens? Pewnie nie, acz ten staje po raz 17 na starcie Piekła Północy, a w swoim dorobku ma 3 zawodowe zwycięstwa sprzed wielu lat. 38 lat miał także Mathew Hayman, walczył wówczas po raz 17, a do momentu triumfu na welodromie w Roubaix jego licznik sukcesów wyświetlał liczbę 3… Tak, nic nie zdarza się dwa razy, ale jeśli miałoby to właśnie kolarz Movistar Team pójdzie w odjazd, wygra i przejdzie do legendy niczym Australijczyk. W 2016 roku, gdy wygrywał Hayman, Imanol Erviti był 9.

Marco Haller
Jeden z młodszych kolarzy, jakich zamierzam wymienić. 31-latek w barwach BORA – hansgrohe wyraźnie odżył, na starcie Świątecznego Wyścigu staje po raz 9, a w swoich dwóch ostatnich edycjach był 16. i 17. Czemu teraz nie miałoby być jeszcze lepiej?

John Degenkolb
Najjaśniejszy z czarnych koni, ale też kolarz, który nie bez powodu nie pojawił się nawet w zapowiedzi wyścigu. 33-letni Niemiec potężnie podupadł z formą ostatnimi czasy i nie jest już tym samym kolarzem co wówczas, gdy wygrywał Mediolan-San Remo i Paryż-Roubaix w 2015 roku. Zawodnik Team DSM wciąż jednak ma przebłyski i jeśli jeden z nich nastąpi właśnie dzisiaj, a nowinka sprzętowa ze zmianą ciśnienia w oponach w czasie jazdy zda egzamin to może John ponownie zatriumfuje?

Jens Keukeleire i Łukasz Wiśniowski
EF Education-EasyPost nie jest w żaden sposób faworyzowane u progu zmagań w Piekle Północy, a ma w swoim składzie kilku specjalistów od tego typu wyścigów. Belg był 6. w edycji z 2015 roku, do tego dla 33-latka to już 11. start na brukach Roubaix. 30-letni Polak takiego dorobku nie ma, ale przez patriotyzm pozwolę sobie w niego wierzyć. A jest jeszcze w amerykańskiej ekipie Jonas Rutsch, 11. kolarz zeszłorocznej edycji.

Guillaume Boivin
32-letni mistrz Kanady z Israel – Premier Tech znany z tego… W sumie to chyba niezbyt znany po prostu. Nie chciałbym mu umniejszać – to bardzo dynamiczny zawodnik, dobry sprinter, ale 9. lokata przed rokiem mocno zaskoczyła świat i daje pełne prawo do nazywania Guillaume czarnym koniem tegorocznej edycji.

Team Arkéa Samsic
Amaury Capiot przed rokiem, w swoim debiucie, był 18., Connor Swift zameldował się w trzeciej dziesiątce, a parę fajnych występów na brukach zanotował też w karierze Clément Russo. Francuska ekipa jeździ w tym roku szalenie aktywnie, a co za tym idzie nie zdziwiłbym się gdyby jeden (bądź i więcej) ich kolarz nagle znalazł się na czele, został późno złapany i włączył się w walkę o zwycięstwo. Sky is the limit w przypadku Team Arkéa Samsic w tym sezonie.

Pominięci, acz „ciekawi”
Dawanie więcej niż 10 typów sprawiłoby, że ten przegląd stałby się bardziej wyliczanką startujących niż zwróceniem uwagi na to kto realnie może zaskoczyć, toteż w tym miejscu zakończmy, acz nie ukrywam, że analizowałem szansę znacznie większej grupy kolarzy. Jako idealny typ do ucieczki pasował mi np. Ludovic Robeet (Bingoal Pauwels Sauces WB, 36. w 2021 roku), zabrać się z nim może też młody, zdolny Luca Mozzato (B&B Hotels – KTM, 20. przed rokiem), dwójkę niewymienionych, ciekawych kolarzy ma Intermarché – Wanty – Gobert – uciekać kocha Taco van der Hoorn, a 19. w zeszłej edycji był Baptiste Planckaert. To są już jednak zawodnicy, którym nie mam serca dać nawet 1% na zwycięstwo, toteż w tym miejscu zakończmy ten tekst. W końcu niezależnie od tego kto miałby wygrać liczą się przede wszystkim emocje wynikające z pięknego widowiska, a tych Państwu i sobie życzę. Miłej zabawy!

Pełną zapowiedź wyścigu przeczytają Państwo rzecz jasna w naszym serwisie POD TYM LINKIEM.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments