Z perspektywy Polaka na istnym drugim końcu świata, w swojej rodzimej Nowej Zelandii, sezon otworzyła dwójka kolarzy ścigających się na co dzień w drużynach z World Touru. Tymi zawodnikami są George Bennett i Shane Archbold, a imprezą, która ich gości stał się nowozelandzki wyścig New Zealand Cycle Classic.

Pamiętają Państwo poruszenie jakie wywołała niegdyś informacja, że w ekwadorskim wyścigu kategorii 2.2 swój sezon zamknąć miał Richard Carapaz? Ale jak to wielki kolarz pomiędzy półamatorami? Zdaje się, że takich dylematów nie mają w Nowej Zelandii, bowiem dokładnie tak samo skategoryzowaną imprezą jest New Zealand Cycle Classic, w której kolejny rok z rzędu na starcie stają zawodnicy z World Touru.

Jak to robią? Otóż na potrzeby tej imprezy stają się reprezentantami swojego kraju. George Bennett, Shane Archbold, ale także np. jeżdżący w młodzieżowej Groupama-FDJ Laurence Pithie czy niestety odwołany na ostatnią chwilę Sam Bewley to przykłady z tego roku, w zeszłym pierwsze dwa miejsca zajęli kolarze znani z europejskich drużyn, a obecnie już zakontraktowani na poziomie WT – Corbin Strong (wówczas SEG, teraz ISUN) pokonał Finna Fisher-Blacka (wtedy młodzieżowe Jumbo-Visma, obecnie UAE).

Wyobrażają sobie Państwo analogiczną sytuację w Europie? Taki Michał Kwiatkowski mógłby zrobić potężne poruszenie stając na starcie jednej z polskich imprez. Nie ma co się jednak czarować – o ile w styczniu można tak się bawić szlifując dopiero formę do sezonu czy zbliżających się mistrzostw krajowych w tamtej części świata, tak już w środku kalendarza startów takie „zabawy” byłyby niezwykle dziwne i wręcz nieodpowiedzialne.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments