fot. ASO/Fabien Boukla

Już jutro, czyli w sobotę 16 kwietnia odbędzie się druga edycja wyścigu Paryż-Roubaix kobiet. Panie po raz pierwszy w historii będą rywalizowały na słynnych brukach północnej Francji wiosną. Oto, co do powiedzenia przed wyścigiem mają Marianne Vos (Jumbo-Visma), Elisa Balsamo, Ellen Van Dijk oraz Lucinda Brand (wszystkie Trek-Segafredo). 

Marianne Vos

Jedna z najlepszych kolarek w historii Marianne Vos po raz kolejny stanie przed szansą zapisania w swoim niezwykle bogatym palmarés wyścigu Paryż-Roubaix. W pierwszej edycji była druga – uległa tylko Lizzie Deignan.

– Jestem w formie i naprawdę nie mogę się już doczekać wyścigu. Mocno sprawdzaliśmy to, jakie ciśnienie opon będzie optymalne i jesteśmy przygotowani jako drużyna. Paryż-Roubaix jest jednym z najwspanialszych wyścigów w kolarskiej historii. Świetnie jest tutaj startować, ale w zeszłym roku dowiedziałam się, że jest bardzo ciężki. Teraz pomocne będzie to, że wiemy, czego się spodziewać. Do zeszłego roku znaliśmy ten wyścig tylko z telewizji, a teraz mamy już za pasem doświadczenie z października. W związku z tym, że ma być sucho, lepiej będzie można ocenić, gdzie bruk jest w najgorszym stanie. 

Elisa Balsamo 

Pierwsza w historii edycja wyścigu kobiet była dla mistrzyni świata wyjątkowa, ponieważ po raz pierwszy mogła zaprezentować legendarną tęczową koszulkę. Deszczowe i błotne warunki pogodowe „pomogły” Włoszce w zaliczeniu kraksy, ale mimo to zdołała dojechać do welodromu w Roubaix. Teraz, kilka miesięcy później, gwiazda światowego kolarstwa wraca na „Piekło Północy” bardziej doświadczona i utytułowana. Zapytana, jak podchodzi do tegorocznej edycji, odpowiedziała następująco:

– Jestem zadowolona, ponieważ wystartuję w Roubaix po raz drugi z rzędu w mojej tęczowej koszulce. Jestem także trochę przestraszona i naprawdę mam nadzieję na słoneczny dzień. Przygotowywaliśmy się specjalnie na ten wyścig i będziemy mieli na tę okazje specjalne rowery. Wiem, że będzie ciężko, ale mam nadzieję, że może chociaż trochę mniej boleśnie. Myślę, że potrzebuje jeszcze kilku sezonów, by nabyć doświadczenia w tego typu wyścigach. Oczywiście przyjeżdżam tutaj po to, aby dać z siebie wszystko i wspierać naszą drużynę. Myślę, że są także inne dziewczyny, które mogłyby zaatakować na przykłąd z daleka. Musimy być uważne od pierwszego do ostatniego kilometra.

Lucinda Brand

Zawodniczka drużyny Trek-Segafredo nie startowała w ubiegłorocznej jesiennej edycji Paryż-Roubaix kobiet, ponieważ skoncentrowała się na przygotowaniach do sezonu przełajowego. Oglądała jednak wyścig w telewizji, a co za tym idzie zwycięstwo swojej koleżanki z drużyny Lizzie Deignan. Jak mówi, nauczyła się dwóch rzeczy – być z przodu i nie oglądaj się za siebie.

– Nie mogłam się doczekać wyścigu Paryż-Roubaix. Razem z drużyną próbowaliśmy ułożyć naprawdę dobry program startów. Jestem jednak trochę zdenerwowana, ponieważ niemal cały peleton wie, czego się spodziewać, a mnie ta niewiedza stawia oczywiście na innej pozycji.

Lucinda Brand zapoznała się ze wszystkimi sektorami bruku, z jakimi zmierzą się w Niedzielę Wielkanocną zawodniczki. W sumie panie pokonają 29,2 km po kocich łbach, na które złoży się siedemnaście sektorów.

– Z jedną częścią trasy zapoznałam się w tym tygodniu, a z inną w poprzednim. W sumie zrobiłam więc rekonesans wszystkich sektorów. Są ciężkie. Ani jeden nie jest podobny drugi, zatem ciężko jest zapamiętać, który jest który. Po Paryż-Roubaix nie zamierzam już w ogóle jeździć po brukach w tym roku. To jest naprawdę dość bolesne. Jestem podekscytowana i mam lekką tremę, bo nie wiem, co mnie czeka, ale niczego się nie obawiam.

Holenderka odniosła się również do tego, czy fakt, że jest także kolarką przełajową może być pomocny w „Piekle Północy”.

– Każdy tak mówi – że jeśli jesteś kolarzem przełajowym, masz przewagę w tym wyścigu. Ja myślę, że chodzi głównie o umiejętności techniczne, panowania nad rowerem. Są także zawodniczki, które nie ścigają się w cyklokrosie, a i tak dobrze sobie radzą na brukach. Ten wyścig jest przede wszystkim dłuższy niż wyścigi przełajowe. Umiejętności techniczne mogą pomóc zająć dobrą pozycję w peletonie, ale tak czy siak musisz być po prostu dobrym kolarzem.

Ellen Van Dijk

Van Dijk jako specjalistka od jazdy na czas zawsze jest uznawana za jedną z faworytek do zwycięstwa w Paryż-Roubaix. Wszystko za sprawą „motoru”, który ma nogach i który przydaje się w tym wyścigu. Jednak Holenderka miała w ubiegłorocznej edycji poważną kraksę, która spowodowała wstrząśnienie mózgu. To wszystko sprawia, że zawodniczka Trek-Segafredo nie jest aż tak bardzo podekscytowana sobotnim startem. 

– Jest wiele ludzi, którzy tak bardzo ekscytują się tym wyścigiem, ponieważ ma wielką historię. Jest to inny wyścig od innych. Jednak moje podejście do tego wyścigu najprawdopodobniej zmieniło się w ubiegłym roku. W tamtym roku myślałam: „Będzie wspaniale, ten wyścig bardzo mi pasuje”, a teraz po prostu jest to dla mnie jeden z wielu startów. Jednocześnie nie czuję presji na zwycięstwo. Wiem, że dysponuję potrzebną do tego mocą. Jestem gotowa, ale nie postrzegam siebie jako największej faworytki. Jest we mnie pewna złość po ubiegłym roku. Przez trzy miesiące dochodziłam do siebie [po wstrząśnieniu mózgu] i to był ciężki czas. Zobaczymy, jak to będzie w sobotę. Jestem w formie, ale muszę być także z przodu i wszystko musi pójść OK.

Poza cytowanymi wyżej zawodniczkami warto będzie również zwrócić uwagę także między innymi na Lotte Kopecky (SD Worx), Emmę Norsgaard (Movistar), Martę Bastianelli (Team UAE ADQ), Martę Cavalli (FDJ Nouvelle Aquitaine-Futuroscope), Chantal Van den Broek-Blaak (SD Worx), Elisę Longo Borghini (Trek-Segafredo) oraz Lorenę Wiebes (Team DSM).

Jeśli zaś chodzi o Polki, to w drużynie Ceratizit-WNT Pro Cycling pojawi się Marta Lach, natomiast w Valcar Travel & Service Karolina Kumięga.

Transmisja z wyścigu rozpocznie się o 14:00 w kanale Eurosport 1.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments