Foto: Tim de Waele/Getty Images

Mediolan i Turyn to dwa największe ośrodki miejskie Niziny Padańskiej, której bezkompromisowo płaskie szosy znamy między innymi z etapów Giro d’Italia. Pewnie trudno będzie więc uwierzyć, że udało się je połączyć trasą, która w rezultacie tworzy klasyk lepiej odpowiadający predyspozycjom dobrze wspinających się kolarzy niż sama Il Lombardia. Jedyny wyścig jednodniowy, który w swojej karierze wygrał Alberto Contador i kluczowy sprawdzian przed ostatnim monumentem sezonu. To właśnie Milano-Torino, którego 102. edycja rozegrana zostanie już dziś.

Po Trittico Lombardo czas na Trittico dei Autunno, którego pierwszy akt słusznie uważany jest za najbardziej miarodajny sprawdzian przed sobotnią Il Lombardią. Już patrząc na samą nazwę wyścigu, zauważa się przewrotność tego stwierdzenia, z którą nie sposób dyskutować, ale jednocześnie pamiętać trzeba, że jest on jednym z tych, które w swojej ponad 100-letniej historii bardzo często zmieniały swoje miejsce w kalendarzu startów i charakter.

U zarania Mediolan-Turyn był dokładnie tym, na co brzmi i wygląda, czyli imprezą jednodniową dedykowaną sprinterom. Ciągle zresztą nią bywa, jak chociażby w postawionym na głowie ubiegłym roku, kiedy bezpośrednio poprzedził sierpniową edycję Milano-Sanremo. Jego plastyczność, a tym samym możliwość kierowania go do całkiem odmiennego grona faworytów wynika z zastosowania triku, który RCS Sport od lat praktykuje w Giro d’Italia: po co zupełnie zmieniać trasę i dodawać do niej mnóstwo krótkich podjazdów, skoro można dodać jeden, ale za to zmieniający oblicze całego wyścigu, w końcówce.

Rola ta przypadła Colle di Superga, czyli malowniczo położonemu na południowym brzegu Padu wzgórzu z bazyliką o tej samej nazwie, które stanowi część górskiego pierścienia otaczającego stolicę Piemontu. W pierwszej wersji najwyższy punkt podjazdu kolarze osiągali 16 kilometrów od linii mety na welodromie w Turynie, ale kiedy do trasy wyścigu włączona została druga wspinaczka na Supergę, a finisz przesuninęty na jej szczyt, na liście zwycięzców imprezy pojawiać się zaczęły takie nazwiska, jak Alberto Contador, Miguel Angel Lopez, Rigoberto Uran czy Thibaut Pinot. 

Kiedy więc piszę, że Mediolan-Turyn odpowiada rasowym wspinaczom bardziej niż sama Il Lombardia, nie mam na myśli dystansu czy łącznego przewyższenia. Mam na myśli finałowy podjazd, na którym o zwycięstwo walczyć są w stanie wyłącznie najlepsi górale zawodowego peletonu niezależnie od relatywnie niewielkiego wysiłku, który do niego prowadzi.

Trasa

102. edycja wyścigu Milano-Torino to dystans 190 kilometrów i przewyższenie sięgające 1725 metrów na trasie, który łączy położoną na przedmieściach Mediolanu Magentę z górującą nad stolicą Piemontu Supergą.

Na drodze do dwukrotnie pokonywanego finałowego podjazdu przeszkód jest niewiele, a trasa robi się nieco bardziej pagórkowata tylko pomiędzy Vercelli i Crescentino, kiedy na jakiś czas zbacza z konsekwentnego kursu na południowy zachód. Tam, na 80. kilometrze, uczestników wyścigu czeka wspinaczka na Zimone (4,0 km, śr. 4,8%). 

Finał wyścigu to dwukrotny podjazd pod Colle di Superga (4,9 km, 9,1%, max. 14%), który jest regularnym, ale głównie regularnie stromym wzniesieniem. Trzeba zwrócić uwagę, że pierwsza wspinaczka kończy się 600 metrów od wytyczonej na szczycie linii mety, a po niej następuje techniczny zjazd. 

Pogoda

Aura powinna się poprawiać wraz z upływem dnia i przemieszczaniem się peletonu w kierunku południowo-zachodnim, ale tak czy inaczej przez większość środy będzie sprzyjająca, czyniąc wyścig perfekcyjnym przetarciem przed Il Lombardią.

Faworyci

Lista startowa pęka w szwach od nazwisk kojarzonych głównie z wielkimi tourami i najbardziej pagórkowatymi imprezami jednodniowymi, co jeszcze raz przypomina, że po pierwsze jest to najważniejszy sprawdzian przed Il Lombardią, a po drugie w tej części sezonu kolarze tych specjalności niekoniecznie mają wielki wybór.

Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest kolejny ze słoweńskich pojedynków, a Primoz Roglic (Jumbo-Visma) i Tadej Pogacar (UAE-Team Emirates) wspierani będą w tym wyścigu przez drużyny o zbliżonej sile. U boku pierwszego zobaczymy między innymi Tobiasa Fossa, Seppa Kussa, George’a Bennetta i Sama Oomena, drugiemu pomagać będą Rafał Majka, Marc Hirschi, Diego Ulissi i Jan Polanc. Biorąc pod uwagę wszystko, co widzieliśmy w ciągu ostatniego tygodnia oraz charakter finałowego podjazdu, faworytem tej rywalizacji jest starszy ze Słoweńców, natomiast UAE-Team Emirates ekipą, która posiada lepszy plan awaryjny.

W normalnych okolicznościach Julian Alaphilippe (Deceuninck-Quick Step) nie powinien być uznawany za równego Roglicowi i Pogacarowi rywala na tego typu końcówce, jednak jego niesamowity występ podczas wyścigu ze startu wspólnego Mistrzostw Świata we Flandrii wskazuje na formę, która w tej części sezonu może zrobić różnicę. Francuzowi sprzyjać będzie również fakt, że prowadząca do dwukrotnego podjazdu pod Supergę trasa nie przedstawia sobą większych wyzwań, a więc dotrze do podnóża relatywnie świeży, tym samym mogąc do maksimum wykorzystać swoją dynamikę. Drugą, równie mocną kartą drużyny Deceuninck-Quick Step w Mediolan-Turyn będzie Joao Almeida, ale uwagę warto również zwrócić na prezentującego w ostatnich dniach świetną formę Fausto Masnadę.

W dzisiejszej rywalizacji powinni się również liczyć: Adam Yates (INEOS), David Gaudu, Thibaut Pinot (Groupama-FDJ), Michael Woods, Ben Hermans, Daniel Martin (Israel Start-Up Nation), Clément Champoussin (AG2R Citroen), Samuele Battistella, Aleksandr Vlasov (Astana-Premier Tech), Lorenzo Fortunato (EOLO-Kometa), Alejandro Valverde (Movistar), Vincenzo Nibali, Bauke Mollema (Trek-Segafredo), Nairo Quintana (Arkea-Samsic) czy Michael Storer (Team DSM).

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments