fot. Giro d'Italia / RCS Sport

Po wycofaniu się z wyścigu Giro d’Italia Simona Yatesa po pozytywnym wyniku testu na obecność wirusa SARS-CoV2 organizatorzy wyścigu pozostają spokojni i wyrażają zdanie, że stworzona “bańka” dobrze funkcjonuje.

Dyrektor wyścigu Giro d’Italia Mauro Vegni w programie włoskiej telewizji RAI Processo alla Tappa po ósmym etapie rywalizacji opowiedział o sytuacji związanej z wycofaniem się lidera Mitchelton-Scott Simona Yatesa z Corsa Rosa. 

Oczywiście jest nam przykro z powodu utraty z wyścigu kolejnego ważnego zawodnika, ale jest to pierwszy przypadek koronawirusa w ciągu dwunastu dni, więc pozostajemy spokojni. To pokazuje nam, że “bańka” działa, a nasze kontrole są wydajne. Gdybyśmy postępowali zgodnie z protokołem Międzynarodowej Unii Kolarskiej (UCI) dziś rano musielibyśmy wysłać próbkę Yatesa do Mediolanu i czekać na wynik, a on mógłby rozpocząć ten etap. Zamiast tego, dzięki naszym szybkim testom, byliśmy w stanie rozwiązać tę sytuację i podtrzymać naszą “bańkę”

– mówił Włoch.

Obecna sytuacja epidemiczna panująca na Półwyspie Apenińskim z każdym dniem staje się coraz gorsza. Ponadto perspektywa rywalizacji na alpejskich etapach w trzecim tygodniu wyścigu wydaje się mało prawdopodobna ze względu na trudne warunki atmosferyczne panujące, chociażby na Passo dello Stelvio, czy też Colle dell’Agnello. Sam Mauro Vegni uważa, że skrócenie Giro będzie mieć miejsce tylko wtedy, gdy zmuszą go do tego władze państwowe.

Skrócenie Giro d’Italia to coś do czego możemy być jedynie zmuszeni przez władze. Wystartowaliśmy z zamiarem dojechania do Mediolanu i wydaje mi się, że cała karawana wyścigu w tym zespoły chcą się tam dostać

– zakończył dyrektor wyścigu.