giroditalia.it

Ostatnie dni prawie pozwoliły nam zapomnieć, że klasyfikacja generalna Giro d’Italia w ogóle istnieje, jednak potencjalnie burzowa niedziela w Apeninach na nowo ułoży tę hierarchię nie tylko w głowach, ale również w tabeli.

Kto się wycofał? Kto poniósł niemożliwe do odrobienia straty? Jakie są różnice pomiędzy pretendentami do tytułu? W odniesieniu do klasyfikacji generalnej 103. edycji La Corsa Rosa tyle samo rozstrzygnięć zapadało dotąd na szosie, co poza nią, dlatego wieńczący przedłużony pierwszy tydzień rywalizacji odcinek w Centralnych Apeninach rozwieje niepewności, a dla wielu posłuży jako nowe otwarcie.

Niedzielna rywalizacja na łącznym dystansie 208 kilometrów w całości będzie mieć miejsce w Abruzji, a zaplanowana na ten dzień wspinaczka przekłada się na ponad 4000 metrów przewyższenia. Całkiem w stylu włoskiego wielkiego touru, pierwsze 60 kilometrów etapu będzie płaskie, ale reszta już niekoniecznie, a najtrudniejszym podjazdem dnia okaże się pierwszy z nich, czyli pokonywany od 89. kilometra Passo Lanciano (12,7 km, śr. 6,9%). Nieco wcześniej, bo na 75. kilometrze rozegrany zostanie lotny finisz w miejscowości Guardiagrele i wydaje się, że do tego czasu ucieczka dnia już odjedzie, co nieco komplikuje przewidywania związane z wynikami dzisiejszego odcinka, bo sprawia, że typowym góralom może być trudno się do niej zabrać.

Po zjeździe kolarze niemal nie uświadczą odcinka płaskiej szosy aż do samej mety na płaskowyżu Aremogna, w sekwencji pokonując Passo San Leonardo (13,8 km, śr. 4,5%), Bosco di Sant’Antonio (9,4 km, śr. 5,1%) i finałową wspinaczkę do stacji narciarskiej Roccaraso (9,6 km, śr. 5,7%). O ile stopniem trudności nie dorównują one Passo Lanciano, to ostatnie 2 kilometry decydującego wzniesienia zapowiadają się interesująco, a wszystko mogą dodatkowo skomplikować prognozowane na niedzielę burze.

Oto, co na temat 9. etapu 103. edycji Giro d’Italia napisaliśmy przed rozpoczęciem wyścigu:

Etap 9, San Salvo – Roccaraso, 208 km, średnie góry

Na zakończenie pierwszego tygodnia rywalizacji organizatorzy przygotowali bardzo ciekawy, choć nie najtrudniejszy etap, na którym na pewno zobaczymy w akcji najmocniejszych zawodników w stawce. Ponownie początek będzie nieco łatwiejszy, lecz później peleton zmierzy się z podjazdami pod Passo Lanciano (12,4 km, 7,0%), Passo San Leonardo (14,4 km, 4,3%), Bosco di Sant’Antonio (9,4 km, 5,1%) oraz Roccaraso (9,6 km, 4,4%, z bardzo trudną końcówką). Co prawda różnice nie powinny być wielkie, lecz na pewno jakieś powstaną.

Giro 2020 etap 9

Na papierze jest to dobry etap dla ucieczki, tym bardziej, że nie ma już chyba w peletonie tegorocznego Giro d’Italia drużyny, która jednocześnie chciałaby i mogła wziąć pełną odpowiedzialność za dyktowanie tempa. Jedyną dużą wątpliwość wywołuje fakt, że pierwsza wspinaczka dnia rozpocznie się dopiero po pokonaniu 80 kilometrów, co utrudni typowym góralom znalezienie się w jej składzie, a to w tej grupie chcielibyśmy poszukiwać potencjalnego triumfatora niedzielnego etapu z odjazdu. 

Jeśli mimo wszystko to harcownik kolejny już raz skradnie show, dobrymi kandydatami do zakończenia tego typu akcji sukcesem będą Giovanni Visconti (Vini Zabu-KTM), Thomas De Gendt (Lotto Soudal), Filippo Ganna (INEOS Grenadiers), Ruben Guerreiro, Lawson Craddock, Tanel Kangert (EF Pro Cycling), Jack Haig (Mitchelton-Scott) czy Valerio Conti (UAE-Team Emirates).

Gdyby doszło to wymiany ciosów pomiędzy liderami na klasyfikację generalną, najszybszy na finałowej ściance powinien się okazać Jakob Fuglsang (Astana), ale w bezpośrednim pojedynku mogą się również liczyć Joao Almeida (Deceuninck-Quick Step) i Pello Bilbao (Bahrain-McLaren).

Może się jednak okazać, że w najbardziej komfortowej sytuacji przed startem niedzielnego odcinka jest Diego Ulissi (UAE-Team Emirates) i kilku zawodników o zbliżonej do niego charakterystyce, bo zarówno z odjazdu, jak i grupy faworytów, powinni być oni w stanie rozprawić się z konkurentami na decydującym kilometrze etapu.