fot. Tour of Thailand

Mówi się, że listopad jest najsmutniejszym miesiącem w roku – obserwujemy w nim ponure, pełne deszczu i chmur przejście jesieni w zimę. Rzadko kiedy na niebie pojawia się słońce, a gdy już jest, zachodzi bardzo szybko. Niektórym z pewnością brakuje też szosowych wyścigów transmitowanych w telewizji… Powoli można zacząć się jednak cieszyć – listopad odchodzi w niepamięć, zaczyna się grudzień, a wraz z nim pierwszy zawodowy wyścig na szosie w sezonie 2022. Tak, 2022.

Według Międzynarodowej Unii Kolarskiej sezon 2022 nie rozpoczyna się w Nowy Rok, a dwa miesiące wcześniej. Wszystkie wyścigi rozgrywane od listopada włącznie, wliczają się więc do przyszłorocznego sezonu, a punkty zdobyte w tych imprezach – do nowego rankingu UCI. Zazwyczaj w listopadzie i grudniu możemy śledzić głównie egzotyczne wyścigi w Ameryce Południowej, mające rangę 2.2, jednak w tym roku, już w grudniu, odbędzie się pierwsza zawodowa impreza sezonu 2022, czyli kategorii 1.1 / 2.1+.

Termin rozegrania wyścigu The Princess Maha Chakri Sirindhorn’s Cup Tour of Thailand (2.1) wielokrotnie był zmieniany. Ostatecznie rozpocznie się on już jutro, 1 grudnia i potrwa do przyszłego poniedziałku.

Trasa

Cała tegoroczna edycja wyścigu Tour of Thailand o Puchar Księżniczki Maha Chakri Sirindhorn odbędzie się na Półwyspie Malajskim. Sześciodniowe zmagania rozpoczną się jutro, w Songkhla, mieście położonym przy Zatoce Tajlandzkiej. Pierwszy etap, prowadzący w głównej mierze wzdłuż wybrzeża, będzie całkowicie płaski, jednak niewykluczone, że już tu zobaczymy pierwsze różnice czasowe. Wszystko za sprawą mocnego wiatru, wiejącego od strony zatoki, którego prędkość momentami będzie przekraczała 30 km/h.

Drugiego dnia kolarzy czeka ponad 200-kilometrowa runda dookoła części Jeziora Songkhla – największego naturalnego zbiornika wodnego na terenie Półwyspu Malajskiego. Ponownie zabraknie większych przeszkód terenowych, ale znów kolarzom może dać się we znaki silny wiatr. Zarówno pierwszy, jak i drugi odcinek, powinny zakończyć się finiszami z peletonu, choć, jak w przypadku pozostałych etapów, niewykluczony jest też dojazd ucieczki przed główną grupą.

Wszystko będzie zależeć od najmocniejszych zespołów w stawce, jak Bike Aid, Terengganu Cycling Team, Thailand Continental Cycling Team czy Wildlife Generation Pro Cycling, które, jeśli tylko będą miały swojego przedstawiciela w odjeździe, mogą zrezygnować z mocnej pogoni.

Tyczy się to też bardziej wymagających odcinków, jak trzeci – choć w normalnych warunkach najprawdopodobniej zakończyłby się zwycięstwem sprintera (trzy kilometrowe ścianki w połowie trasy nie powinny wprowadzić wiele zamieszania), w Tajlandii może być inaczej. Niewykluczone, że na kategoryzowanych podjazdach zobaczymy ataki pretendentów do zwycięstwa w klasyfikacji generalnej. Jeśli układ w uformowanej tam mocnej grupie będzie pasował najlepszym ekipom, taka akcja może dojechać do mety przed peletonem.

Wysokościówki czwartego i piątego odcinka, tak jak pierwszych dwóch, będą przypominały stół, czego nie można o ostatnim, „królewskim” etapie. Co prawda jego lwia część jest całkowicie płaska, ale w końcówce organizatorzy ulokowali dwie górskie premie – jedną na mecie, która, co ciekawe, jest… płaska, ale druga naprawdę znajduje się na nie byle jakim podjeździe. Jest to niespełna 2,5-kilometrowa ścianka, o średnim nachyleniu oscylującym w okolicach 7%. Warto jednak wspomnieć, że miejscami gradient jest tam dwucyfrowy.

Po wjechaniu na szczyt podjazdu, zawodników czeka około kilometrowy zjazd, a następnie płaski, 500-metrowy fragment, prowadzący do mety, ulokowanej w miejskim parku w Hat Yai. Podjazd zlokalizowany w końcówce etapu powinien powiększyć różnice w klasyfikacji generalnej, ale niekoniecznie będzie on kluczowy dla całego wyścigu. Wszystko zależy od tego, czy poprzednie etapy będą kończyły się sprintami z peletonu czy dojazdem ucieczki.

Profile etapów

Etap 1, 1 grudnia: Songkhla – Phatthalung, 145 km

Etap 2, 2 grudnia: Phatthalung – Phatthalung, 215 km

Etap 3, 3 grudnia: Phatthalung – Trang, 146 km

Etap 4, 4 grudnia: Trang – Trang, 143,7 km

Etap 5, 5 grudnia: Trang – Satun, 156,6 km

Etap 6, 6 grudnia: Satun – Hat Yai, 159,4 km

Sprinterzy i faworyci klasyfikacji generalnej

Trasa Wyścigu Dookoła Tajlandii ma płaski charakter, ale zwycięzcą całych zmagań raczej nie zostanie sprinter. Zawodnicy tego typu będą mieli jednak najwięcej szans na sięgnięcie po etapowe skalpy, jeśli, rzecz jasna, nie uprzedzą ich harcownicy. Jako najszybszego kolarza na papierze, śmiało można wskazać Lucasa Carstensena z Bike Aid. Niemiec od kilku lat regularnie walczy o zwycięstwa etapów wyścigów niższych kategorii zarówno w Europie, jak i w Azji, gdzie często ściga się jego zespół. W sezonie 2021 nie odniósł żadnego zwycięstwa, ale zajmował wysokie, drugie miejsca na odcinkach dobrze obsadzonych Turul Romaniei i Circuit des Ardennes International. Ściganie w tajlandzkim wyścigu nie jest mu obce – w ubiegłym roku odniósł tam dwa triumfy etapowe.

fot. Tour of Thailand

Innym kolarzem wartym uwagi, w kontekście walki o etapowe skalpy w wyścigu The Princess Maha Chakri Sirindhorn’s Cup Tour of Thailand, jest Noah Granigan z Wildlife Generation Pro Cycling. W tym roku Amerykanin swoją szybkość potwierdził w tureckich Grand Prix Mediterrennean i Grand Prix Gazipasa, gdzie zajmował odpowiednio trzecie i siódme pozycje, pokonując między innymi kolarzy takiego kalibru, jak Georgios Bouglas czy Mohd Harrif Saleh. Szukając kolejnych gwiazd sprintu na liście startowej Tour of Thailand należy przenieść się na kontynent azjatycki. Groźni mogą być Koreańczycy z LX Cycling Team – Sanghong Park i Keon Woo Park, którym wielokrotnie zdarzało się meldować w czołówkach etapów wyścigów w tamtym regionie.

Myśleć o etapowych triumfach śmiało mogą też kolarze Thailand Continental Cycling Team, z Sarawutem Sirironnachaiem na czele. Taj w swojej karierze wygrał trzy etapy domowego wyścigu, a w tym roku był też najlepszy w mistrzostwach kraju, toteż na starcie stanie w wyróżniającym się trykocie. Sirionnachai nie jest jedynym szybkim kolarzem w szeregach kontynentalnego zespołu z Tajlandii – niewykluczone, że w walkę na etapach włączy się też Thanawut Sanikwathi, który w ubiegłym roku był najszybszy na jednym odcinku Tour of Thailand (co ciekawe, za nim finiszował jego zespołowy kolega – Sirionnachai), a na innym zajął drugą pozycję, ulegając jedynie Lucasowi Carstensenowi.

W walkę o czołowe miejsca na pojedynczych odcinkach mogą włączyć się też Muhammad Danieal Haikal Eddy Suahaidee (Sweet Nice Continental), Dominic Perez (Team Go For Gold), Irwandie Lakasek (Terengganu Cycling Team), a także szybkawy Valentin Midey (Roojai.com Cycling Team).

Prawdopodobne jest też, że Francuz Midey, mający w swojej karierze tylko jeden start w wyścigu rangi UCI (tak, mowa o Tour of Thailand), będzie w stanie powalczyć też o wysokie miejsce w klasyfikacji generalnej. W ogóle jest to bardzo ciekawa kwestia – wszystko będzie zależeć od tego, czy i ile razy ucieczka zostanie odpuszczona. Jeśli jakimś cudem przez pierwsze pięć dni będziemy oglądali finisze najszybszych zawodników w peletonie, najlepsi sprinterzy mogą pokusić się o zajęcie czołowych miejsc w „generalce”. Wszystko za sprawą bonifikat (10-6-4 na mecie), które, w przypadku kilku etapowych zwycięstw, mogą pomóc zbudować całkiem spory zapas przed ostatnim etapem, mającym w końcówce 2,5-kilometrowy podjazd, poprzedzony dwiema, zdecydowanie mniejszymi hopkami.

Bardziej przemawia do mnie jednak scenariusz, w którym wyścig wygrywa kolarz zabierający się w udane ucieczki, który będzie w stanie ograniczyć straty na ostatnim odcinku do minimum. Wydaje się, że takimi zawodnikami są Nikodemus Holler i Polychronis Tzortzakis. Niemiec z Bike Aidu przyjechał do Tajlandii bronić tytułu sprzed roku, kiedy to zdobył go właśnie po skutecznych ucieczkach. Dysponuje on dobrym przyspieszeniem i potrafi poradzić sobie w trudniejszym terenie, co udowodnił chociażby w La Tropicale Amissa Bongo, zajmując drugie miejsce w klasyfikacji generalnej. Jeśli jednak nie dałby rady utrzymać tempa najlepszych na poniedziałkowym odcinku, w odwodzie pozostaje jego zespołowy kolega – Adne van Engelen, czwarty w ubiegłorocznej edycji – który należy do czołówki górali na liście startowej.

fot. Tour of Thailand

Wróćmy jednak do Polychronisa Tzortzakisa – Grek znany jest z ubiegania peletonu o kilka sekund i samotnego finiszowania. Ma on nosa do ucieczek – właśnie w taki sposób odnosi większość swoich zwycięstw. W tym roku dobrze spisywał się między innymi w wymagającym Tour of Estonia, który zakończył na trzeciej pozycji, a także w Tour Cycliste International de la Guadeloupe, gdzie wygrał dwa etapy. Pokazał się też telewidzom i kibicom w wyścigu ze startu wspólnego o mistrzostwo olimpijskie, zabierając się w ośmioosobowy odjazd dnia. Wspominając Europejczyków, których stać na dobry występ w Tajlandii, nie można pominąć Sergheia Tvetcova z Wildlife Generation Pro Cycling. Rumun w tym roku zajął drugie miejsce w klasyfikacji generalnej Turul Romaniei, a z dobrej strony prezentował się też w Tour de Serbie czy Cycling Tour of Szeklerland. Jest on jednym z zawodników, na których koniecznie trzeba będzie zwrócić uwagę przy oglądaniu Tour of Thailand. O solidny występ może pokusić się też Edgar Nohales Nieto ze Sweet Nice Continental.

Przyjrzyjmy się teraz kolarzom z regionu, w którym rozgrywany będzie wyścig, ponieważ są oni przyzwyczajeni do tego typu ścigania i, jak zawsze, będą mogli sporo namieszać. Wymienieni zostali już dwaj zawodnicy Thailand Continental Cycling Team – Sarawut Sirironnachai i Thanawut Sanikwathi – którzy w przypadku korzystnego układu mogą liczyć nie tylko na etapowe wygrane, ale też wysokie miejsce w „generalce”. Warto jednak wspomnieć też o innym tajskim kolarzu, z jakże dźwięcznym nazwiskiem. Mowa o Turakicie Boonratanathanakornie, któremu w przeszłości zdarzało się meldować w czołowej dziesiątce Tour of Thailand. Jego najlepszym wynikiem w karierze jest natomiast drugie miejsce na odcinku PETRONAS Le Tour de Langkawi – wyścigu klasy HC.

fot. Tour of Thailand

Nie będzie żadnym zaskoczeniem, jeśli po sześciu dniach ścigania na czele tabeli zobaczymy dwóch mongolskich kolarzy – Jambaljamtsa Sainbayara i Marala-Erdene Batmunkha. Pierwszy reprezentuje barwy ekipy Terengganu Cycling Team (drugi ścigał się w tej ekipie do 2020 roku), która niestety nie wystawiła na ten wyścig swojego najlepszego składu. Niemniej jednak – Sainbayar na pewno w takowym by się znalazł. Jest góralem z krwi i kości, co pokazał wygrywając etap Tour of Fuzhou, kończący się podjazdem pod Yun Ding (ponad 12 kilometrów) i z pewnością będzie chciał wykorzystać swoje umiejętności ostatniego dnia zmagań w Tour of Thailand. Warto zwrócić też uwagę na Choona Huata Goha, również jeżdżącego w Terengganu Cycling Team, który ostatnie miesiące spędził na stażu w… Team BikeExchange.

Cofnijmy się jednak do kolarzy z Mongolii – rodak Sainbayara, Maral-Erdene Batmunkh wystartuje w Wyścigu Dookoła Tajlandii w barwach reprezentacji kraju i z pewnością będzie chciał je pokazać walcząc o czołowe lokaty klasyfikacji generalnej. Ma na to papiery – w przeszłości kończył w czołówce Le Tour de Filipinas, Tour de Selangor, PRUride PH czy Tour of Quanzhou Bay, jednak nie wiadomo, w jakiej dyspozycji znajduje się obecnie. Ostatni wyścig UCI, wyłączając mistrzostwa krajowe, jechał bowiem w lutym ubiegłego roku…

Mnogość faworytów i wiele możliwych scenariuszy gwarantują emocjonujące ściganie, które będzie nam dane zobaczyć. Każdy etap będzie transmitowany za pośrednictwem kanału Thai PBS w serwisie YouTube i jego strony na Facebooku (codziennie od 3.00 polskiego czasu). Już w poniedziałek przekonamy się, kto zostanie zwycięzcą pierwszego zawodowego wyścigu szosowego w sezonie 2022 – sprinter, który przetrzyma finałowy podjazd, uciekinier, a może najlepszy góral wyścigu, który zdystansuje wszystkich na wspinaczce pod park miejski w w Hat Yai?

Mój typ

Polychronis Tzortzakis.

guest
3 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
nielubieto
nielubieto

Ekstra, ale gdzie to oglądać?

nielubieto
nielubieto

Ach, pardon, nie doczytałem. Dzięki!