fot. CCC Development Team

Kamil Małecki kontynuuje walkę o powrót do ścigania po bardzo niefortunnej kraksie, jaką miał w listopadzie ubiegłego roku podczas treningu na rowerze MTB. Kolarz Lotto-Soudal przechodzi rehabilitację, ćwiczy w sali gimnastycznej, a nawet zaczął już jeździć na rowerze, choć nie chce jeszcze nazywać tego treningami. Oto, co 25-latek z Bytowa powiedział nam w najnowszym wywiadzie. 

Minęło sporo czasu od tego, jak opuściłeś szpital. Jak się teraz czujesz i jak przebiega rehabilitacja? 

Cały czas odczuwam bóle, zarówno w obojczyku, jak i w miednicy, ale oczywiście większe są w miednicy. Chodzenie sprawia mi ból, mam jeszcze problemy z płynnym ruchem nogą. Niedawno miałem robioną tomografię, która wykazała, że miednica jeszcze się nie zrosła, także to wymaga jeszcze czasu. Jest lepiej niż ostatnio, ta dziura jest już bardziej zatarta, ale niestety szczelina cały czas jest jeszcze widoczna. Za dwa tygodnie będę miał kolejną tomografię, która pokaże jak to wygląda i mam nadzieję, że niedługo będę mógł zrobić także rezonans magnetyczny, by zobaczyć, czy te odłamki będą mi przeszkadzać w przyszłości, czy nie. Poza tym cały czas się rehabilituję, mam różne zabiegi, między innymi terapię tlenową, które mogą mi pomóc. Mam nadzieję, że w przyszłości będzie coraz lepiej, że ból będzie się zmniejszał, oraz że będę mógł wejść na większe obroty.

A co z jazdą na rowerze?

Zacząłem jeździć na rowerze, także to jest duży plus. Chociaż nie mogę nazwać tego trenowaniem, a raczej machaniem nogami. Jeżdżę w domu na trenażerze, a także byłem już na zewnątrz. Jednak z jazdą na świeżym powietrzu muszę bardzo uważać, bo gdybym przewrócił się na tę lewą stronę, to byłoby to najgorsze, co mógłbym sobie zrobić. Dlatego też na dwór wyjeżdżam sporadycznie – wtedy, jak jest naprawdę ładna pogoda i w miejsca, gdzie praktycznie w ogóle nie ma ruchu. Także głównie jeżdżę w domu i bardzo się z tego cieszę. Nie jeździłem niby tylko cztery miesiące, a nawet jak sobie macham tymi nogami, to jest ciężko. Jednak zrobię wszystko, aby nadrobić ten stracony czas.

Zatem lekarze nie widzą przeciwskazań do jazdy na rowerze?

Tak, pozwolili mi jeździć na rowerze. Uważam, że jest mi to bardzo potrzebne, ponieważ ten ruch w stawie jest o wiele większy niż wtedy, gdy chodzę. Jest to dla mnie forma rehabilitacji. Zacząłem też ćwiczenia na sali gimnastycznej, więc wzmacniam mięśnie obciążając już trochę nogę. Odstawiłem kule, chociaż niestety jeszcze trochę kuleję, ponieważ staram się odciążyć tę nogę, która mnie boli. Myślę, że pomogą mi ćwiczenia wzmacniające mięśnie wokół miednicy, że później wygodniej będzie mi się chodziło i jeździło na rowerze. To wszystko wymaga jeszcze dużo czasu i pracy, ale i tak jestem szczęśliwy, że mogę już tyle robić. Wracam powoli do normalnego życia.

Jak wygląda terapia tlenowa, której się poddajesz?

Na godzinę wchodzę do komory hiperbarycznej, na twarzy mam specjalną maskę i wdycham ponad dziewięćdziesiąt procent tlenu. Dzięki temu tlen może dotrzeć do wszystkich miejsc w organizmie, do których normalnie nie ma dostępu. Wszystkie komórki lepiej się regenerują, gdy tlen do nich dotrze. Wierzę, że to także ma dobry wpływ na cały ten proces mojego dochodzenia do zdrowia. Ponadto pracuję z fizjoterapeutą, który rozmasowuje mi miejsca na ciele, rozbija zrosty, pracuje na punktach spustowych. To wszystko jest bardzo bolesne, nic przyjemnego, ale czuję, że to mi pomaga, bo po tych zabiegach mam większy zakres ruchu nogą. Generalnie nie mam jeszcze niestety pełnego zgięcia w nodze – gdy chcę przyciągnąć ją sobie do brzucha, to nie mogę. Najgorszy problem jest z rotacjami w nodze, ponieważ sprawia mi to największy ból i pracujemy nad tym, aby ona się zwiększyła.

Niedługo po twoim wyjściu ze szpitala, odwiedził cię w Polsce główny menadżer drużyny Lotto-Soudal John Lelangue. Opowiedz proszę, jak wyglądało to spotkanie. 

To był bardzo miły gest z jego strony. Spotkaliśmy się u Czesława Langa. Przywiózł mi praktycznie wszystkie niezbędne rzeczy, czyli rower, ciuchy kolarskie i takie do chodzenia na co dzień. To była dla mnie bardzo miła niespodzianka. Rozmawialiśmy i powiedział mi, że mam się niczym nie przejmować, bo sezon jest długi, a ja mam kontrakt na dwa lata. Także jeśli w tym roku nie uda mi się jeszcze wrócić, to trzeba będzie zrobić wszystko, żeby ten kolejny był lepszy. Świetnie, że mi to wszystko przywiózł, że nie musiałem po to jechać do Belgii. Ja z kolei dałem mu wszystkie moje wyniki, a on pokazał je lekarzom w Belgii. Zresztą w ogóle cały czas jestem w kontakcie z drużyną. Wszyscy mnie wspierają, lekarze zespołu są na bieżąco z moim stanem zdrowia, ja w każdej chwili mogę do nich zadzwonić, jeśli miałbym na przykład jakiś problem. Mam nadzieję, że wkrótce będziemy mogli razem spędzać czas.

A zatem możesz w pełni koncentrować się tylko na rehabilitacji i powrocie do zdrowia, a nie musisz martwić się na przykład o kontrakt czy inne kwestie. 

Tak, czuję, że jestem szanowany. Nie muszę się niczym przejmować, mam się tylko rehabilitować i robić wszystko, aby wrócić do dyspozycji sprzed wypadku. Najważniejsze jest dla zespołu zdrowie, a co będzie, to się okaże. Według przepisów drużyna może zmniejszyć kolarzowi pensję o połowę po trzech miesiącach, a po sześciu w ogóle może przestać płacić. Mam jednak nadzieję, że tak się nie stanie, bo nie ukrywam, że to całe leczenie i rehabilitacja trochę mnie kosztuje. Jestem jednak dobrej myśli, bo zacząłem już trenować, chcę wrócić, pokazuję, że robię wszystko, aby wrócić. Myślę, że kierownictwo zespołu to widzi i docenia, że robię postępy.

Masz kontakt z drugim Polakiem w drużynie Lotto-Soudal Tomaszem Marczyńskim? 

Tak, cały czas mamy kontakt. Od czasu do czasu dzwonimy do siebie, porozmawiamy. Na pewno, jak będę już z ekipą, to z pewnością Tomek na początku mi ze wszystkim pomoże, a także będę mógł się od niego tego kolarstwa uczyć.

Czasami dzielisz się w mediach społecznościowych tym, że oglądasz wyścigi. Jak ci się podoba ten sezon? Jak oceniasz poziom rywalizacji?

Tak, cały czas oglądam wyścigi. Poziom jest bardzo wysoki. Oglądając wyścigi klasyczne widać, że chłopaki śmigają ostro. Fajnie jest też widzieć naszych chłopaków – Staszka Aniołkowskiego czy Szymona Sajnoka, którzy świetnie sobie w tym sezonie radzą. Trzymam za nich kciuki, tęsknię za nimi, chciałbym już tam być z nimi, ścigać się z nimi. Najważniejsze jest to, że wyścigi generalnie się odbywają, pomimo że czasami zdarza się jakieś odwołanie czy zachorowania na koronawirusa, ale w sumie sezon odbywa się w miarę normalnie i nie ma tej niepewności, która była w ubiegłym roku.

Jesteś teraz w zupełnie innym miejscu niż jeszcze na przykład na początku stycznia czy w okolicach Bożego Narodzenia, kiedy to mijały tobie kolejne tygodnie leżenia w bezruchu w szpitalu i nie wiedziałeś nawet, czy wrócisz na rower. 

Tak, od tego momentu, kiedy leżałem dwa miesiące bez ruchu zrobiłem ogromny postęp. Moja noga była jak patyk, a teraz nabieram masy mięśniowej. Bardzo mnie to cieszy, że mogę wejść na rower, pokręcić około godzinki, a zaczynałem zaledwie od piętnastu minut. Gdy pogoda się poprawi, a ja będę się lepiej czuł, to ten mój trening na pewno wejdzie na inny poziom. Wszystko muszę robić krok po kroku, bo gdybym teraz pojechał na trzygodzinny trening, to potem przez trzy tygodnie mógłbym nie ruszyć się z łóżka.

Rozmawiała Marta Wiśniewska

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments