fot. Giro

Jeśli wczorajszy etap też zdołali wykraść uciekinierzy, to losy dzisiejszego muszą być przesądzone jeszcze przed jego rozpoczęciem? W menu na niedzielę znajdziemy start na wyspie, cztery wizyty w Słowenii, garść bruków i krótkie, ale strome podjazdy. Najlepsi zawodnicy klasyfikacji generalnej imprezy będą liczyć na spokojny dzień, ale wysokie tempo na rundach może wymusić na nich wzmożoną czujność.

Nieczęsto pomiędzy dwoma potencjalnie definiującymi klasyfikację generalną etapami zdarza się odcinek tak dziwny. Dziwny, bo niby krótki, niby pozbawiony długich wspinaczek, a jednocześnie nie pozwalający po prostu cieszyć się upływającymi kilometrami, bez zaprzątania sobie głowy zagrożeniami czającymi się za kolejnym zakrętem.

Po starcie w malowniczym, położonym na lagunie Grado peleton wjedzie na łączącą miasto ze stałym lądem groblę. Nie powinno wiać tam mocno, niemniej będzie wiało z boku, co sprawia, że już na pierwszych kilometrach konieczne będzie zachowanie wzmożonej koncentracji. Ewentualne pęknięcie głównej grupy w tak wczesnej fazie rozgrywania etapu rzadko kończy się stratami w klasyfikacji generalnej, ale żaden z liderów raczej nie ma wielkiej ochoty na tego typu gonitwy pomiędzy Zoncolanem a Cima Coppi.

Pierwszym podjazdem dnia będzie Monte San Michele, którego w połączeniu z wcześniej pokonaną groblą wprost nie sposób nie skojarzyć z Tour de France i Michałem Kwiatkowskim. W normalnych okolicznościach właśnie tam uformowałby się odjazd dnia, ale wiemy, że w 104. edycji Giro d’Italia walka o to jest zazwyczaj wyjątkowo zażarta, co potrafi znacznie wydłużyć cały proces.

Po minięciu Mariano del Friuli (miejscowości, a nie osoby) uczestnicy włoskiego wielkiego touru wjadą na słoweńsko-włoską rundę o długości 31,5 kilometra, której główną atrakcją będzie podjazd pod Gornje Cerovo (1,7 km, śr. 8,5%, max. 15%) i która w pełnym wymiarze pokonana zostanie trzykrotnie.

Końcówka etapu to szybki przejazd przez Novą Goricę, wspinaczka na ściankę o maksymalnym nachyleniu sięgającym 14% i finisz w Gorycji (Gorizia), czyli siostrzanym mieście po włoskiej stronie granicy. Na tym odcinku rzeczywiście pojawi się bruk, ale z gatunku tych nowożytnych, które profesjonalnym cyklistom nie sprawiają większych problemów.

Oto, co na temat 15. etapu 104. edycji Giro d’Italia napisaliśmy przed rozpoczęciem wyścigu:

Etap 15, 23 maja: Grado > Gorizia (147 km)

Położony w Alpach Karnickich Monte Zoncolan zawsze przypominał o rzadko wykorzystywanej przez organizatorów Giro d’Italia szansie, jaką kreuje bliskość pięknej i górzystej Słowenii. Najprawdopodobniej ze względu na trudny do zignorowania układ sił w peletonie, uczestnicy włoskiego wielkiego touru po raz pierwszy od 17 lat odwiedzą ten sąsiadujący z Włochami kraj, ale 15. etap imprezy będzie wytchnieniem dla zawodników rywalizujących o wysokie miejsca w klasyfikacji generalnej. Start w położonym na lagunie Grado, lekko pagórkowata runda i dystans poniżej 150 kilometrów składa się na etap, w którym do głosu powinni dojść specjaliści od wyścigów jednodniowych. Nieobecność Pogacara i Roglica na pewno będzie odczuwalna, ale nie wyobrażam sobie, aby Matej Mohoric nie oddał swojej ojczyźnie właściwych honorów.

Pogoda

Poniżej 20 stopni, lekki wiatr i najwyższe szanse opadów właśnie wtedy, kiedy w okolicach włosko-słoweńskiej granicy będą się kręcić kolarze. Uczestnicy tegorocznego Giro nie mają szczęścia.

Faworyci

Miałam wczoraj przeczucie, że stawianie przeciwko odjazdowi dnia będzie, ekhm, niefortunne. Dziś nie popełnię tego samego błędu.

To miał być etap dla Mateja Mohorica, ale Giro chciało inaczej. W walce o udział w ucieczce spodziewamy się więc zobaczyć ich stałych bywalców, jak Andrea Vendrame (AG2R Citroen), Diego Ulissi (UAE Team Emirates), Gianluca Brambilla (Trek-Segafredo), Quinten Hermans (Intermarche-Wanty-Gobert) czy Alessandro Covi, ale również specjalizujących się w rozgrywanych w takim terenie klasykach Włochów, jak Alberto Bettiol (EF Education-Nippo), Fabio Felline (Astana-Premier Tech), Simone Consonni (Cofidis) czy Francesco Gavazzi (EOLO-Kometa).

Istnieje też szansa, że zamiast zaprzęgać swoją ekipę do pracy na idealnie odpowiadającej mu przecież trasie, w odjazd dnia spróbuje się zabrać Peter Sagan (Bora-hansgrohe). Oszczędzanie sił drużyny przed piekielnie ciężkim jutrzejszym etapem byłoby więcej niż rozsądne, choć nie od dziś wiemy, że Bora potrafi na życzenie Słowaka spalić wszystkie swoje zapałki. Jeśli więc postanowią gonić dziś odjazd, w sprinterskim pojedynku powinni liczyć się ci lepiej wspinający się sprinterzy, jak Giacomo Nizzolo (Qhubeka ASSOS) [Włoch wycofał się tuż przed startem etapu], Fernando Gaviria (UAE-Team Emirates) czy Davide Cimolai (Israel Start-Up Nation).

 

Giro d’Italia 2021: zapowiedź całego wyścigu

Giro d’Italia 2021: plan transmisji telewizyjnych

Giro d’Italia 2021: lista startowa

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments