fot. Szymon Gruchalski / Lang Team

W najnowszym odcinku “Ik bin Remco” – serialu dokumentalnego poświęconego Remco Evenepoelowi, belgijski kolarz opowiedział o kulisach swojego wypadku na Il Lombardia.

Młody Belg przez długi czas był jednym z najlepszych, o ile nie najlepszym, kolarzem tego sezonu. Zarówno przed, jak i po pandemii wygrywał wszystkie kolarskie imprezy, w których startował. Tydzień przed “Wyścigiem Spadających Liści” 20-latek w pięknym stylu triumfował w Tour de Pologne.

We Włoszech też długo wszystko szło po jego myśli. Po Muro di Sormano znalazł się w siedmioosobowej czołówce wraz z Vlasovem, Fuglsangiem, Ciccone, Nibalim, Bennettem i Mollemą.

Czułem się świetnie pod każdym względem. Byłem w stuprocentowej formie fizycznej i psychicznej. Wszystko szło po mojej myśli. Na Muro wjechałem bez żadnych problemów. Wszystko szło aż zbyt idealnie

– wspominał w dokumencie.

Niestety dalszą część historii wszyscy znamy. Na zjeździe ze słynnego podjazdu wypadł z trasy, kończąc tym samym nie tylko swój udział w wyścigu, ale w ogóle tracąc szansę na to, by w tym sezonie wrócić jeszcze na szosę. Jak się okazuje, i tak był szczęściarzem.

Do tej pory nie miałem odwagi tego powiedzieć, ale miałem mnóstwo szczęścia. Pękła mi żyła w pachwinie, którą natychmiast trzeba było zoperować we Włoszech. Gdyby lekarze tego nie wykryli, mógłbym się wykrwawić na śmierć

– opowiadał kolarz, który o szczęściu może mówić także z innego powodu:

Mało brakowało, a uszkodzeniu uległby mój rdzeń kręgowy. Złamana kość ominęła go o dosłownie milimetr. Gdybym miał nieco mniej szczęścia, spędziłbym resztę życia na wózku inwalidzkim

– dodał.

Na szczęście wszystko skończyło się dobrze, a Belg już jakiś czas temu wznowił treningi. I choć w tym sezonie raczej go nie zobaczymy, to w kolejnym być może będziemy świadkami jego wielkiego powrotu.