fot. Cofidis, Solutions Credits

Za Cofidisem pierwszy od dekady sezon w World Tourze. Choć francuski zespół w większości rankingów plasował się na szarym końcu stawki, to jego szef – Cedric Vasseur optymistycznie patrzy w przyszłość.

Powodem dla którego dyrektor sportowy 19. drużyny minionego sezonu, która w ciągu ostatnich 12 miesięcy odniosła ledwie dwa zwycięstwa, może być zadowolony, jest transfer Guillaume’a Martina. W tym roku Francuz, znany głównie z tego, że regularnie zajmował miejsca tuż za top 10 wielkich tourów, w tym roku pozytywnie zaskoczył.

Wprawdzie w tym roku znów nie wskoczył do dziesiątki (choć przez moment wydawało się, że jest naprawdę blisko), ale za to wygrał klasyfikację górską Vuelta a Espana, a w trwającym nie trzy tygodnie, a zaledwie pięć dni Criterium du Dauphine zajął 3. miejsce. To sprawiło, że wiara zespołu w jego możliwości jeszcze wzrosła.

Zawsze wychodziłem z założenia, że warto sięgać gwiazd, bo gdy coś nie pójdzie, przynajmniej wyląduje się na księżycu, a gdy pozyskiwaliśmy Guillaume’a, wiedzieliśmy, że jest on bardzo utalentowanym kolarzem. Dlatego powiedziałem, że moim zdaniem stać go na załapanie się do czołowej piątki Tour de France. W tym roku się to nie udało, ale nie tracę wiary w niego – wiem, że dzięki doświadczeniu zebranemu w tym roku, zbliżył się do poziomu top 5

– mówił Vasseur w rozmowie z Velo-Club.

Na przeciwnym biegunie jest Elia Viviani. Jeszcze w 2019 roku Włoch należał do najlepszych sprinterów na świecie – odniósł 11 zwycięstw, w tym jedno w Tour de France. Niestety teraz poszedł w ślady Fernando Gavirii i Marcela Kittela – innych sprinterskich, które mają spore trudności z odnalezieniem się, po odejściu z ekipy Patricka Lefevere’a.

Choć w tym roku wyścigów było znacznie mniej niż zazwyczaj, to wynik doświadczonego sprintera jest zatrważający – zakończył sezon bez choćby jednego zwycięstwa, a w czasie wielkich tourów tylko cztery razy lądował w pierwszej “10” etapów. Vasseur, podobnie jak w rozmowie, którą przeprowadziliśmy z nim kilka tygodni temu, podkreśla, że słabsza forma Włocha wynika ze splotu nieszczęśliwych okoliczności.

Wciąż mu ufam – zakontraktowaliśmy go, ponieważ jest wielkim mistrzem, o czym mówią jego zwycięstwa z poprzednich lat. Po prostu w tym sezonie wszystko poszło źle. Pandemia mocno pokrzyżowała nam szyki. Odwołano część wyścigów, w których miał wystartować na początku sezonu, a późniejsza długa przerwa miała na niego bardzo duży wpływ. Musieliśmy kontaktować się na odległość, co bardzo utrudniało pracę. Co prawda inni mieli taki sam problem, ale taki Arnaud Demare nie musiał wypracowywać automatyzmów z nową drużyną. Generalnie doszło do sprzężenia okoliczności, które, miejmy nadzieję, nie powtórzą się w przyszłym roku

– mówił.

Być może szef francuskiego zespołu rzeczywiście ma rację, jednak należy brać pod uwagę także to, że czas Włocha – prawdopodobnie najbardziej doświadczonego spośród czołowych sprinterów świata, po prostu minął. Miejmy nadzieję, że jeśli rzeczywiście tak jest, to jego godnym następcą okaże się Szymon Sajnok, który w przyszłym sezonie dołączy do ekipy w czerwono białych strojach