fot. EF Pro Cycling

Zwycięstwo Alberto Bettiola na osiemnastym etapie wyścigu Giro d’Italia nie dość, że zostało odniesione we wspaniałym stylu, to jeszcze dla 27-latka jest to pierwszy triumf etapowy w wielkim tourze w karierze. Dodatkowego smaczku dodaje fakt, że Toskańczyk po raz pierwszy uniósł ręce w geście triumfu na ojczystej ziemi. 

Alberto Bettiol od początku wyścigu pracuje dla walczącego w klasyfikacji generalnej Hugh Carthy’ego. Jeszcze poprzedniego dnia, czyli w środę, był z Brytyjczykiem do samej kreski, czyli de facto do końca podjazdu Sega di Ala, gdzie pierwszą słabość w tegorocznej edycji Giro zaliczył Egan Bernal. Także tyczkowatemu Anglikowi nie poszło najlepiej, ponieważ spadł o dwie pozycje w klasyfikacji generalnej i do maglia rosa traci już ponad sześć minut.  

Między innymi w związku z tym Bettiol dostał w czwartek rzadką szansę na zabranie się do ucieczki dnia, w której znalazło się wielu bardzo solidnych zawodników, z czego sześciu miało na koncie etapowe zwycięstwo w Wyścigu dookoła Włoch. Najgroźniejsi wydawali się być Rémi Cavagna (Deceuninck-Quick Step) oraz Nicolas Roche (Team DSM), którzy co prawda nie triumfowali jeszcze w Giro, ale ich „silniki” zdecydowanie mogły odpowiednio zapracować na długim i wymagającym w końcówce przelotowym etapie z Rovereto do Stradelli. 

Ostatecznie najmocniejszy okazał się zwycięzca Ronde van Vlaanderen 2019 Alberto Bettiol. Cavagna i Roche grali pierwsze skrzypce, ale atak Włocha na przedostatnim podjeździe, a następnie świetna jazda zabijająca rywali także w aspekcie mentalnym, okazała się skuteczna. Wzruszony Bettiol dedykował za metą zwycięstwo najważniejszym dla siebie osobom.  

Dla mnie, dla mojego zespołu oraz dla ludzi, którzy zawsze mnie wspierają to zwycięstwo znaczy naprawdę bardzo wiele. To jest prezent, który chciałem dać mojemu byłemu agentowi Mauro Battagliniemu, który odszedł w ubiegłym roku. On był dla mnie jak drugi ojciec, dlatego to zwycięstwo jest dla niego. Na pewno patrzy na mnie z nieba. Chciałbym także zadedykować je wszystkim ofiarom wypadku kolejki linowej w Mottarone oraz im rodzinom.

Następnie pokusił się o krótką analizę ostatnich kilometrów. Z wypowiedzi tej biła pewność siebie, potwierdzająca, że Włoch najprawdopodobniej jest w życiowej formie – tak dobrej, że starcza mu sił na wydatną pracę domestique, a także na walkę o własne cele. 

Końcówka była szalona, ponieważ wielu zawodników patrzyło na mnie i siedziało na moim kole. Ponadto wiedziałem, że Rémi Cavagna jest silny i że będzie chciał coś zrobić. Jednak na szczęście to jest trzeci tydzień Giro d’Italia, a ja na tej trudnej końcówce wykorzystałem moje nogi, które po tym, jak cierpiałem na początku etapu, poczuły się nieco lepiej. Miałem również wsparcie z samochodu od naszego dyrektora sportowego Matti Breschela, który jechał ze mną w drużynie, gdy wygrałem Ronde Van Vlaanderen, zatem to jest także prezent dla niego. 

Tymczasem sam Matti Breschel dodał, że w kolarstwie trudno jest zrealizować taki plan, jaki na osiemnasty etap Giro d’Italia założyła sobie jego drużyna, ale szczęśliwie wszystko się udało. 

Wszystko poszło dzisiaj zgodnie z planem. W kolarstwie jest niesamowicie ciężko czegoś takiego dokonać, ale dziś jest jeden z tych dni, w których się udało. 

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments